12.05.2026, 20:28 ✶
Henry, który jeszcze nigdy w życiu nie był za granicą, opisy krajobrazu śródziemnomorskiego znał tylko z książek. I tak jednak wyobraźnia i czarno-białe zdjęcia nie potrafiły oddać tego, co widział na tej wycieczce. Było tak wspaniale ciepło, słońce sprawiało, że niebo przybierało barwę głębokiego błękitu, a morze szumiało turkusem. Na wyraziście zielonych drzewach o gładkich liściach wisiały pomarańcze, które aż prosiły się o zerwanie. W powietrzu poruszanym lekkim wietrzykiem unosił się ich zapach.
Chłopak podbiegł truchtem do Hestii, która w tej rozwianej spódnicy i ze swoimi orzechowymi oczami, wyglądała niemal jak Włoszka. Henio zauważył, że jej usta lekko lśniły w słońcu. Szybko jednak odwrócił od nich wzrok. Cieszył się, że widzi przyjaciółkę w takim wydaniu. Wyluzowaną, wakacyjną, ze wszystkimi przyborami do szkicowania w rękach. Zasługiwała na to, na chwilę odpoczynku w tym raju na ziemi. Lockhart przypomniał sobie chwile przed wschodem słońca po Spalonej Nocy. Gdy siedzieli w jego mieszkaniu obolali i zmarnowani. Cieszył się, że tamto już minęło.
— W porządku. Choć przyznam, że doskonale mi się tu spało — uśmiechnął się do niej promiennie.
Zaraz jednak rzeczy Hesi wymknęły się jej z rąk, gdy próbowała uściskać go na powitanie. Henry natychmiast przykucnął, by pomóc jej je pozbierać. Zgarnął już dwa ołówki, które upadły bliżej niego, gdy nagle, przy trzecim, jego dłoń zderzyła się z ręką dziewczyny. Chłopak cofnął się, podobnie jak wtedy, przy popcornie. Jego policzki ni stąd, ni zowąd oblał lekki rumieniec. Wymamrotał przeprosiny i gdy wszystko udało się pozbierać, podniósł się z powrotem na równe nogi.
— Mam nadzieję, że nic się nie połamało — rzekł, wręczając Hestii ołówki. — Choć chyba złamanym da się coś jeszcze narysować, prawda? Jakby mi spadł aparat, to byłby koniec. Wiesz w ogóle, że ostatnio mi go zalało? W Dunwich. Potem musiałem pół dnia siedzieć i go reperować.
Skierował kroki w głąb sadu.
— A jak tam u ciebie? Zdążyłaś już coś narysować?
Chłopak podbiegł truchtem do Hestii, która w tej rozwianej spódnicy i ze swoimi orzechowymi oczami, wyglądała niemal jak Włoszka. Henio zauważył, że jej usta lekko lśniły w słońcu. Szybko jednak odwrócił od nich wzrok. Cieszył się, że widzi przyjaciółkę w takim wydaniu. Wyluzowaną, wakacyjną, ze wszystkimi przyborami do szkicowania w rękach. Zasługiwała na to, na chwilę odpoczynku w tym raju na ziemi. Lockhart przypomniał sobie chwile przed wschodem słońca po Spalonej Nocy. Gdy siedzieli w jego mieszkaniu obolali i zmarnowani. Cieszył się, że tamto już minęło.
— W porządku. Choć przyznam, że doskonale mi się tu spało — uśmiechnął się do niej promiennie.
Zaraz jednak rzeczy Hesi wymknęły się jej z rąk, gdy próbowała uściskać go na powitanie. Henry natychmiast przykucnął, by pomóc jej je pozbierać. Zgarnął już dwa ołówki, które upadły bliżej niego, gdy nagle, przy trzecim, jego dłoń zderzyła się z ręką dziewczyny. Chłopak cofnął się, podobnie jak wtedy, przy popcornie. Jego policzki ni stąd, ni zowąd oblał lekki rumieniec. Wymamrotał przeprosiny i gdy wszystko udało się pozbierać, podniósł się z powrotem na równe nogi.
— Mam nadzieję, że nic się nie połamało — rzekł, wręczając Hestii ołówki. — Choć chyba złamanym da się coś jeszcze narysować, prawda? Jakby mi spadł aparat, to byłby koniec. Wiesz w ogóle, że ostatnio mi go zalało? W Dunwich. Potem musiałem pół dnia siedzieć i go reperować.
Skierował kroki w głąb sadu.
— A jak tam u ciebie? Zdążyłaś już coś narysować?
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.