15.03.2023, 05:18 ✶
Lyssa przuciła Peregrinusowi spojrzenie przez ramię. Kątem oka zaledwie przyglądając mu się przez moment, kiedy zgrabnie wybrnął z sytuacji, gdzie mógłby zostać źle odebrany. Potem jej spojrzenie przemiosło się na ojca, chcąc sprawdzić jego reakcję na słowa jego asystenta, ale Vakel zdawał się ich albo nie słyszeć, albo po prostu ignorować. Jej to wystarczyło.
- Bardzo chętnie je przeczytam - uśmiechnęła się do Trelawneya, w końcu odpowiadając na jego sugestię. - Nie widzę też przeszkód w tym, żeby oprócz tego zabrał mnie pan do biblioteki, tak jak sugeruje mój ojciec.
Jej własna ignorancja nie przeszkadzała jej, ale nie zamierzała też zapierać się przed poszukiwaniem wiedzy. Większość życia, kiedy już musiała i faktycznie chciała, gromadziła ją we własnym zakresie, więc wizja zagłębienia się między biblioteczne regały wcale jej nie przeszkadzała. Szczególnie jeśli miała mieć towarzystwo i jeśli miało się to spodobać jej ojcowi.
Odwróciła głowę w kierunku mijanych straganów, uśmiechając się krzywo na wspomnienie matki. Jeśli była czegoś w życiu pewna, jeśli chodziło o relacje jej rodziców, to to że za sobą absolutnie nie przepadali. W przypadku rodzicielki, dowodem według niej był fakt, że ta absolutnie o Vakelu rozmawiać nie chciała. Stan ten utrzymywał się do pewnego momentu, bo potem już zwyczajnie musiała, kiedy prawda wyszła na wierzch. Dolohov natomiast, okazywał to... tak. Nawet jeśli Lyssa była świadoma ich obopólnej niechęci, nie znaczyło to, że dobrze to z nią leżało.
- Pójdziemy w takim razie na Beltane? - uniosła pytająco brew, odwracając się do ojca. Chciała go zapytać, czy właśnie w ten sposób, wspinając się na pal, zaimponował mamie, ale ugryzła się w język, zwyczajnie podejrzewając, że zaowocuje to kolejnym przytykiem w stronę jego byłej żony.
- Bardzo chętnie je przeczytam - uśmiechnęła się do Trelawneya, w końcu odpowiadając na jego sugestię. - Nie widzę też przeszkód w tym, żeby oprócz tego zabrał mnie pan do biblioteki, tak jak sugeruje mój ojciec.
Jej własna ignorancja nie przeszkadzała jej, ale nie zamierzała też zapierać się przed poszukiwaniem wiedzy. Większość życia, kiedy już musiała i faktycznie chciała, gromadziła ją we własnym zakresie, więc wizja zagłębienia się między biblioteczne regały wcale jej nie przeszkadzała. Szczególnie jeśli miała mieć towarzystwo i jeśli miało się to spodobać jej ojcowi.
Odwróciła głowę w kierunku mijanych straganów, uśmiechając się krzywo na wspomnienie matki. Jeśli była czegoś w życiu pewna, jeśli chodziło o relacje jej rodziców, to to że za sobą absolutnie nie przepadali. W przypadku rodzicielki, dowodem według niej był fakt, że ta absolutnie o Vakelu rozmawiać nie chciała. Stan ten utrzymywał się do pewnego momentu, bo potem już zwyczajnie musiała, kiedy prawda wyszła na wierzch. Dolohov natomiast, okazywał to... tak. Nawet jeśli Lyssa była świadoma ich obopólnej niechęci, nie znaczyło to, że dobrze to z nią leżało.
- Pójdziemy w takim razie na Beltane? - uniosła pytająco brew, odwracając się do ojca. Chciała go zapytać, czy właśnie w ten sposób, wspinając się na pal, zaimponował mamie, ale ugryzła się w język, zwyczajnie podejrzewając, że zaowocuje to kolejnym przytykiem w stronę jego byłej żony.