Wypadli zza zamkniętych drzwi i pierwszy haust świeżego powietrza uświadomił mu dobitnie, jak mu tego brakowało. Cokolwiek roztaczał dookoła siebie gromadzący się dookoła maledictusa szlam, nie było to niczym przyjemnym i też na pewno zdrowym. Przez chwilę więc, zaraz w sumie po zatrzaśnięciu tych drzwi na nowo, stał i zwyczajnie oddychał, chcąc oczyścić drogi oddechowe.
- Takie podobno są najlepsze - odpowiedział, przecierając twarz dłonią. Byli bezpieczni, nic im się nie stało, ale to jeszcze nie był koniec ich zmagań. Musieli teraz znaleźć tego całego Marco i wycisnąć z niego jakieś sensowne informacje.
Ruszyli więc dalej, w końcu też za recepcjonistą do kantyny, gdzie spędzali czas pracownicy. Ich cel flirtował sobie najlepsze z jakąś dziewczyną, a Rowle w sumie nawet niespecjalnie się na to zdziwił, bo i cóż innego można było tutaj robić po godzinach? Nie miał też aż takich daleko idących przemyśleń jak Henry, trochę zakładając że zwykli pracownicy nie wiedzieli o tym, co działo się w solankowej grocie, bo i po co? A w sumie to kto wie, może nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji; może ktoś wcześniej znalazł tylko szlam albo stwierdził że śmierdzi i należało posprzątać. W sumie, biorąc pod uwagę że dostał wcześniej cały jego słoik od przypadkowej czarownicy, to chyba było to najbardziej prawdopodobny tok wydarzeń. Sama dziewczyna, która zmieniała się w potwora, pewnie nie zapisała na swoim cv jakie ma plany na przyszłość.
- To nie zajmie długo, a wiele by nam pomogło - doprecyzował, kiedy stanęli przy Marco, uśmiechając się do tego grzecznie, w jakiś mechaniczny sposób.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast