Uśmiechnęła się leciutko po tym, jak Dægberht ucałował wierzch jej dłoni, po czym, gdy już ją puścił, zabrała ją do siebie.
– Nie, oczywiście, że nie pamiętam dosłownie wszystkiego, ale całe życie składa się z pasujących do siebie wspomnień. Jasne, że nie pamiętam każdego dnia, na pewno nie na zawołanie, pamiętam urywki z tego, jak byłam dzieckiem, jak się tak nad tym głębiej zastanowię. Przypomnę sobie sytuację z późniejszego etapu w życiu, jeśli dasz mi chwilę, może nie co do słowa, ale chociaż jakieś obrazy. Ale mieć taką dziurę… Nie móc sobie za nic przypomnieć gdzie byłam, po co gdzieś szłam, z kim rozmawiałam… To mnie przeraża, Berht – tak jak przerażały ją rzeczy, które sobie przypominała po Beltane. Kłótnie, których nie potrafiła umieścić w czasoprzestrzeni, mężczyznę zwanego Edwinem, potrzebę pójścia na Nokturn, a gdy już się tam znalazła, to nie wiedziała, gdzie jest… Wtedy jeszcze nie wiedziała, co dokładnie się z nią działo, ale już na tym etapie zaczęła spisywać to na papier, bo bała się, że za chwilę znowu wszystko zapomni… Niewiele ludzi wiedziało o tym, co przeżywała i jak bardzo przestała w pewnym momencie ufać własnej głowie, nie mówiąc już o tym, jak bardzo oklumencja potrafiła być w ostatnich miesiącach bezużyteczna.