13.05.2026, 10:34 ✶
– Ale jeśli wyciągnie nagle podejrzanie wyglądający, bardzo stary pergamin z nadpalonymi brzegami i każe go jej podpisać własną krwią, będę musiała interweniować, lojalnie ostrzegam – uprzedziła Brenna. Po prawdzie co jakiś czas zerkała kontrolnie ku Kitty, ale ta nie była mimo wszystko pijana: trochę ją pewnie hamowało bycie w obcym kraju, trochę to, że będąc nowa w drużynie, nie chciała przesadzać. Jeżeli koniecznie chciała flirtować z jakimś gościem z obcego kraju, który nie znał słowa po angielsku i którego więcej nie zobaczy, jak za trzy dni jej drużyna zagra drugi mecz i się stąd zabiorą, to kim była Brenna, by jej czegoś zabraniać?
– Oczywiście, że nie było mnie w tym całym rosterze. Ja i drużyna quidditcha? Bogowie, to skończyłoby się jakąś tragedią – roześmiała się i nie chodziło nawet o to, że miotły nie były jej ulubionym sposobem podróżowania (a nie były), ani o to, by nie była sprawa fizyczna (bo była). Brenna po prostu… miała pewnego rodzaju pecha. Gdyby próbowała latać w drużynie quidditcha, prawdopodobnie podczas ich meczów dochodziłoby do huraganów, na treningu trzasnęłaby ją błyskawica albo wszyscy zawodnicy trafiliby do szpitala, bo spadliby z mioteł w wyniku bardzo dziwnego wypadku. Nie, nie pasowała do zawodowych sportowców, choć treningi uskuteczniała regularnie: ot nawet jak nie było tego widać na pierwszy rzut oka, to była przeciętną gliną do szpiku kości. – Poprosiła, żebym z nią pojechała, a musiałam wykorzystać urlop, więc uznałam, że dlaczego nie? Słyszałam, że macie tu świetne pieczenie i kluski. Turystyka kulinarna to jedyna słuszna turystyka.
Na ten urlop wysłano ją praktycznie siłą, bo w ciągu ostatniego roku Bren wykorzystała cały jeden dzień i zajmująca się grafikami pracownica była już zdesperowana.
– Może raz czy dwa wynosiłam ją po jakiejś imprezie. Ale obawiam się, że tobie bym się nie przydała, jesteś na pewno cięższy od niej – przyznała, a potem zmarszczyła lekko brwi, bo Kitty i jasnowłosy zawodnik zniknęli sprzed baru. I Brenna zaczęła rozglądać się z westchnieniem, bo naprawdę, naprawdę, koleżanka mogłaby dać jej znać, jeśli postanowiła wyjść z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie zostawiać teraz z zastanawianiem się, czy to pora na wyciągnięcie stąd Mary, czy na gorączkowe szukanie Kitty.
Tymczasem Mara potarła czoło. Zamrugała. I skupiła spojrzenie na Lukasie.
1 – Mara uśmiecha się do Lukasa i pyta, kim jest ten przystojniak
2 – Mara pochyla się i wymiotuje pod stolik
– Oczywiście, że nie było mnie w tym całym rosterze. Ja i drużyna quidditcha? Bogowie, to skończyłoby się jakąś tragedią – roześmiała się i nie chodziło nawet o to, że miotły nie były jej ulubionym sposobem podróżowania (a nie były), ani o to, by nie była sprawa fizyczna (bo była). Brenna po prostu… miała pewnego rodzaju pecha. Gdyby próbowała latać w drużynie quidditcha, prawdopodobnie podczas ich meczów dochodziłoby do huraganów, na treningu trzasnęłaby ją błyskawica albo wszyscy zawodnicy trafiliby do szpitala, bo spadliby z mioteł w wyniku bardzo dziwnego wypadku. Nie, nie pasowała do zawodowych sportowców, choć treningi uskuteczniała regularnie: ot nawet jak nie było tego widać na pierwszy rzut oka, to była przeciętną gliną do szpiku kości. – Poprosiła, żebym z nią pojechała, a musiałam wykorzystać urlop, więc uznałam, że dlaczego nie? Słyszałam, że macie tu świetne pieczenie i kluski. Turystyka kulinarna to jedyna słuszna turystyka.
Na ten urlop wysłano ją praktycznie siłą, bo w ciągu ostatniego roku Bren wykorzystała cały jeden dzień i zajmująca się grafikami pracownica była już zdesperowana.
– Może raz czy dwa wynosiłam ją po jakiejś imprezie. Ale obawiam się, że tobie bym się nie przydała, jesteś na pewno cięższy od niej – przyznała, a potem zmarszczyła lekko brwi, bo Kitty i jasnowłosy zawodnik zniknęli sprzed baru. I Brenna zaczęła rozglądać się z westchnieniem, bo naprawdę, naprawdę, koleżanka mogłaby dać jej znać, jeśli postanowiła wyjść z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie zostawiać teraz z zastanawianiem się, czy to pora na wyciągnięcie stąd Mary, czy na gorączkowe szukanie Kitty.
Tymczasem Mara potarła czoło. Zamrugała. I skupiła spojrzenie na Lukasie.
1 – Mara uśmiecha się do Lukasa i pyta, kim jest ten przystojniak
2 – Mara pochyla się i wymiotuje pod stolik
Rzut 1d2 - 2
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.