Prowadziła z nim tę rozmowę nie po to, by go do czegokolwiek przekonać, a dlatego, że mogła. Dlatego, że miała taką ochotę. Wiedziała, oczywiście, jakie Cathal miał do tematu podejście, wiedziała to od bardzo dawna i nie miała zamiaru z tym walczyć. Jego brak wiary był tylko jego problemem. Ale to nie znaczyło, że nie mogli o tym rozmawiać, tak?
– Uczyłam się numerologii – nawet z powodzeniem ją przez jakiś czas wykorzystywała, dopóki nie zrezygnowała z tematu. – I możesz się nie zgadzać, ale to są moje wnioski wyciągnięte po wgłębieniu się w jeden i drugi temat – odparła spokojnie, niewzruszona tym, że Calowi się „ulało”. Wróżbiarstwo to też był schemat i szyfr… tylko nie układany przez ludzi, a przez świat. Przez magię, która w nim krążyła. Jak nie wiedziałeś gdzie spojrzeć, to tego nie dostrzegałeś. – Poza tym nie zastanawiałeś się nigdy dlaczego tak wielu jasnowidzów… wróżbitów… zajmuje się również numerologią? To nie jest przypadek – energia cyfr i liczb, daty urodzeń, kreślenie horoskopów… to nadal była działka wróżbiarstwa jakby nie patrzeć i mogło to mówić o człowieku znacznie więcej, niżby sobie tego życzył.
– Naprawdę najpopularniejszy? Anglicy to masochiści – wymruczała pod nosem, bo nie rozumiała jak TO może być najpopularniejsze. Na pewno było charakterystyczne, tego nie mogła odmówić, ale chyba znacznie bardziej do jej gustu przypadły grzańce niż ta cholerna ognista whisky (była jednak skuteczna i na dzisiaj prawdopodobnie idealna, bo miała wrażenie, że świat przestał się rozmazywać w ten dziwaczny sposób, jaki miało to miejsce przez pół dnia, a niedługo pewnie zacznie się rozmazywać tak, jak należało po alkoholu). A po drodze bodaj raz musiała się tylko złapać Cala, gdy się potknęła, poza tym szła dzielnie i całkiem prosto.
– To było tylko przez chwilę – przyznała, gdy może nawet nieco bardziej dziarsko ruszyli w stronę tego filaru, a po drodze analizowała wszystko, co jej się dopiero co wydawało. Kiedy Cal okrążał filar, ona podeszła i wpatrywała się w ziemię. Tu przecież ktoś stał, tak? Jeśli to było prawdziwe, to wrzosy powinny być w tym miejscu trochę udeptane… tak? – Wydawało mi się, że kogoś tutaj widziałam – powiedziała po chwili tego wgapiania się w ziemię, nim uniosła spojrzenie na filar.