15.05.2026, 01:10 ✶
Spojrzała na Lanę odrobinę uważniej, kiedy ta mówiła o strachu, o napięciu, o katastrofie, która mogła nadejść. I choć jej twarz pozostała spokojna, w spojrzeniu pojawił się ledwie dostrzegalny cień refleksji, może sceptycyzmu. Bo Astoria rozumiała ten lęk. Wychowała się jednak w świecie, w którym poczucie wyższości nie było czymś brutalnym ani krzykliwym. Nie uczono jej nienawiści wprost - raczej przekonania, że istnieje naturalny porządek rzeczy. Że pewne nazwiska coś znaczą. Że krew ma wartość. Że kultura, wychowanie, tradycja i magia przekazywana przez pokolenia tworzą coś, czego nie da się po prostu zrównać z każdym przypadkowym czarodziejem, który dopiero co odkrył istnienie magicznego świata. To było w niej głęboko. Tak głęboko, że często nawet nie postrzegała tego jako uprzedzenia. Po prostu rzeczywistość.
Jej palce przesunęły się po krawędzi pergaminu, który wciąż trzymała w dłoni, powoli, niemal odruchowo. Słowa, które jeszcze kilka tygodni temu brzmiałyby jak radykalna fantazja wypowiadana półgłosem gdzieś w cieniu salonów, a teraz zaczynały żyć własnym życiem - krążyć po ulicach, trafiać do rąk przypadkowych ludzi, wywoływać kłótnie wśród obcych sobie czarodziejów.
Oczywiście dostrzegała brutalność. Dostrzegała fanatyzm kryjący się pod wielkimi hasłami. Nie była głupia - wiedziała, że rewolucje rzadko kończą się elegancko, a ludzie owładnięci ideologią bywają niebezpieczni niezależnie od strony, po której stoją. Ale jednocześnie... nie potrafiła całkowicie odrzucić samej idei.
- Katastrofy pojawiają się z jakiegoś powodu - odezwała się w końcu cicho. - Czasami są tylko konsekwencją napięć, które istniały od dawna, ale wszystkim wygodniej było udawać, że ich nie ma. - Miała wrażenie, że większość osób mówiła wyłącznie o skutkach, ignorując przyczyny. Mimo to jej głos pozostawał cichy, wyważony, niemal elegancki w swojej powściągliwości. Nie było w nim fanatyzmu ani emocjonalnego uniesienia. Astoria nigdy nie należała do osób, które podnosiły głos, by udowodnić swoje racje.
Rozwinęła pergamin odrobinę bardziej, pozwalając, by wzrok przesunął się po fragmentach tekstu. Litery zdawały się niemal zbyt ostre na tle świątecznych dekoracji wokół nich.
- Nasz świat od pokoleń opierał się na rodach, tradycjach, nazwiskach, które coś znaczyły. Na rodzinach, które budowały ten świat, rozwijały magię, tworzyły instytucje, chroniły własną kulturę - czy miała możliwość postrzegać to inaczej, skoro tak została wychowana? - A teraz wszyscy nagle mamy udawać, że to nie ma znaczenia?
Astoria nie postrzegała swoich przekonań jako okrucieństwa. W jej głowie były logiczną konsekwencją wychowania, środowiska, historii, którą wpajano jej od dzieciństwa. A także wydarzeń sprzed 3 lat, gdy zginął jej brat. I może właśnie dlatego manifest Czarnego Pana działał na nią w ten sposób. Ona nie słyszała wyłącznie gróźb i przemocy. Słyszała również frustrację czarodziejów, którzy od dawna czuli, że świat wymyka im się z rąk.
Mimo różnicy zdań, która zawisła między nimi niemal tak wyraźnie jak para unosząca się znad kubków grzanego wina, Astoria nie odczuwała irytacji ani potrzeby, by przekonywać Lanę za wszelką cenę do własnego sposobu myślenia. Nie musiały się we wszystkim zgadzać, żeby się lubić i szanować.
- Historia zawsze wygląda inaczej dla ludzi, którzy ją obserwują... i dla tych, którzy próbują ją tworzyć - dodała ciszej, bardziej do siebie niż do Lany, bo przecież sama jeszcze nie wiedziała, w jakiej roli zostanie obsadzona.
Jej palce przesunęły się po krawędzi pergaminu, który wciąż trzymała w dłoni, powoli, niemal odruchowo. Słowa, które jeszcze kilka tygodni temu brzmiałyby jak radykalna fantazja wypowiadana półgłosem gdzieś w cieniu salonów, a teraz zaczynały żyć własnym życiem - krążyć po ulicach, trafiać do rąk przypadkowych ludzi, wywoływać kłótnie wśród obcych sobie czarodziejów.
Oczywiście dostrzegała brutalność. Dostrzegała fanatyzm kryjący się pod wielkimi hasłami. Nie była głupia - wiedziała, że rewolucje rzadko kończą się elegancko, a ludzie owładnięci ideologią bywają niebezpieczni niezależnie od strony, po której stoją. Ale jednocześnie... nie potrafiła całkowicie odrzucić samej idei.
- Katastrofy pojawiają się z jakiegoś powodu - odezwała się w końcu cicho. - Czasami są tylko konsekwencją napięć, które istniały od dawna, ale wszystkim wygodniej było udawać, że ich nie ma. - Miała wrażenie, że większość osób mówiła wyłącznie o skutkach, ignorując przyczyny. Mimo to jej głos pozostawał cichy, wyważony, niemal elegancki w swojej powściągliwości. Nie było w nim fanatyzmu ani emocjonalnego uniesienia. Astoria nigdy nie należała do osób, które podnosiły głos, by udowodnić swoje racje.
Rozwinęła pergamin odrobinę bardziej, pozwalając, by wzrok przesunął się po fragmentach tekstu. Litery zdawały się niemal zbyt ostre na tle świątecznych dekoracji wokół nich.
- Nasz świat od pokoleń opierał się na rodach, tradycjach, nazwiskach, które coś znaczyły. Na rodzinach, które budowały ten świat, rozwijały magię, tworzyły instytucje, chroniły własną kulturę - czy miała możliwość postrzegać to inaczej, skoro tak została wychowana? - A teraz wszyscy nagle mamy udawać, że to nie ma znaczenia?
Astoria nie postrzegała swoich przekonań jako okrucieństwa. W jej głowie były logiczną konsekwencją wychowania, środowiska, historii, którą wpajano jej od dzieciństwa. A także wydarzeń sprzed 3 lat, gdy zginął jej brat. I może właśnie dlatego manifest Czarnego Pana działał na nią w ten sposób. Ona nie słyszała wyłącznie gróźb i przemocy. Słyszała również frustrację czarodziejów, którzy od dawna czuli, że świat wymyka im się z rąk.
Mimo różnicy zdań, która zawisła między nimi niemal tak wyraźnie jak para unosząca się znad kubków grzanego wina, Astoria nie odczuwała irytacji ani potrzeby, by przekonywać Lanę za wszelką cenę do własnego sposobu myślenia. Nie musiały się we wszystkim zgadzać, żeby się lubić i szanować.
- Historia zawsze wygląda inaczej dla ludzi, którzy ją obserwują... i dla tych, którzy próbują ją tworzyć - dodała ciszej, bardziej do siebie niż do Lany, bo przecież sama jeszcze nie wiedziała, w jakiej roli zostanie obsadzona.
learn the rules
then break some
then break some