10.05.2026, 13:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2026, 13:56 przez Icarus Prewett.)
Mimo, że z Mathildą niemal ciągle się rozmijali, Icarus był świadom obecności przyjaciółki Mo w mieszkaniu. O ile towarzystwo Quirrelówny mu aż tak znowu nie przeszkadzało, niepokoiło go, że pewnego wieczoru oślizgły pupil dziewczyny wpełznie pod jego kołdrę. Głupia myśl, ale wizja ugryzienia przez węża w jakieś dziwne miejsce, działała na wyobraźnię.
Jeśli chodziło zaś o ojca... przytaknął Monie, bo wobec własnego czuł się podobnie. Bywały przecież dobre dni, prawda? Chwile radosnego podekscytowania nowym historycznym znaleziskiem. Żarty wymieniane po łacinie. Słowa pocieszenia, gdy Elise znowu postanowiła potraktować Icarusa jak intruza. Czy Dedalus traktował syna jedynie jak przedłużenie samego siebie? A może... było tam jakieś ciepło? Czy, gdzieś w głębi swojego kamiennego serca, ojciec kochał swoje dzieci?
— Ja też — odpowiedział półszeptem. — Ale czasem... czasem trzeba dać im odejść.
Icarusowi samemu trudno było to przyjąć. Wcześniej bez ojca czuł się nikim. Nie miał celu ani tego pierwiastka, który czyniłby go wartościowym człowiekiem. Teraz jednak wiedział, że musiał sam siebie stworzyć. Wraz z Moną i miłością do niej. Wraz z zamiłowaniem do historii. Wraz z nałogiem, który wciąż trawił jego umysł. Wraz z tym, co ojciec pozostawił — ukrytym tatuażem na jego przedramieniu.
Spojrzał na Monę zszokowany. Trupy wypływające z Tamizy? Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze.
— Nie. Nie zrobiłbym nikomu nic takiego, przysięgam. Nie byłem tak... wkręcony w te struktury. Raczej pomagałem Oku w przygotowywaniu zakładów bukmacherskich. Wiesz, karmienie koni eliksirami, by zwiększyć ich siłę. Podsłuchiwanie rozmów, wyciąganie informacji, nawet czasem z ludzi z Convivium — położył sobie rękę na sercu. — Ale jeszcze raz, przysięgam ci, że nikogo nigdy nie skrzywdziłem. Nie wiem też o wszystkich ich sprawkach, po prostu... czasem dostaję polecenie, by kilka kropel Veritaserum wylądowało w czyimś drinku. Ale ostatnio się do mnie nie odzywali. Chyba przez Spaloną Noc. Nie wiem więc, na ile plotki mówią prawdę. Zapewne są przesadzone, ale... naprawdę nie mam pojęcia. Ojciec wprowadził mnie do Oka, a wiesz pewnie... że nie da się po prostu wypisać z takiego biznesu. Staram się od tego odsuwać, ale teoretycznie wciąż jestem ich człowiekiem. Oddalonym od łańcucha dowództwa, ale... — pokazał jej swój tatuaż. Jak na zawołanie litery SPQR rozmyły się, a na ich miejscu pojawił się symbol Oka. — Myślałem, że nie jestem na tyle ważny, by ktoś mi chciał zagrozić, ale ta klątwa w Convivium... Sam nie wiem, czy Śmierciożercy nie rzucili jej w ramach ostrzeżenia wobec Oka.
Jeśli chodziło zaś o ojca... przytaknął Monie, bo wobec własnego czuł się podobnie. Bywały przecież dobre dni, prawda? Chwile radosnego podekscytowania nowym historycznym znaleziskiem. Żarty wymieniane po łacinie. Słowa pocieszenia, gdy Elise znowu postanowiła potraktować Icarusa jak intruza. Czy Dedalus traktował syna jedynie jak przedłużenie samego siebie? A może... było tam jakieś ciepło? Czy, gdzieś w głębi swojego kamiennego serca, ojciec kochał swoje dzieci?
— Ja też — odpowiedział półszeptem. — Ale czasem... czasem trzeba dać im odejść.
Icarusowi samemu trudno było to przyjąć. Wcześniej bez ojca czuł się nikim. Nie miał celu ani tego pierwiastka, który czyniłby go wartościowym człowiekiem. Teraz jednak wiedział, że musiał sam siebie stworzyć. Wraz z Moną i miłością do niej. Wraz z zamiłowaniem do historii. Wraz z nałogiem, który wciąż trawił jego umysł. Wraz z tym, co ojciec pozostawił — ukrytym tatuażem na jego przedramieniu.
Spojrzał na Monę zszokowany. Trupy wypływające z Tamizy? Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze.
— Nie. Nie zrobiłbym nikomu nic takiego, przysięgam. Nie byłem tak... wkręcony w te struktury. Raczej pomagałem Oku w przygotowywaniu zakładów bukmacherskich. Wiesz, karmienie koni eliksirami, by zwiększyć ich siłę. Podsłuchiwanie rozmów, wyciąganie informacji, nawet czasem z ludzi z Convivium — położył sobie rękę na sercu. — Ale jeszcze raz, przysięgam ci, że nikogo nigdy nie skrzywdziłem. Nie wiem też o wszystkich ich sprawkach, po prostu... czasem dostaję polecenie, by kilka kropel Veritaserum wylądowało w czyimś drinku. Ale ostatnio się do mnie nie odzywali. Chyba przez Spaloną Noc. Nie wiem więc, na ile plotki mówią prawdę. Zapewne są przesadzone, ale... naprawdę nie mam pojęcia. Ojciec wprowadził mnie do Oka, a wiesz pewnie... że nie da się po prostu wypisać z takiego biznesu. Staram się od tego odsuwać, ale teoretycznie wciąż jestem ich człowiekiem. Oddalonym od łańcucha dowództwa, ale... — pokazał jej swój tatuaż. Jak na zawołanie litery SPQR rozmyły się, a na ich miejscu pojawił się symbol Oka. — Myślałem, że nie jestem na tyle ważny, by ktoś mi chciał zagrozić, ale ta klątwa w Convivium... Sam nie wiem, czy Śmierciożercy nie rzucili jej w ramach ostrzeżenia wobec Oka.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.