Było ich za mało.
Ciągle ciągnęły się za nimi skutki Spalonej Nocy, a choć minął już tydzień, to ciągle było ich za mało. Nie wszyscy wrócili do sprawności, do pracy, niektórzy nadal nie byli do tego zdolni, a jeszcze inni, być może, nigdy nie będą. Ministerstwo było sparaliżowane, chociaż robili co mogli, żeby jakoś funkcjonować, ale to oznaczało pływanie, wręcz tonięcie w nadgodzinach. Victoria może i nie pracowała 24/7, potrzebowała też odpocząć, ale więcej była w pracy, niż w domu i takie to były właśnie smutne fakty.
Więc gdy dowiedziała się, że mają tyle roboty dookoła i że to akurat ona została przydzielona do jakiejś sprawy związanej z graczem quidditcha, to miała ochotę tymi wszystkimi papierami rzucić do kominka. Naprawdę. Po pierwsze miała kupę innej roboty, po drugie: quidditch. Kurwa mać. Nienawidziła latania na miotle, w ogóle latania, na quidditchu znała się tyle, co kibicowała szkolnej drużynie i o tyle, o ile ze względu na kuzyna, który zresztą już nie grał. Nigdy z własnej i nieprzymuszonej woli jej noga nie postałaby na stadionie, ale najwyraźniej Spalona Noc wywróciła życia w sposób nie zawsze oczywisty.
Mogła złorzeczyć pod nosem (nie robiła tego, przeklinała tylko w zaciszu własnej głowy), ale brała swoją pracę za mocno na serio, by jednak nie zapoznać się ze sprawą. Pogróżki. Zaniepokojony klub. Spalona Noc. Tyle wystarczyło, żeby jednak Biuro Aurorów w sprawę zaangażować i normalnie… normalnie może z kimś by przyszła. Ale jej partner zmarł miesiąc temu i nadal nie przydzielili jej nowego; dużo pracowała z Atreusem, ale on… On był obecnie nieosiągalny. Naprawdę było ich za mało – zwłaszcza teraz, gdy to pracy było za dużo.
Nie była więc zadowolona z tego, że musiała się wybrać na stadion klubu, ale swoje niezadowolenie schowała do kieszeni, przywdziewając swoją zwyczajową, profesjonalną maskę osoby chłodnej w obyciu, zdystansowanej. Menadżer, z którym się spotkała, musiał rozpoznać ją od razu – nic dziwnego, od maja rozpisywano się o niej w gazetach, w końcu weszła do Limbo i wróciła żywa i może mieli teraz ważniejsze tematy w gazetach, to ludzie zdążyli się z jej twarzą i nazwiskiem opatrzyć. Nic dziwnego, że Marlow wydawał się zestresowany, zwłaszcza gdy przy samym przebywaniu obok niej czuło się nienaturalne wręcz zimno mówiące dokładnie, dlaczego czwórkę pracowników Ministerstwo nazwano właśnie Zimnymi. Szła po murawie obok mężczyzny, rozglądając się z pewnym zaciekawieniem (ale tylko przez chwilę), ubrana w przepisowy, czarny mundur aurora ze srebrnymi wstawkami. Nie przypominała w nim damy, którą bywała, kiedy brylowała na salonach, ale to ni był bal, a cholerne boisko i miała przed sobą sprawę. Sprawę przez małe s, bo na tym etapie nie wiedziała jeszcze, czy to rzeczywiście robota dla aurora, czy nadałby się brygadzista.
Słuchała ze spokojem, jak Marlow wywołuje jakiegoś Notta, potem ich niezbyt długą, ale jakże wymowną wymianę zdań. Nie przerywała. Przez krótką chwilę przyglądała się kolegom z drużyny, którzy chyba wiele by dali za magiczne gumowe ucho na resztę tej rozmowy, a potem przeniosła swoją uwagę na Lukasa, który i jej wydawał się dziwnie znajomy.
– Ja też nie będę czekała w nieskończoność, panie Nott – odpowiedziała mu spokojnie, kiedy powiedział, że puchar nie zaczeka. Puchar… Mieli Anglię w rozsypce, ludzie potracili domy, dobytki życia, nieraz swoich bliskich, a oni myśleli o pucharze.
Lukas rzeczywiście nie miał potrzeby unosić brody wyżej, bo Victoria sięgała mu gdzieś ledwo do ramion i to w tych butach na dość grubej podeszwie. Wsadziła rękę do kieszeni, by wyciągnąć z niej odznakę i okazać ją szukającemu, dopełniając tym formalności, skoro i tak już została przedstawiona przez Edgara Marlowa.
– Świetnie, w takim razie muszę zadać panu kilka pytań. Gabinet albo szatnie, tak? – zapytała i kiwnęła do menadżera na znak, że od tego miejsca już sobie poradzi. Nie znała rzecz jasna rozmieszczenia stadionu, więc była tutaj zdana na Notta gdzie zdecyduje się na przeprowadzenie tej rozmowy.
– Więc… panie Nott… pana dokładna godność? – zapytała, gdy już byli z dala od podsłuchujących kolegów z drużyny. Lestrange faktycznie wyciągnęła swój notes, by zrobić swoje szybkie notatki, ale daleko było jej do dziennikarki przeprowadzającej wywiad. – Czy może mi pan opowiedzieć, co dokładnie miało miejsce w trakcie Spalonej Nocy? – w tej krótkiej wymianie zdań z menadżerem padły słowa, które Victoria wyłowiła, zamierzała więc zacząć właśnie od tego.