09.05.2026, 21:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2026, 05:15 przez Christopher Rosier.)
Jakby Christopher usłyszał, co powiedział Atreus, to całkiem możliwe, że z tej całej pogawędki o Cressidzie i włamaniach wyszłaby im bójka, i zaczęliby się tarzać po zaułku. Nawet nie dlatego, że jakoś Chris się specjalnie przejął słowami Bulstroda (no oczywiście, że nie!!!), ale ot tak, dla zasady, a poza tym na poprawę humoru. Lepiej dla Rosiera, że jednak tego uniknęli, bo miał na sobie bardzo drogi płaszcz i nie chciałby go stracić.
– Ostrzegała, że się zemści i nie znam dnia, nocy ani godziny. Widać miała dosłownie to na myśli. Że nocą też nie mogę się czuć bezpieczny... – burknął. Czy był pewny siebie? Oczywiście. Czy zakładał w swojej pysze, że Cressida Avery myśli tylko o nim? Tak. Czy się mylił? Zapewne, bo prawdopodobnie wkurwiała się też na Atreusa i przynajmniej jeszcze jednego byłego, no i może na jakieś dziewczyny, które obwiniała za swoje nieszczęścia. NAle w tej chwili był całkowicie pewny, że panna Avery się mu włamała do domu, a o mordercy ze snów to nie miał szybko usłyszeć, jeżeli w ogóle. Nie pochlebiał też sobie aż tak bardzo, bo Avery była istotą na tyle specyficzną, że na pewno po przepłakaniu rozstania przeszła lub przejdzie do myśli o okrutnej zemście na byłym chłopaku. – Nawet zatrudniłbym jakiegoś mugola, gdyby tylko to trzymało ją z daleka – roześmiał się, oczywiście pod wpływem alkoholu, bo jednak sam też trochę by się brzydził. Tolerował ich tylko we Francji i tylko jak ich mijał w swoich ulubionych miejscach, pomijając już, że byłoby takie zatrudnienie niemożliwe ze względu na choćby kodeks tajności. – Albo żeby ją z tej strzelby ustrzelił… – wymamrotał jeszcze Rosier, który miał zamiar tym razem bardzo starannie zabezpieczyć okno i kazać skrzatowi trzymać nocną straż, tak na wszelki wypadek.
O ile w ogóle wrócą do domów przed świtem, bo na razie się na to nie zanosiło.
Z pewnym zdumieniem przyjął, że pchnięto ku niemu zasmarkane i zapłakane dziecko. Spojrzał na małą trochę niepewny, jak w ogóle zareagować, kiedy ta rozpłakała się mu w płaszcz. Nie był po prawdzie ani wielkim fanem dzieci, ani też takim absolutnym draniem, który by je kopał, więc z jednej strony nie miał ochoty jej pocieszać, a z drugiej trochę głupio było zostawiać dzieciaka w zaułku.
– Gdzie twoi rodzice? W ogóle wiedzą, że tu jesteś?
– Mieszkam tu. Kotek uciekł oknem – wyszeptała dziewczynka, wskazując kamienicę obok. Dobrze, więc nie będą musieli zajmować się małą, zagubioną dziewczynką.
Pan Mruczkens tymczasem spojrzał na Atreusa z królewską miną, wycofując się przed jego rękami.
– Ostrzegała, że się zemści i nie znam dnia, nocy ani godziny. Widać miała dosłownie to na myśli. Że nocą też nie mogę się czuć bezpieczny... – burknął. Czy był pewny siebie? Oczywiście. Czy zakładał w swojej pysze, że Cressida Avery myśli tylko o nim? Tak. Czy się mylił? Zapewne, bo prawdopodobnie wkurwiała się też na Atreusa i przynajmniej jeszcze jednego byłego, no i może na jakieś dziewczyny, które obwiniała za swoje nieszczęścia. NAle w tej chwili był całkowicie pewny, że panna Avery się mu włamała do domu, a o mordercy ze snów to nie miał szybko usłyszeć, jeżeli w ogóle. Nie pochlebiał też sobie aż tak bardzo, bo Avery była istotą na tyle specyficzną, że na pewno po przepłakaniu rozstania przeszła lub przejdzie do myśli o okrutnej zemście na byłym chłopaku. – Nawet zatrudniłbym jakiegoś mugola, gdyby tylko to trzymało ją z daleka – roześmiał się, oczywiście pod wpływem alkoholu, bo jednak sam też trochę by się brzydził. Tolerował ich tylko we Francji i tylko jak ich mijał w swoich ulubionych miejscach, pomijając już, że byłoby takie zatrudnienie niemożliwe ze względu na choćby kodeks tajności. – Albo żeby ją z tej strzelby ustrzelił… – wymamrotał jeszcze Rosier, który miał zamiar tym razem bardzo starannie zabezpieczyć okno i kazać skrzatowi trzymać nocną straż, tak na wszelki wypadek.
O ile w ogóle wrócą do domów przed świtem, bo na razie się na to nie zanosiło.
Z pewnym zdumieniem przyjął, że pchnięto ku niemu zasmarkane i zapłakane dziecko. Spojrzał na małą trochę niepewny, jak w ogóle zareagować, kiedy ta rozpłakała się mu w płaszcz. Nie był po prawdzie ani wielkim fanem dzieci, ani też takim absolutnym draniem, który by je kopał, więc z jednej strony nie miał ochoty jej pocieszać, a z drugiej trochę głupio było zostawiać dzieciaka w zaułku.
– Gdzie twoi rodzice? W ogóle wiedzą, że tu jesteś?
– Mieszkam tu. Kotek uciekł oknem – wyszeptała dziewczynka, wskazując kamienicę obok. Dobrze, więc nie będą musieli zajmować się małą, zagubioną dziewczynką.
Pan Mruczkens tymczasem spojrzał na Atreusa z królewską miną, wycofując się przed jego rękami.