15.03.2023, 01:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2023, 01:26 przez Cathal Shafiq.)
- W piwnicy? Żeby przerobił ją na jaskinię hazardu? – spytał Shafiq retorycznie, a potem uśmiechnął się krzywo na obwieszczanie światu ich przyjaźni. – Czyli co? Na kolejne wykopaliska mamy założyć dopasowane stroje? A może umieścić na nich napisy w rodzaju „Leta, moja najlepsza przyjaciółka”?
Jeśli szło o Cathala, z gorzką herbatą trafiono w sedno. Popijał ją dość spokojnie, z racji na wzrost nie przejmując się, że ktoś kto potrąci i się nią obleje. Okazał też absolutne maksimum rycerskości, na jakie było go stać, stając tak, aby w miarę możliwości pozwolić Alethei wypić jej własne herbaty, zanim zostanie stratowana. Nie dziwiła go jej zachłanność, ale byli w tłumie, ona była niska i właśnie zajęła sobie obie ręce.
Szybko tego pożałował, bo w pewnym momencie on lekko trącił ją łokciem i dosłownie go poraziło.
- Co do cholery – zdziwił się, odruchowo odsuwając od Crouch. Nie wpadł na to, że był to skutek herbaty, więc zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. Efekty uboczny jakiejś paskudnej klątwy? – Łamałaś ostatnio jakieś wredne przekleństwa? – spytał, po czym postanowił odejść od stoiska, przy którym i tak było już trochę zbyt wiele osób i chyba nawet gadano o jakimś ślubie. Shafiq wędrował więc po prostu po okolicy. Przystanął, by przepuścić rodzinę z dziećmi.
I tak się złożyło, że zatrzymał się tuż obok stoiska Nory Figg.
W związku z tym sięgnął do jednego z koszyków po ciastko, i zostawił na blacie odpowiednią liczbę knutów. Nie kupował większej ilości słodkości, bo wprawdzie to nie tak, że ich nie lubił, ale nie był też ogromnym fanem. Za to jedno ciasteczko dobrze zrównoważy gorzkość herbaty, wyniesionej ze stanowiska Macmillan…
!drugi koszyk
Jeśli szło o Cathala, z gorzką herbatą trafiono w sedno. Popijał ją dość spokojnie, z racji na wzrost nie przejmując się, że ktoś kto potrąci i się nią obleje. Okazał też absolutne maksimum rycerskości, na jakie było go stać, stając tak, aby w miarę możliwości pozwolić Alethei wypić jej własne herbaty, zanim zostanie stratowana. Nie dziwiła go jej zachłanność, ale byli w tłumie, ona była niska i właśnie zajęła sobie obie ręce.
Szybko tego pożałował, bo w pewnym momencie on lekko trącił ją łokciem i dosłownie go poraziło.
- Co do cholery – zdziwił się, odruchowo odsuwając od Crouch. Nie wpadł na to, że był to skutek herbaty, więc zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. Efekty uboczny jakiejś paskudnej klątwy? – Łamałaś ostatnio jakieś wredne przekleństwa? – spytał, po czym postanowił odejść od stoiska, przy którym i tak było już trochę zbyt wiele osób i chyba nawet gadano o jakimś ślubie. Shafiq wędrował więc po prostu po okolicy. Przystanął, by przepuścić rodzinę z dziećmi.
I tak się złożyło, że zatrzymał się tuż obok stoiska Nory Figg.
W związku z tym sięgnął do jednego z koszyków po ciastko, i zostawił na blacie odpowiednią liczbę knutów. Nie kupował większej ilości słodkości, bo wprawdzie to nie tak, że ich nie lubił, ale nie był też ogromnym fanem. Za to jedno ciasteczko dobrze zrównoważy gorzkość herbaty, wyniesionej ze stanowiska Macmillan…
!drugi koszyk