Lyssa pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko na słowa Alice. Faktycznie, czcili tutaj Matkę. Chyba najbardziej ze wszystkich możliwości. Jej jednak zawsze wydawało się to trochę dziwaczne, bo przecież tyle było legend i mitologicznych podań, gdzie Matka wcale nie była sama. Zawsze występowała jako jedno z obliczy Trójbogini. Była więc Dziewica, Matka i Starucha. Trzy, które wskazywały na kolejne etapy życia i patronowały innym jego aspektom. Matka była tylko etapem przejściowym. Czymś, po czym przychodziła starość, ale nie zamierzała w żaden sposób poprawiać Bletchley, bo w tym co mówiła było dużo prawdy. Za dużo.
Marzenia nawet mogły mieć podobne. Przynajmniej jeśli chodziło o dzieci, bo Dolohov nigdy nie zapatrywała się zbyt pozytywnie na ich posiadanie. Związek natomiast, cóż, ten uważała jako coś w rodzaju akcesorium. Nie zmieniało to jednak faktu, że gdzieś w tych marzeniach stał dom tylko jej i tej drugiej osoby, z którą dzieliłaby życie. I w tym miejscu społeczeństwo nie mówiłoby im jak mają żyć.
- Kocham Paryż i zawsze będzie zajmował pierwsze miejsce w moim sercu. Może to przez fakt że tam dorastałam, a może i to że tam sztuka wydawała się być czymś innym. Londyn wydaje mi się zwyczajnie szary, jakby oddawał wiecznie szarą pogodę Anglii. Całe życie wychowywałam się wśród sztuki, bo moja mama też ją sobie ukochała, a przez to i obracała się cały czas w towarzystwie artystów. Malarze, rzeźbiarze, wszelkie inne sztuki wizualne... A tutaj... czuję się trochę, jakbym odkrywała wszystko na nowo. Nowe środowisko, nowy świat, nowe zasady. Znajomość tamtych kątów sprawiała, że chyba byłam bardziej skłonna do ryzyka i szybkich prób poszerzania horyzontów. Powiedziałabym, że czułam się komfortowo by próbować nowych rzeczy, jeśli chodziło o poruszane tematy czy używane techniki. Prawdziwa presja jest tutaj, w Anglii, bo jest w niej o wiele więcej niewiadomych. Niektóre rzeczy wciąż mi zwyczajnie umykają.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.