Deirdre była z natury osobą, która stawiała na swoim. W przeciwieństwie do większości nie robiła tego głośno, ale jeżeli chciała, aby jej trzewiki pozostały białe, to nawet tam, gdzie inni będą grzęznąć po kostki w błocie, ona będzie miała je bez skazy. Mogła nie pasować do otoczenia, do zmęczenia wiatrem i zmiennością pogody, lecz nie zamierzała pozwolić, aby to zmieniło jej cel. Planowała znaleźć sobie dobrego męża.
Z tą myślą przypomniała sobie, że nie tylko ona jest tutaj pod lupą. On również miał spełnić jej standardy.
Lęk odrobinę z niej schodził. Nie dlatego, że rozluźniła ją atmosfera przestrzeni, wręcz przeciwnie, czuła się jak na świeczniku każdej osoby, w której zasięgu wzroku była. Z przyjemnością przyjęła zaproszenie w inne miejsce, niż Londyn. Miało go już powyżej uszu z ciągłymi urazami, ponieważ ktoś wszedł do budynku, którego konstrukcja była niestabilna, nawracającymi kaszlącymi pacjentami i niekończącymi się kolejkami ofiar pożarów. Sadza przyklejała się do wszystkiego do tego stopnia, że zamówiła dwie dodatkowe szaty służbowe, by mieć czas, aby ją doprać.
— Och. Moja twarz po prostu tak wygląda. Dlatego zwykle nie jestem osobą do informowania rodzin poszkodowanych o stanie pacjenta. Pracuję w Mungu — sprecyzowała rrzeczowym tonem, skanując kartę menu. Zdecydowała się na sałatkę z grillowanym kozim serem i karmelizowaną cebulą oraz wino, które poleci do dania somelier. Danie ze środka karty. Ani zbyt tanie ani zbyt drogie. — Nie jadam zwierząt.
W przypadku Deirdre nie był to wybór etyczny. Nosiła skórzane buty i skórzane torebki, w jej szafie wisiało zimowe futro po jej babce, a jej ulubioną biżuterią były naturalne perły. Ona po prostu nienawidziła z całego serca faktury mięsa na języku, włóknistego i galaretowatego kontrastu różnych części mięśni i tkanek łączących, przypadkowych chrząstek czy strzelajacego pękania krewetek. Absolutnie ją to obrzydzało w całości. Co innego obróbka mięsa.
Po odłożniu menu na bok i złożeniu zamówienia, utkwiła nieruchomy wzrok na Seisyllu, wyprostowana jak struna, łopatki złączone, broda lekko w dół, z dłońmi złożonymi na podołku.