09.05.2026, 13:49 ✶
Mężczyzna zaciągnął się dymem, a wydychając go w kierunku sufitu zmierzył Deirdre spojrzeniem nie mówiącym wiele na temat tego co konkretnie o niej myślał, ale sugerującym jakąś głęboką analizę. Nie wydawał się być kimś, kto pod przykrywką spokoju z kogoś drwił i takim typem człowieka faktycznie nie był, ale oczywiście – bo czemu nie miałby tego robić – oceniał ją. To nie była przecież randka prowadząca ich dwójkę do jednej wspólnej nocy, tylko potencjalnie... reszty życia.
– Jesteś jedną z tych bardziej bezpośrednich osób, isn't it? Nie tą z kategorii zabawnych. – Odpowiedział jej w dokładnie takim tonie, jaki spodziewał się usłyszeć. W tonie, którym porozumiewała się momentami zbyt bezpośrednia jak na jego gusta Helena. Walijska wstawka, jedna z wielu charakterystycznych dla regionu, prawdopodobnie nie była pierwszą, jaka opuści jego usta dzisiejszego wieczoru. Przywykł, podobnie jak większość jego sąsiadów, do ciągłego wciskania jej na końcu zdań, nawet kiedy nie miało to gramatycznego sensu.
Nie podzielił się z nią rewelacją czy była to dla niego wada czy zaleta. Była to na pewno odmiana po jego poprzedniej partnerce, która tymi żartami rzucała ciągle. Poza tym – spoglądał na to z należytą temu nijakością. Czymże były drobnostki tego typu w obliczu wspólnego życia? Niech ci ziemia lekką będzie, stara pani Rowle, jego duch nie zatrzymywał się przy niczym, bo śmierć nie była tragedią, lecz momentem przejścia. Po zimie zawsze przychodziła wiosna, a każde małżeństwo było świadectwem jego przymierza z ziemią, legitymizacją mocy i wypełnieniem obowiązku płodności. Deirdre musiała być kimś godnym odnowienia więzi, nie kimś mającym go zabawiać.
Skinął głowa do kelnera, żeby podszedł do nich i przyjął ich zamówienie. Prawdę mówiąc, nawet nie spojrzał na ceny dań z karty.
– Dlaczego? – Spokojnie zadane pytanie nabrało sensu, kiedy zmienił pozycję i skórzane elementy jego stroju zatrzeszczały. – Będziesz często widzieć ich śmierć, jeśli się ze mną zwiążesz. – Brzmiało to z jego ust jak spostrzeżenie, a nie groźba, choć domyślał się, że dla wielu rytualne podcinanie gardeł i skórowanie bezbronnych istot tylko po to, żeby przerobić je na nowe buty, było ostatecznym powodem aby wstać od stołu i wyjść zanim kucharz zmarnuje czas na przygotowanie dania. – Zastanawiałem się właściwie, czy ta propozycja to tylko i wyłącznie kaprys twojej matki, czy jednak wiesz czym się zajmuję poza kuciem w Bedggelert i chciałaś wejść w to sama. Niezbyt odważnie zakładam, że niewiele panienek z Londynu myśli o przeprowadzce daleko do domu kogoś, kto ma moją renomę jeśli chodzi o religijność. – Pominął to ilu miało go za bawidamka i niekoniecznie się w tym myliło.
– Jesteś jedną z tych bardziej bezpośrednich osób, isn't it? Nie tą z kategorii zabawnych. – Odpowiedział jej w dokładnie takim tonie, jaki spodziewał się usłyszeć. W tonie, którym porozumiewała się momentami zbyt bezpośrednia jak na jego gusta Helena. Walijska wstawka, jedna z wielu charakterystycznych dla regionu, prawdopodobnie nie była pierwszą, jaka opuści jego usta dzisiejszego wieczoru. Przywykł, podobnie jak większość jego sąsiadów, do ciągłego wciskania jej na końcu zdań, nawet kiedy nie miało to gramatycznego sensu.
Nie podzielił się z nią rewelacją czy była to dla niego wada czy zaleta. Była to na pewno odmiana po jego poprzedniej partnerce, która tymi żartami rzucała ciągle. Poza tym – spoglądał na to z należytą temu nijakością. Czymże były drobnostki tego typu w obliczu wspólnego życia? Niech ci ziemia lekką będzie, stara pani Rowle, jego duch nie zatrzymywał się przy niczym, bo śmierć nie była tragedią, lecz momentem przejścia. Po zimie zawsze przychodziła wiosna, a każde małżeństwo było świadectwem jego przymierza z ziemią, legitymizacją mocy i wypełnieniem obowiązku płodności. Deirdre musiała być kimś godnym odnowienia więzi, nie kimś mającym go zabawiać.
Skinął głowa do kelnera, żeby podszedł do nich i przyjął ich zamówienie. Prawdę mówiąc, nawet nie spojrzał na ceny dań z karty.
– Dlaczego? – Spokojnie zadane pytanie nabrało sensu, kiedy zmienił pozycję i skórzane elementy jego stroju zatrzeszczały. – Będziesz często widzieć ich śmierć, jeśli się ze mną zwiążesz. – Brzmiało to z jego ust jak spostrzeżenie, a nie groźba, choć domyślał się, że dla wielu rytualne podcinanie gardeł i skórowanie bezbronnych istot tylko po to, żeby przerobić je na nowe buty, było ostatecznym powodem aby wstać od stołu i wyjść zanim kucharz zmarnuje czas na przygotowanie dania. – Zastanawiałem się właściwie, czy ta propozycja to tylko i wyłącznie kaprys twojej matki, czy jednak wiesz czym się zajmuję poza kuciem w Bedggelert i chciałaś wejść w to sama. Niezbyt odważnie zakładam, że niewiele panienek z Londynu myśli o przeprowadzce daleko do domu kogoś, kto ma moją renomę jeśli chodzi o religijność. – Pominął to ilu miało go za bawidamka i niekoniecznie się w tym myliło.
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242