09.05.2026, 22:52 ✶
— Szlachetnie z twojej strony. Nie każdy chciałby się dzielić takim poklaskiem — skomentował, starając się, aby jego słowa nie brzmiały, jakby próbował obrazić Shafiqa, bo naprawdę nie taki był jego zamiar.
Skinął ledwie zauważalnie głową, przyjmując komentarz czarodzieja do wiadomości. Czy mu wierzył? Ciężko powiedzieć. Ostatnimi czasy i tak miał wrażenie, że każdy spogląda na niego oceniająco przez zmiany, jakie nastąpiły w Warowni po pożarach. O tym, jak pod pewnymi względami wizerunek Longbottomów mógł ulec zmianie na gorsze przez to, że nie byli w stanie wybronić posiadłości rodowej przed atakiem ze strony Śmierciożerców. Nie zdziwiłoby go, gdyby nawet Anthony teraz analizował jego stan. Bądź co bądź, był dość bystry i wiedział, jak ważny był wizerunek rodziny w tych sferach czarodziejskiego towarzystwa.
— Ze względu na moją rozpoznawalność, gruby portfel i niebrzydką twarz? — rzucił z krzywym uśmiechem, jakby to był jakiś wybitny dowcip. — Ach, nie. Czekaj. Pewnie przez to, że się wychowywałem w Dolinie Godryka, dalej tam mieszkam i przez pracę w Brygadzie Uderzeniowej mam jako takie dojścia do tego, jakie punkty newralgiczne miasteczka najszybciej wypadałoby doprowadzić do porządku.
Może dla pracowników wewnętrznych Ministerstwa Magii wydawało się oczywiste, że w obecnych okolicznościach rząd nie będzie miał zbytnio środków na to, aby skupić się bezpośrednio na odnowieniu magicznej wioski, jednak wcale nie musiało być to faktem dla jej mieszkańców. Zwłaszcza tych, którzy nie mogli w każdej chwili wypłacić ze swojej skrytki odpowiednio ciężkiej sakiewki galeonów na odbudowę domostwa czy lokalu biznesowego. Do najróżniejszych departamentów pewnie dalej spływały skargi, zgłoszenia i aktualizacje względem tego, co właściwie działo się w miasteczku. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów pewnie wcale nie był o wiele lepszy; po prostu pewnie nie wszystkie informacje spływały automatycznie do szeregowych brygadzistów i detektywów.
— Postaram się przyjść, o ile Godryk nie wymyśli dla mnie żadnego zajęcia w tym czasie — zapowiedział Erik, starając się nie wzdrygnąć na wzmiankę o toaście. Miał mieszane odczucia co do decydowania o kwestiach odbudowy przy drinku, ale przecież w socjecie właśnie tak załatwiało się sprawy. Stłumił w sobie ciężkie westchnienie. — Miejmy nadzieję, że nic nie pokrzyżuje mi planów. Jak i reszcie twoich gości.
Kto wie, może wystarczyła dodatkowa modlitwa wieczorem, a płaszczyk ochronny, jaki rozwinęła bogini Matka nas weselem Geraldine, ochroni także przed potencjalnymi kryzysami także i wieczorek biznesowy Anthony'ego Shafiqa? Longbottom wypuścił głośno powietrze z ust. Chwilę później mężczyźni wymienili się kilkoma zdawkowymi pożegnaniami, które zakończyły się powrotem do namiotu weselnego i wspólnym zniknięciu między innymi gośćmi uroczystości Geraldine i Ambroise'a.
Skinął ledwie zauważalnie głową, przyjmując komentarz czarodzieja do wiadomości. Czy mu wierzył? Ciężko powiedzieć. Ostatnimi czasy i tak miał wrażenie, że każdy spogląda na niego oceniająco przez zmiany, jakie nastąpiły w Warowni po pożarach. O tym, jak pod pewnymi względami wizerunek Longbottomów mógł ulec zmianie na gorsze przez to, że nie byli w stanie wybronić posiadłości rodowej przed atakiem ze strony Śmierciożerców. Nie zdziwiłoby go, gdyby nawet Anthony teraz analizował jego stan. Bądź co bądź, był dość bystry i wiedział, jak ważny był wizerunek rodziny w tych sferach czarodziejskiego towarzystwa.
— Ze względu na moją rozpoznawalność, gruby portfel i niebrzydką twarz? — rzucił z krzywym uśmiechem, jakby to był jakiś wybitny dowcip. — Ach, nie. Czekaj. Pewnie przez to, że się wychowywałem w Dolinie Godryka, dalej tam mieszkam i przez pracę w Brygadzie Uderzeniowej mam jako takie dojścia do tego, jakie punkty newralgiczne miasteczka najszybciej wypadałoby doprowadzić do porządku.
Może dla pracowników wewnętrznych Ministerstwa Magii wydawało się oczywiste, że w obecnych okolicznościach rząd nie będzie miał zbytnio środków na to, aby skupić się bezpośrednio na odnowieniu magicznej wioski, jednak wcale nie musiało być to faktem dla jej mieszkańców. Zwłaszcza tych, którzy nie mogli w każdej chwili wypłacić ze swojej skrytki odpowiednio ciężkiej sakiewki galeonów na odbudowę domostwa czy lokalu biznesowego. Do najróżniejszych departamentów pewnie dalej spływały skargi, zgłoszenia i aktualizacje względem tego, co właściwie działo się w miasteczku. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów pewnie wcale nie był o wiele lepszy; po prostu pewnie nie wszystkie informacje spływały automatycznie do szeregowych brygadzistów i detektywów.
— Postaram się przyjść, o ile Godryk nie wymyśli dla mnie żadnego zajęcia w tym czasie — zapowiedział Erik, starając się nie wzdrygnąć na wzmiankę o toaście. Miał mieszane odczucia co do decydowania o kwestiach odbudowy przy drinku, ale przecież w socjecie właśnie tak załatwiało się sprawy. Stłumił w sobie ciężkie westchnienie. — Miejmy nadzieję, że nic nie pokrzyżuje mi planów. Jak i reszcie twoich gości.
Kto wie, może wystarczyła dodatkowa modlitwa wieczorem, a płaszczyk ochronny, jaki rozwinęła bogini Matka nas weselem Geraldine, ochroni także przed potencjalnymi kryzysami także i wieczorek biznesowy Anthony'ego Shafiqa? Longbottom wypuścił głośno powietrze z ust. Chwilę później mężczyźni wymienili się kilkoma zdawkowymi pożegnaniami, które zakończyły się powrotem do namiotu weselnego i wspólnym zniknięciu między innymi gośćmi uroczystości Geraldine i Ambroise'a.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞