16.05.2026, 18:43 ✶
– Cześć – powiedziała Brenna, posyłając skrzatce uśmiech, i bardzo starając się, aby głos jej nie zadrżał. – Nie przejmuj się, to moja wina, ja je upuściłam… – zapewniła, szybko zgarniając dokumenty i zdjęcia, i upychając je byle jak w teczce.
Serce wciąż nie chciało się uspokoić, a gdy uniosła głowę, jeszcze raz spojrzała w miejsce, z którego wcześniej sączyły się iskry. Było jej trochę słabo. Nie tylko ze strachu, jaki pozostawiło po sobie to wspomnienie, ale też z jakiegoś gorszego lęku, tkwiącego pod skórą.
Może naprawdę oszalała.
Może powinna przestać oszukiwać siebie i wszystkich wokół, i przyznać, że jest bezużyteczna. Zanim dojdzie do czegoś takiego podczas jakiejś akcji. Zanim zrobi komuś krzywdę. Musiała…
Nie była pewna, co musiała, ale na pewno powinna poszukać jakiegoś specjalisty.
– Cześć, Tori – przywitała się, gdy pojawiła się Victoria. Wstała, przyciskając do piersi pozbierane dokumenty i do niej też się uśmiechnęła, chociaż trochę blado. – Chyba jestem bardzo zmęczona, bo zdawało mi się, że coś tutaj widzę. Powinnam się wreszcie wyspać.
Albo to, albo odbiło mi już do końca, bo to właściwie nie pierwszy raz, ale przynajmniej teraz to znikło, a nie nawiedza mnie pół dnia…
– Mam dokumenty odnośnie sprawy, o którą pytałaś – dodała, a jej ton stał się bardziej rzeczowy niż wcześniej. – Przydzielono do niej młodzików, Detektywi nie bardzo mają czas teraz na jakieś kradzieże, śledztwo jutro miało zostać umorzone… ale powiedziałam, że zabiorę je i jeszcze przejrzę, skoro mówisz, że ktoś mógł przy tym grzebać z czarną magią. Może coś wyłapię. Albo ty coś zauważysz, skoro znasz sprawę lepiej? Skąd w ogóle ta myśl o czarnej magii?
Bo jeżeli szło o Brennę, to wiedziała póki co tyle, ile wyciągnęła z pobieżnego przejrzenia dokumentów, i nic nie wzbudzało w niej tam wielkiego zaniepokojenia, ale zakładała, że Lestrange musi mieć jakieś powody. Może dlatego, że robiła coś tam dla towarzystwa, albo aurorzy dostali jakiś cynk, który nie dotarł do Brygady.
Serce wciąż nie chciało się uspokoić, a gdy uniosła głowę, jeszcze raz spojrzała w miejsce, z którego wcześniej sączyły się iskry. Było jej trochę słabo. Nie tylko ze strachu, jaki pozostawiło po sobie to wspomnienie, ale też z jakiegoś gorszego lęku, tkwiącego pod skórą.
Może naprawdę oszalała.
Może powinna przestać oszukiwać siebie i wszystkich wokół, i przyznać, że jest bezużyteczna. Zanim dojdzie do czegoś takiego podczas jakiejś akcji. Zanim zrobi komuś krzywdę. Musiała…
Nie była pewna, co musiała, ale na pewno powinna poszukać jakiegoś specjalisty.
– Cześć, Tori – przywitała się, gdy pojawiła się Victoria. Wstała, przyciskając do piersi pozbierane dokumenty i do niej też się uśmiechnęła, chociaż trochę blado. – Chyba jestem bardzo zmęczona, bo zdawało mi się, że coś tutaj widzę. Powinnam się wreszcie wyspać.
Albo to, albo odbiło mi już do końca, bo to właściwie nie pierwszy raz, ale przynajmniej teraz to znikło, a nie nawiedza mnie pół dnia…
– Mam dokumenty odnośnie sprawy, o którą pytałaś – dodała, a jej ton stał się bardziej rzeczowy niż wcześniej. – Przydzielono do niej młodzików, Detektywi nie bardzo mają czas teraz na jakieś kradzieże, śledztwo jutro miało zostać umorzone… ale powiedziałam, że zabiorę je i jeszcze przejrzę, skoro mówisz, że ktoś mógł przy tym grzebać z czarną magią. Może coś wyłapię. Albo ty coś zauważysz, skoro znasz sprawę lepiej? Skąd w ogóle ta myśl o czarnej magii?
Bo jeżeli szło o Brennę, to wiedziała póki co tyle, ile wyciągnęła z pobieżnego przejrzenia dokumentów, i nic nie wzbudzało w niej tam wielkiego zaniepokojenia, ale zakładała, że Lestrange musi mieć jakieś powody. Może dlatego, że robiła coś tam dla towarzystwa, albo aurorzy dostali jakiś cynk, który nie dotarł do Brygady.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.