17.05.2026, 23:09 ✶
Na szczęście Lukas szybko zorientował się, że jego znajoma ze szkoły była w tarapatach. Intencje Lany musiały być na tyle jasne, że od razu załapał o co jej chodziło i zaczął odgrywać swoją rolę. Wypadł przy tym naprawdę przekonująco, odciągając Dolohovównę od pijaka bez zwracania na siebie uwagi innych gości.
– Miałam drobne problemy z transportem. – odpowiedziała, również przesuwając się tak, by zniknąć z oczu namolnemu Niemcowi. Nie miała pojęcia, co powiedział Nott, lecz najwyraźniej słowa te oznaczały koniec rozmowy pijaka z czarownicą.
Pewnie kazał mu się odczepić, pomyślała, gdy kolega prowadził ją na parkiet. Zazwyczaj unikała tańczenia (a przynajmniej tańczenia więcej niż wymagane etykietą minimum), jednak teraz zniknięcie pośród innych par wydawało się dobrą taktyką. Gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości, odetchnęła z ulgą.
– T-tak. Teraz tak. – spojrzała na Lukasa. Nie była najlepsza w słowach, ale z wyrazu jej twarzy można było odczytać wdzięczność. – Dziękuję. Nie wiem, jak bez twojej pomocy udałoby mi się wydostać z tej sytuacji. – zapewne musiałaby się uciec do jakiejś magicznej sztuczki, co zawsze stanowiło ryzyko. – Mam nadzieję, że ten człowiek nie był nikim ważnym i że nie będziesz mieć z mojego powodu problemów... – na jej oko tamten pijak nie wydawał się być jakąś grubą rybą, lecz nie znała lokalnych elit, zwłaszcza tych powiązanych ze sportem. Nie chciała też by jeden incydent z balu pogrzebał szanse na rozwój kariery Notta, więc wolała się upewnić. W najgorszym wypadku spróbuje uruchomić kontakty matki, by zatuszować tę sytuację.
Chwyciła za rękę czarodzieja i ruszyła za innymi parami na parkiet. Ze względu na swoją nie najlepszą kondycję fizyczną, Lana pozwalała drugiej osobie prowadzić, sama jedynie starając się nadążyć krokami. Szczęśliwie, tym razem trafił jej się bardzo zwinny partner. Przez chwilę poruszali się w takt muzyki, naśladując wyuczone ruchy walca. Dolohovówna potrzebowała tego czasu by się uspokoić oraz zebrać myśli, potem jednak zdecydowała się zagaić rozmowę. Choć w ten sposób mogła się odwdzięcyć swojemu wybawcy.
– A więc to prawda, że grasz w lokalnej drużynie quidditcha. Jak ci się tutaj podoba? Heidelberg wydaje się być bardzo nastrojowym miastem...
– Miałam drobne problemy z transportem. – odpowiedziała, również przesuwając się tak, by zniknąć z oczu namolnemu Niemcowi. Nie miała pojęcia, co powiedział Nott, lecz najwyraźniej słowa te oznaczały koniec rozmowy pijaka z czarownicą.
Pewnie kazał mu się odczepić, pomyślała, gdy kolega prowadził ją na parkiet. Zazwyczaj unikała tańczenia (a przynajmniej tańczenia więcej niż wymagane etykietą minimum), jednak teraz zniknięcie pośród innych par wydawało się dobrą taktyką. Gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości, odetchnęła z ulgą.
– T-tak. Teraz tak. – spojrzała na Lukasa. Nie była najlepsza w słowach, ale z wyrazu jej twarzy można było odczytać wdzięczność. – Dziękuję. Nie wiem, jak bez twojej pomocy udałoby mi się wydostać z tej sytuacji. – zapewne musiałaby się uciec do jakiejś magicznej sztuczki, co zawsze stanowiło ryzyko. – Mam nadzieję, że ten człowiek nie był nikim ważnym i że nie będziesz mieć z mojego powodu problemów... – na jej oko tamten pijak nie wydawał się być jakąś grubą rybą, lecz nie znała lokalnych elit, zwłaszcza tych powiązanych ze sportem. Nie chciała też by jeden incydent z balu pogrzebał szanse na rozwój kariery Notta, więc wolała się upewnić. W najgorszym wypadku spróbuje uruchomić kontakty matki, by zatuszować tę sytuację.
Chwyciła za rękę czarodzieja i ruszyła za innymi parami na parkiet. Ze względu na swoją nie najlepszą kondycję fizyczną, Lana pozwalała drugiej osobie prowadzić, sama jedynie starając się nadążyć krokami. Szczęśliwie, tym razem trafił jej się bardzo zwinny partner. Przez chwilę poruszali się w takt muzyki, naśladując wyuczone ruchy walca. Dolohovówna potrzebowała tego czasu by się uspokoić oraz zebrać myśli, potem jednak zdecydowała się zagaić rozmowę. Choć w ten sposób mogła się odwdzięcyć swojemu wybawcy.
– A więc to prawda, że grasz w lokalnej drużynie quidditcha. Jak ci się tutaj podoba? Heidelberg wydaje się być bardzo nastrojowym miastem...
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.