15.05.2026, 20:08 ✶
Tego wieczoru wydarzenie Muzy było organizowane w galerii OdNowa. Astoria była nie tyle obserwatorką, co również gospodynią, więc wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Sama prezentowała się nienagannie - miała na sobie długą, kremową szatę, utkaną z jedwabiu przeplatanego srebrną nicią, która pod odpowiednim kątem migotała niczym pył księżycowy. Rękawy rozszerzały się delikatnie przy nadgarstkach, wykończone misternym haftem przedstawiającym wijące się gałązki jemioły i cienkie łodygi lilii. Podobny motyw wspinał się wzdłuż talii i bioder, subtelny, niemal niewidoczny z daleka.
Przechadzając się po galerii doglądała, czy wszystko idzie zgodnie z planem. I wtedy... zauważyła go niemal od razu. Na tle chłodnej elegancji OdNowy wyglądał jak przypadkowy element z zupełnie innego świata - zbyt kolorowy, zbyt swobodny, zbyt... mugolski. Jej spojrzenie zatrzymało się na trampkach, później na dżinsie i skarpetkach nie do pary, jakby próbowała zrozumieć, kto przy zdrowych zmysłach przekracza próg galerii sztuki w takim stroju. W pierwszym odruchu poczuła niemal fizyczny dyskomfort, coś pomiędzy irytacją a estetycznym niesmakiem. A jednak siedział tam całkowicie swobodnie, rozwalony na pluszowej ławce, jakby marmury i złocenia nie robiły na nim najmniejszego wrażenia.
Wystarczyło jedno spojrzenie na kelnera, który roznosił napoje na tacy. Usłyszała huk, a sekundę później cała zawartość runęła prosto na siedzącego Zenka. Bursztynowe drinki rozlały się po jego koszuli i dżinsach, lód rozsypał się po marmurowej podłodze z melodyjnym brzękiem, a kilka kieliszków roztrzaskało się u jego stóp. W lobby rozeszło się krótkie, zbiorowe westchnienie gości, to charakterystyczne dla elit oburzenie wywołane publicznym zakłóceniem estetyki chwili. Pianista nawet nie przestał grać, choć kilka nut zabrzmiało wyraźnie fałszywie.
Astoria pojawiła się obok niemal natychmiast. Przez krótką chwilę przyglądała mu się bez słowa, oceniając poziom katastrofy. Kelner już sprzątał mokrą podłogę i szkło, a ona skupiła się na "poszkodowanym".
- Najmocniej przepraszam - zaczęła z tą wyćwiczoną uprzejmością. Wyciągnęła różdżkę płynnym ruchem, by osuszyć jego ubrania. Niestety na plamy nie znała odpowiedniego zaklęcia. - Czy mogę zaproponować świeżą szatę? - zapytała odrobinę ciszej, by nie przeszkadzać postronnym gościom w odbiorze sztuki. - Mamy na zapleczu kilka... odpowiednich egzelmplarzy. - To ostatnie słowo zawisło między nimi z bardzo subtelnym naciskiem. Odpowiednich dla miejsca takiego jak OdNowa. Odpowiednich dla człowieka, który nie powinien siedzieć w galerii w przemoczonych mugolskich ubraniach. Na jej twarzy malowała się jednak zwyczajna uprzejmość - potrafiła doskonale lawirować w takich sytuacjach, nawet jeśli musiała kłamać lub kokietować do osiągnięcia swoich celów.
Przechadzając się po galerii doglądała, czy wszystko idzie zgodnie z planem. I wtedy... zauważyła go niemal od razu. Na tle chłodnej elegancji OdNowy wyglądał jak przypadkowy element z zupełnie innego świata - zbyt kolorowy, zbyt swobodny, zbyt... mugolski. Jej spojrzenie zatrzymało się na trampkach, później na dżinsie i skarpetkach nie do pary, jakby próbowała zrozumieć, kto przy zdrowych zmysłach przekracza próg galerii sztuki w takim stroju. W pierwszym odruchu poczuła niemal fizyczny dyskomfort, coś pomiędzy irytacją a estetycznym niesmakiem. A jednak siedział tam całkowicie swobodnie, rozwalony na pluszowej ławce, jakby marmury i złocenia nie robiły na nim najmniejszego wrażenia.
Wystarczyło jedno spojrzenie na kelnera, który roznosił napoje na tacy. Usłyszała huk, a sekundę później cała zawartość runęła prosto na siedzącego Zenka. Bursztynowe drinki rozlały się po jego koszuli i dżinsach, lód rozsypał się po marmurowej podłodze z melodyjnym brzękiem, a kilka kieliszków roztrzaskało się u jego stóp. W lobby rozeszło się krótkie, zbiorowe westchnienie gości, to charakterystyczne dla elit oburzenie wywołane publicznym zakłóceniem estetyki chwili. Pianista nawet nie przestał grać, choć kilka nut zabrzmiało wyraźnie fałszywie.
Astoria pojawiła się obok niemal natychmiast. Przez krótką chwilę przyglądała mu się bez słowa, oceniając poziom katastrofy. Kelner już sprzątał mokrą podłogę i szkło, a ona skupiła się na "poszkodowanym".
- Najmocniej przepraszam - zaczęła z tą wyćwiczoną uprzejmością. Wyciągnęła różdżkę płynnym ruchem, by osuszyć jego ubrania. Niestety na plamy nie znała odpowiedniego zaklęcia. - Czy mogę zaproponować świeżą szatę? - zapytała odrobinę ciszej, by nie przeszkadzać postronnym gościom w odbiorze sztuki. - Mamy na zapleczu kilka... odpowiednich egzelmplarzy. - To ostatnie słowo zawisło między nimi z bardzo subtelnym naciskiem. Odpowiednich dla miejsca takiego jak OdNowa. Odpowiednich dla człowieka, który nie powinien siedzieć w galerii w przemoczonych mugolskich ubraniach. Na jej twarzy malowała się jednak zwyczajna uprzejmość - potrafiła doskonale lawirować w takich sytuacjach, nawet jeśli musiała kłamać lub kokietować do osiągnięcia swoich celów.
learn the rules
then break some
then break some