Nie umknęło jej to, że Benjy dostosował do niej swoje tempo. Ostatnio ciągle to robił, nie zostawiał jej w tyle, nie gnał do przodu, równał się z nią, jakby naprawdę mogli ze sobą współpracować, jakby byli sobie równi. To było całkiem miłą odmianą od tego, jak kiedyś wyglądały ich interakcje, jak wtedy gdy musiała za nim biegać z wywalonym językiem, bo jej krótkie nogi nie pozwalały się Prudence poruszać tak szybko jakby chciała. Nie wypuszczał jej dłoni, oczywiście, że zauważała ten delikatny gest który wykonywał - dodawał jej odwagi, powodował, że bez żadnego zawahania szła dalej przed siebie, chciała być przy nim, gdy przyjdzie im się zmierzyć z tym, co kryło się w tym wyjątkowo ciemnym lesie. Dziwiła ją ta aura, która panowała między drzewami, jeszcze chwilę wcześniej, na plaży wszystko wydawało się być raczej przyjemne i pozytywne, słońce niezwykle jak na ten czas prażyło, jezioro pokrywała czysta tafla. Kiedy jednak znaleźli się w lesie zrobiło się dziwnie. Niby słyszeli dźwięki dochodzące z tego miejsca, ale gdy się w nim znaleźli to otoczyła ich cisza, nienaturalna cisza, jedyny dźwięk na jaki potrafiła zwrócić uwagę to były ich oddechy i kroki, które stawiali i wcale jej się to nie podobało.
Nie mogła przewidzieć tego, co właściwie się działo. Ktoś mógł szykować właśnie na nich zasadzkę, w którą całkiem ochoczo weszli. Ostatni czas był pełen dziwnych przygód, dziwnych ludzi, dziwnych miejsc, dziwnych wydarzeń. Możliwości było naprawdę wiele, co tylko skutecznie utrudniało jej analizę, nie mogła przewidzieć, kto lub co czekało na nich w tym ciemnym lesie, jedną z opcji była też ta, że nic się tam nie kryło. Nie należała jednak do optymistów, wolała założyć, że faktycznie coś zaraz wyjdzie im na przeciw, ale będą gotowi, żeby spojrzeć temu w oczy. Nie zamierzała lekceważyć bowiem ich umiejętności, razem zdecydowanie byli silniejsi niż w pojedynkę, może ona była drobnym balastem, ale jeśli wymagała tego sytuacja to potrafiłaby zareagować, być może nawet w bardzo nieoczekiwany sposób.
Poczuła dreszcz przechodzący jej po plecach, zrobiło się chłodno, naprawdę chłodno, zwłaszcza, że jeszcze kilka minut temu znajdowali się na plaży, która bliska była tropikalnemu klimatowi. To nietypowe, że wystarczyło wejść kilka kroków w głąb lasu i zaczęła im doskwierać, aż taka różnica temperatur. Coś było nie tak, ale przecież mogli się tego spodziewać, przeczuwali, że wśród tych drzew czai się coś niedobrego.
- Nie wiem, ile Ty widzisz, ale przeczuwam, że nie jesteśmy tu sami. - Powiedziała cicho, tak, aby jej głos nie dotarł do uszu tego, kto ich podglądał, no tego, albo czegoś, bo wciąż nie ustalili skąd wzięło się to dziwne uczucie i świadomość, że ktoś ich obserwuje. Nie wyczuwała, aby to miejsce samo w sobie niosło ze sobą jakąś historię, nie było tu też żadnych przedmiotów, które miały jej coś do powiedzenia, to było coś innego, jakby gdzieś w krzakach czaił się ktoś, kto ciągle na nich patrzył, kto chciał ich podglądać. - To nie pierwszy raz dzisiaj, kiedy tak się czuję. - Powiedziała jeszcze, bo chyba był to odpowiedni moment na to, aby się tym z nim podzielić, no, może powinna to zrobić trochę wcześniej, ale nie dostrzegła lepszej okazji, więc zrobiła to teraz.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control