Od dziecka domagał się uwagi. Od dziecka lubił być w centrum uwagi. Zawsze lubił towarzyszyć rodzicom w różnych uroczystościach i wydarzeniach. Czy to rodzinne, czy poza nimi. Ale nie wszędzie mogli go zabierać. Bywały takie uroczystości, gdzie dzieci się nie zabierało. A teraz, gdy sam jest dorosły i poznał tego zwyczaje, zrozumiał, dlaczego jako dziecko nie mógł w nich uczestniczyć. Były zbyt poważne, wymagały odwagi, charyzmy, elegancji i wyniosłości. Pokazania się od najlepszej strony. Ale też trzeba być kimś. Samo nazwisko czasami może nie wystarczyć. Tak samo bycie synem urzędnika. Często padają pytania i zawód, zajęcie, zainteresowania, aby zdobyć znajomości. Jakie miał Renigald? Znikome. Rodzinne. Obracał się w niestosownym otoczeniu, przyjaźniąc ze zdrajczynią krwi. Gdzie go to zaprowadziło? Do małego skandalu. Do rozsianej plotki, za którą dostał solidny opieprz. Czy mógł liczyć na rodzinę? Czy potrafił znaleźć swoje miejsce?
Czasami bycie dzieckiem, dawało łatwiejsze życie, niż dorosłe.
Szanował rodzinę. Nie wchodził nikomu z nich w drogę. Robił to, o co go proszono, jeżeli był wstanie. Jeżeli umiał, do czegoś się nadawał.
Przyglądająca się jego głowie Lorraine, wprowadziła go trochę w małe zakłopotanie, jakby wzięła jego żart na poważnie. Ale przecież nie zrobi tego. Nie zostawi sobie jego głowy do przyozdabiania witryny Zakładu Pogrzebowego. A mimo to, stał prosto i zadarł głowę, aby mogła lepiej go widzieć, ocenić. Jeżeli nie w samej głowie przyniósłby jej światło do tego zakładu, to mógłby jako model, promować jej zakład z trumnami. Szaleńcze wizje młodego panicza.
Zmarszczył brwi, na wzmiankę o suszonych głowach Borginów. Nawet nie ośmielił się ich szukać i sprawdzić dla porównania, czy faktycznie są tak paskudne. Co prawda, widział je, ale nigdy za blisko nie przyglądał. Obrzydzające. Ale podobno bywały praktyczne.
- Nie możesz je jakoś wypudrować? Albo zmienić kolor włosów?Pociągnął żart z uśmiechem, jakby szukał alternatywy zastępczej w celu uchronienia swojej cennej głowy. Skarbnicę piękna.
Później było już poważniej. Podjęła temat ostatniej nocy, która spaliła dobytek, ale uchroniła życia ich rodzinie. Spoważniał.
- Życie jest cenne. To prawda.
Prawie powtórzył po kuzynce. Przypominając sobie tamten późny wieczór. Jak nie tyle co walczył o ugaszenie pożaru swojego mieszkania, ale musiał ratować siebie. Być może działał z automatu. A może z przekonania. Nie wiedział. Gdy było po wszystkim, po przeczytaniu listów od kuzynki, dopiero zastanawiał się, co się wydarzyło. Ile miał szczęścia, a zamartwiał się o rzeczy materialne. Dach nad głową.
Wzrokiem omiótł pomieszczenie w jakim się znaleźli. Widok wszelkiego rodzaju trumien, wzbudzał uwagę. Ich jakość, wykonanie, drzewo, staranność. Pomyśleć, że to pięknie wygląda tutaj. Eksponuje się podczas ceremonii pogrzebowej. A potem i tak trafia do ziemi. Oddane Matce Natury, Ziemi.
- Nie odpisałem Ci na ostatni list. Uznając, że lepiej będzie, jeżeli przyjdę. Porozmawiać.Odwrócił się w jej kierunku. Zamknęła drzwi. Byli sami. Nikt im nie będzie przeszkadzał.
- Myślisz, że wszystkie wojny masz za sobą i pozostają tylko opowieścią snutą przez swoich przodków. A nagle jednej nocy, stajesz się ofiarą ataków. Dałaś mi do myślenia. W takiej sytuacji nie pomyślałem o innych… O rodzinie...
Przeniósł wzrok na trumny. Dostrzegając wśród wielu z nich, tę z ciemnego drzewa. Pięknie zdobiona. Jakby na jego gusta.
- Myślałem jedynie o sobie.
Przyznał. Co zresztą, było wiadomo.