- No co mogę powiedzieć, współczuję stary - podsumował, bo w sumie to akurat była prawda, że z Cressidą nie znało się ani dnia, ani godziny. Pojawiała się w najmniej spodziewanym momencie, jakby sobie to wpisywała w kalendarz. - No no, widzę że byłbyś gotowy na wielkie poświecenia - zagwizdał nawet, a łamanie kodeksu tajności można było jakoś obejść. Na przykład stawiając na mugolaka. Też by odpowiednio brzydził, ale nikt nie mógłby się do tego odpowiednio przyczepić. Atreus tez może i nawet trochę współczułby skrzatowi Rosiera, gdyby ten podzielił się z nim dalszymi przemyśleniami, bo trzymanie takiej nocnej straży to jednak było wymagające zadanie.
Trochę nie myślał co z tym dzieckiem robił. Dla niego liczyło się najbardziej to, żeby smarkula oderwała się od jego własnego płaszcza i go nie brudziła. Bardzo też chciał załatwić to inaczej, ale no Chris musiał się odezwać i tak oto teraz latał za tym kotem w zaułku. Kotem, który oczywiście okazał się niezwykle zwinny. Wygiął się, niczym to kot, nagle jakby zmieniając stan skupienia i uciekł od rąk Atreusa z jakąś taką miną pełną wyższości. A auror, oczywiście, zaklął najszpetniej na świecie, nie zważając na obecność dziewczynki, która w jakimś szoku zakryła usta, tylko po to by zaraz krzyknąć - Pan brzydko powiedział! - nagle głosem trochę mniej wstrząśniętym i zasmarkanym. Bulstrode nie zwrócił na to większej uwagi i pognał dalej za tym kotem.
// af ◉◉◉◉○ na łapanie kotka
Sukces!