15.05.2026, 09:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2026, 12:00 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Bogini była Brennie świadkiem, że nie potrzebowała jeszcze więcej zajęć i spraw. Spalona Noc zepsuła jej zdrowie, i psychiczne, i fizyczne, w pracy i Londynie trwało szaleństwo, a tamtego dnia coś potrzaskało się w zbyt wielu członkach Zakonu Feniksa – i Brenna nie miała pojęcia, kto pierwszy się rozpadnie, ani w ilu przypadkach zdoła pomóc. Wciąż kombinowała, co do cholery mogli zrobić apropos Burke i Fortynbrasa, bo kończyły się im tropy i Brenna zastanawiała się, jak głupie byłoby uderzenie wprost do Eden. Burke… sam Burke zdawał się jej prędzej narzędziem, a tym, kto powinien przyciągać ich uwagę, zdecydowanie Malfoy.
Po co był mu ten cholerny kosmyk włosów?
Kiedy jednak dostała list od Victorii, spytała o sprawę i tylko westchnęła. Nie była zaskoczona, że dostali ją szeregowi Brygadziści, do tej pory biegający z mandatami po miotły. Sama pewnie taką kradzież zepchnęłaby na młodszych pracowników, zbyt zajęta innymi rzeczami. Jeżeli jednak Lestrange miała rację i ktoś mieszał przy tym czarną magią… To niekoniecznie musiało być związek ze śmierciożercami, co jednak jeśli miało? Jeśli chcieli jakoś użyć tych madragor? Gdyby Brenna to zignorowała, po prostu czułaby się okropnie, jak potem wyszłoby, że jednak coś się stało. Poza tym po prostu nie ignorowała, kiedy ktoś z przyjaciół zwracał się do niej w jakiejś sprawie.
Tego dnia więc czekało ją bardzo dużo dodatkowej pracy.
Zabrała z Ministerstwa te dokumenty, do których mogła mieć dostęp. Przejrzała je pobieżnie. Odłożyła, sięgnęła po proszek Fiuu…
I odłożyła go z powrotem.
Znacznie lepiej będzie się do Victorii po prostu teleportować.
*
Zmaterializowała się w przedpokoju Victorii, gdzie się umówiły: w rękach ściskała teczkę z dokumentami. I już miała zawołać Lestrange, że się pojawiła, kiedy na jej oczach po ścianach przemknęła pajęczyna drobnych pęknięć.
Brenna wypuściła teczkę, papiery posypały się na podłogę. Cofnęła się i wpadła na drzwi, w jakimś ataku paniki: ze szczelin tryskały iskry, dłoń Brenny namacała na ślepo klamkę i już miała wypaść na zewnątrz, gdy do jej umysłu dotarło, że w tym budynku była Victoria. Jej koty. Może siostry.
- Victoria! - zawołała, zaciskając powieki, próbując jakoś się opanować, bo normalnie przecież wbiegłaby po prostu do środka, jej szukać, ale... nie mogła się ruszyć.
A potem otworzyła oczy.
Korytarz znów wyglądał normalnie.
Brenna zamrugała, spazmatycznie wciągając powietrze w płuca, a wreszcie w jakimś odruchu przykucnęła, sięgając po rozsypane papiery.
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.