15.03.2023, 00:55 ✶
- Z jednej strony ogromne statki są super i na pewno fajnie byłoby mieć taki na spółkę... ale z drugiej strony, czy mniejsza łódź nie sprawdzi się lepiej w naszym wypadku? Większy statek oznaczałby konieczność wzięcia większej ekipy, a wtedy skarb trzeba podzielić przez większą ilość osób. Nie brzmi to korzystnie. Nie planujemy brać dodatkowych ludzi, prawda? Plus, musieliby być to sprawdzeni ludzie, których lubimy i ufamy. Wyobrażasz sobie musieć spędzać czas w towarzystwie kogoś, kogo nie lubisz? I nawet nie możesz wyjść na moment, bo za ścian... znaczy burtą jest sama woda? - usta nie zamykały się jej ani na moment. Sprawiała wrażenie szczerze podekscytowanej, gestykulując bardziej, niż było to potrzebne.
- Czy Ty byłbyś w stanie?- powtórzyła, lekko unosząc brwi. Zaraz, ale że co? Martwił się, że jedna para rąk do takiego przedsięwzięcia to za mało, prawda? No bo o co innego mógł się martwić? Przecież nie o to, że brakuje mu umiejętności. - Mogę poświecić Ci lumosem! Ewentualnie podawać narzędzia i elementy, jeżeli będziesz potrzebował. Zaoferowałabym coś więcej, ale obawiam się, że mogłoby to się źle skończyć...- dodała, posyłając mu przepraszający uśmiech. Wiele fiolek długowarzonego eliksiru stłukła, szansa że przez przypadek coś zepsuje była niestety bardzo duża.
- Mogę pomyśleć nad zaklęciami rozpraszającymi, które chroniłyby nasz... twoją łódkę. Być może wystarczyłyby, by odeprzeć klątwę jaka ciąży nad tamtymi rejonami...
Pewnie dalej szłaby przed siebie i nawijała, o tym że może poprosić o radę Fergusa, które drewno byłoby najlepsze i czy jest możliwość, by umieścić w nim odpowiedni magiczny rdzeń, gdyby nie to, że Sam się zatrzymał. Ona również stanęła w miejscu, spoglądając nieco do góry, tak by zatrzymać wzrok na jego twarzy. Wtedy uświadomiła sobie jedną, ważną rzecz, która umknęła w typowej dla Dani infantylności.
Samuel był śmiertelnie poważny.
Pomysł, że choć przez chwilę mogłaby odciąć się od zmartwień i piętrzących problemów wydał jej się tak piękny, że aż nierealny. Nic dziwnego więc, że szybko podchwyciła temat zbudowania łodzi, która umożliwiłaby im podróż daleko poza Londyn, tam gdzie narastający konflikt nie byłby w stanie ich dosięgnąć. Nawet, jeżeli istnienie skarbu o którym opowiadały duchy było bujdą, sama podróż brzmiała jak coś, na co byłaby chętna bez większego zastanowienia. Gdyby tylko...
Nie była potrzebna tutaj na miejscu - pacjentom w Mungu, swojej rodzinie. Gdyby nie miała z tyłu głowy myśli, że tego wieczoru być może jej zdrowie jak i życie będzie zagrożone i nie wiadomo w ilu kawałkach z niego wyjdzie.
- Jeżeli tylko sytuacja na to pozwoli. - kiwnęła lekko głową, zgodnie z prawdą. Nie chciała go okłamywać.
Niestety, okazało się że w puli nagród loterii nie było statku - co skwitowała krótkim, acz zauważalnym westchnięciem. Zamiast tego dostała... pejczyk. Pejczyk. Na cholerę był jej pejczyk?
- Nie, raczej nie. Chyba, że coś proponujesz, to mogę spróbować się nauczyć.- wypaliła bez większego pomyślunku. - Ale jakaś dwójka przyjechała na koniu, może będą zainteresowani odkupieniem. - dodała, nawiązując do Elliota oraz Blacka. - Ewentualnie mogę Ci odstąpić, może Ci się do czegoś przyda.
Nagroda jaką wylosował Samuel wydała jej się jeszcze durniejsza - nie była w stanie powstrzymać wybuchu krótkiego śmiechu.
- Czy Ty byłbyś w stanie?- powtórzyła, lekko unosząc brwi. Zaraz, ale że co? Martwił się, że jedna para rąk do takiego przedsięwzięcia to za mało, prawda? No bo o co innego mógł się martwić? Przecież nie o to, że brakuje mu umiejętności. - Mogę poświecić Ci lumosem! Ewentualnie podawać narzędzia i elementy, jeżeli będziesz potrzebował. Zaoferowałabym coś więcej, ale obawiam się, że mogłoby to się źle skończyć...- dodała, posyłając mu przepraszający uśmiech. Wiele fiolek długowarzonego eliksiru stłukła, szansa że przez przypadek coś zepsuje była niestety bardzo duża.
- Mogę pomyśleć nad zaklęciami rozpraszającymi, które chroniłyby nasz... twoją łódkę. Być może wystarczyłyby, by odeprzeć klątwę jaka ciąży nad tamtymi rejonami...
Pewnie dalej szłaby przed siebie i nawijała, o tym że może poprosić o radę Fergusa, które drewno byłoby najlepsze i czy jest możliwość, by umieścić w nim odpowiedni magiczny rdzeń, gdyby nie to, że Sam się zatrzymał. Ona również stanęła w miejscu, spoglądając nieco do góry, tak by zatrzymać wzrok na jego twarzy. Wtedy uświadomiła sobie jedną, ważną rzecz, która umknęła w typowej dla Dani infantylności.
Samuel był śmiertelnie poważny.
Pomysł, że choć przez chwilę mogłaby odciąć się od zmartwień i piętrzących problemów wydał jej się tak piękny, że aż nierealny. Nic dziwnego więc, że szybko podchwyciła temat zbudowania łodzi, która umożliwiłaby im podróż daleko poza Londyn, tam gdzie narastający konflikt nie byłby w stanie ich dosięgnąć. Nawet, jeżeli istnienie skarbu o którym opowiadały duchy było bujdą, sama podróż brzmiała jak coś, na co byłaby chętna bez większego zastanowienia. Gdyby tylko...
Nie była potrzebna tutaj na miejscu - pacjentom w Mungu, swojej rodzinie. Gdyby nie miała z tyłu głowy myśli, że tego wieczoru być może jej zdrowie jak i życie będzie zagrożone i nie wiadomo w ilu kawałkach z niego wyjdzie.
- Jeżeli tylko sytuacja na to pozwoli. - kiwnęła lekko głową, zgodnie z prawdą. Nie chciała go okłamywać.
Niestety, okazało się że w puli nagród loterii nie było statku - co skwitowała krótkim, acz zauważalnym westchnięciem. Zamiast tego dostała... pejczyk. Pejczyk. Na cholerę był jej pejczyk?
- Nie, raczej nie. Chyba, że coś proponujesz, to mogę spróbować się nauczyć.- wypaliła bez większego pomyślunku. - Ale jakaś dwójka przyjechała na koniu, może będą zainteresowani odkupieniem. - dodała, nawiązując do Elliota oraz Blacka. - Ewentualnie mogę Ci odstąpić, może Ci się do czegoś przyda.
Nagroda jaką wylosował Samuel wydała jej się jeszcze durniejsza - nie była w stanie powstrzymać wybuchu krótkiego śmiechu.