Tak po prawdzie grzane piwo i grzane wino w jej głowie zdążyło wpaść do tej samej kategorii, którą w swoim ignoranctwie nazywała grzańcami. Mogła mieć kontakt z językiem angielskim od dziecka bo w domu, ale pewne różnice kulturowe i wiedza nie szły z tym w parze, więc miewała czasami takie momenty niepełnego zrozumienia działającego w dwie strony.
W tej chwili już niczego nie zakładała. Ani tego, że jej się przywidziało, ani tego, że to jakaś prorocza wizja (chyba nie była jeszcze na tym etapie by dobrze rozpoznawać moment przychodzenia takowych), ani tego czy to było echo wspomnienia, ani tego że Cassandra nadal jest w stanie zza grobu pokazywać jej obrazy, ani tego, że to ktoś z obozu… opcji było z jakiegoś powodu strasznie dużo, a Ginewra nawet pod wpływem alkoholu była wystarczająco kreatywna, by je mnożyć.
– Okej… – nie powiedziała tego na głos, ale pomyślała o tym, że nawet jeśli to nie było rzeczywiste, to odrobina więcej ostrożności i zabezpieczeń przy tak dostępnym filarze na pewno nie będzie żadną przesadą. Może nawet powinni pomyśleć o tym wcześniej… – A mechanizmy nie zwrócą uwagi? – zapytała jeszcze.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby wrócić. Mówiła mi: wszystko było jej jedno i to się w ciągu ostatnich piętnastu minut nie zmieniło.