– Błyskawic? – powtórzyła za nim i lekko zmarszczyła brwi. – Chyba nie? To znaczy, wydaje mi się, że były zaliczane do żywiołu powietrza, ale wiesz, to tylko teoria, nie wiem czy bym to wszystko brała na poważnie. Ogień zdecydowanie był dziełem szaleńca, ale ten wiatr i roślinność… to chyba nie było zamierzone. Tak sądzę przynajmniej – co nie zmieniało faktu, że świat chyba próbował dążyć do równowagi, a to, że z Limbo została zabrana energia, mu w tym nie pomagało… A przynajmniej w ten sposób rozumiała to Victoria, chociaż mogła się w tym bardzo mocno przestrzelić. – Chyba nie ma się co martwić na zapas – stwierdziła w końcu. Lestrange nie chciała uciekać. Nie miała tego w naturze. Poza tym… dokąd? Czy inne kraje były bezpieczne? Czy jeśli Voldemort już się nasyci tutaj, to zostawi innych, czy jednak rozleje się dalej? Czy świat był bezpieczny? Nie znała odpowiedzi na te wszystkie pytania.
– Okej – kiwnęła głową, a potem, w jakimś przypływie swojego drętwego żartu, odwróciła się do Chrisa i rzuciła jeszcze: – Ciekawe czy mają w Brighton budkę z hot-dogami – nawiązując, oczywiście, do ich rozmowy z balu, na temat jej wyjątkowo zdolnego kuzyna, po której umówili się na randkę-niespodziankę. – Ale proponuję się przejść też po najbliższej okolicy, żebyś się upewnił czy widoki ci pasują – dla Victorii, na ten przykład, było to bardzo ważne, gdy wybierała dom dla siebie.
Miała nadzieję, że jednak nie będą ekspresem teleportować się do Munga, albo do niej, by podać komukolwiek antidotum (nie była nawet pewna, czy ma takie specyficzne u siebie w domu, miała bardziej ogólne, które mogłyby ewentualnie pomóc…). Tymczasem jej czar zadziałał, tak samo zresztą jak ten od Chrisa i bahanki odrzuciło prosto w oko, od którego się odbiły i pospadały na podłogę.
Tak samo zresztą jak Chris, który potknął się o fotel, którego nie zauważył. Victoria już była w ruchu, ale w pierwszej kolejności zamierzała się upewnić, czy żadna cholerna bahanka na nich nie leci i zaraz nie skończą pogryzieni i jeśli tak, to spróbowała rzucić jeszcze jedno Flipendo. I wyciągnęła do Christophera rękę, by pomóc mu się podnieść – nawet niczego sobie nie pomyślała o tym, że się wywalił.
– Wszystko okej?
// Kształtowanie ◉◉◉◉○ na ewentualne Flipendo
Akcja nieudana