Dobrego wychowania nie można jej było odmówić. Rodzice Wood starali się, by dziewczyna potrafiła się zachować. Bywało z tym różnie, w końcu czasem jej dosyć ognisty temperament pozwalał sobie na zbyt dużo, jednak bywały sytuacje jak ta - gdzie naprawdę zależało jej na dobrym wrażeniu.
- Tak, partnerami, nie ukrywam, że bardzo podziwiam Was aurorów. - Postanowiła jeszcze dodać, faktycznie uważała, że ten zawód to był prestiż. W końcu byle kto nie mógł zostać aurorem, byli to wyspecjalizowani czarodzieje, stworzeni do tego, aby walczyć z najpotężniejszymi przeciwnikami - imponowało jej to, szczególnie, że jak na razie była na samym dole tej drabiny.
Ledwo udało im się zapoznać, a już byli zmuszeni wziąć udział w interwencji. Nie spodziewała się, że dojdzie do tego tak szybko, z drugiej strony tyle ludzi, w jednym miejscu - to aż prosiło się o wypadki.
Miała więcej szczęścia niż Orion. Udało jej się bez mniejszego problemu wyczarować zaklęcie rozpraszające. Uśmiech od ucha do ucha pojawił się na jej twarzy. Była zadowolona, że udało jej się pomóc. - Proszę uważać na pączki, dzień dopiero się zaczął. - Kto by się spodziewał, że słodycze mogą okazać się być takie niebezpieczne.
Skoro udało im się pomóc, mogli wyruszyć dalej. Wood rozglądała się po okolicy, te wszystkie kolory atakowały ją z każdej strony, jakże było jej przykro, że nie może obejrzeć zawartości każdego straganu. Musiała się jednak skupić na patrolowaniu. - Wiem, że nie powinniśmy...- Zaczęła całkiem ugodowo. - Możemy tylko zobaczyć tę maszynę? Wygląda bardzo interesująco. - Pokazała Orionowi stoisko Vior. - To zajmie kilka sekund i wrócimy do naszych obowiązków. - Liczyła na to, że Bulstrode nie okaże się aż takim służbistą, ale grzecznie czekała - dopiero, jeśli usłyszy zgodę, to wyruszy w stronę stoiska.