17.05.2026, 18:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 20:00 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie próbowała walczyć ze Strzałką: wiedziała, że skrzaty bywają mocno specyficzne i pewnie gdyby upierała się, że ta nie może jej pomóc, to pewnie by ją unieszczęśliwiła.
Sama w tej chwili nie była pewna, co się z nią dzieje. Nie wiedziała, czy rzucono na nią jakąś klątwę, czy zatruła się dymem, czy po prostu Spalona Noc zostawiła w niej jakąś traumę, a zmęczenie sprawiało, że zaczynała już halucynować na jawie. Początkowo zakładała, że to samo przejdzie po paru dniach, ale teraz, gdy zobaczyła ten ogień w ścianach… nagle zaczęła zastanawiać się, czy jednak nie szaleje: albo czy nie oberwała tamtej nocy jakimś dziwnym zaklęciem. Bo przecież klątwę ściągnęliby w szpitalu, prawda?
– Taaak, wiem, to musiało mi się przewidzieć – skwitowała tylko, zanim ruszyła za Victorią z papierami. Położyła je na stoliku i przywitała się z Luną, bo Kwiatuszek chyba wolał przyjmować pieszczoty, kiedy sam się na nie zdecyduje, a potem, słuchając opowieści Lestrange, zaczęła porządkować zabrane akta i układać raport oraz zdjęcia i kopię dokumentacji wraz z informacjami dostarczonymi przez Abbottów. Nie było tego jakoś tak wiele. Brenna już co nieco wiedziała z tych papierzysk, ale opowieść Victorii i tak sprawiła, że pokręciła głową. – Biorąc pod uwagę, że madragora rozmiarów dziecka może zabić, ostatnie czego potrzebujemy to taka dwumetrowa i czarnomagiczna w dodatku. Ale z tego co mówisz, dla mnie najpewniejszy trop… to Towarzystwo. Czy ktoś w środku nie musiałby pomóc przy takiej kradzieży? – zapytała, przesuwając ku Victorii kartki z raportem, sporządzonym przez Brygadzistów, którzy mieli zajmować się tym śledztwem, a sama zaczęła jeszcze raz przyglądać się dokumentacji. – Możemy to przejrzeć. Mogłabym tam pójść i spróbować z widmowidzeniem, ale jeżeli nie stało się tam nic… drastycznego, to raczej nic nie da. – Ta zdolność, zwana niekiedy odczytem historycznym była straszliwie kapryśna. A z kolei aby podziałało coś wyciągnięcie z przedmiotu… to musiałby być istotny przedmiot. Choć zawsze mogli próbować. – Choć to się zobaczy, bo i tak powinnyśmy się rozejrzeć za śladami włamania. Znam Mirabellę, odkąd byłam mała, więc raczej nas tam wpuści, zwłaszcza jeżeli jej zależy na znalezieniu sprawców. Ale skoro należysz teraz do Towarzystwa, to pogadanie z nimi z twojej strony wydaje mi się najlepszym punktem zaczepienia.
percepcja na analizę dokumentów
Sama w tej chwili nie była pewna, co się z nią dzieje. Nie wiedziała, czy rzucono na nią jakąś klątwę, czy zatruła się dymem, czy po prostu Spalona Noc zostawiła w niej jakąś traumę, a zmęczenie sprawiało, że zaczynała już halucynować na jawie. Początkowo zakładała, że to samo przejdzie po paru dniach, ale teraz, gdy zobaczyła ten ogień w ścianach… nagle zaczęła zastanawiać się, czy jednak nie szaleje: albo czy nie oberwała tamtej nocy jakimś dziwnym zaklęciem. Bo przecież klątwę ściągnęliby w szpitalu, prawda?
– Taaak, wiem, to musiało mi się przewidzieć – skwitowała tylko, zanim ruszyła za Victorią z papierami. Położyła je na stoliku i przywitała się z Luną, bo Kwiatuszek chyba wolał przyjmować pieszczoty, kiedy sam się na nie zdecyduje, a potem, słuchając opowieści Lestrange, zaczęła porządkować zabrane akta i układać raport oraz zdjęcia i kopię dokumentacji wraz z informacjami dostarczonymi przez Abbottów. Nie było tego jakoś tak wiele. Brenna już co nieco wiedziała z tych papierzysk, ale opowieść Victorii i tak sprawiła, że pokręciła głową. – Biorąc pod uwagę, że madragora rozmiarów dziecka może zabić, ostatnie czego potrzebujemy to taka dwumetrowa i czarnomagiczna w dodatku. Ale z tego co mówisz, dla mnie najpewniejszy trop… to Towarzystwo. Czy ktoś w środku nie musiałby pomóc przy takiej kradzieży? – zapytała, przesuwając ku Victorii kartki z raportem, sporządzonym przez Brygadzistów, którzy mieli zajmować się tym śledztwem, a sama zaczęła jeszcze raz przyglądać się dokumentacji. – Możemy to przejrzeć. Mogłabym tam pójść i spróbować z widmowidzeniem, ale jeżeli nie stało się tam nic… drastycznego, to raczej nic nie da. – Ta zdolność, zwana niekiedy odczytem historycznym była straszliwie kapryśna. A z kolei aby podziałało coś wyciągnięcie z przedmiotu… to musiałby być istotny przedmiot. Choć zawsze mogli próbować. – Choć to się zobaczy, bo i tak powinnyśmy się rozejrzeć za śladami włamania. Znam Mirabellę, odkąd byłam mała, więc raczej nas tam wpuści, zwłaszcza jeżeli jej zależy na znalezieniu sprawców. Ale skoro należysz teraz do Towarzystwa, to pogadanie z nimi z twojej strony wydaje mi się najlepszym punktem zaczepienia.
percepcja na analizę dokumentów
Rzut PO 1d100 - 37
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.