18.05.2026, 06:17 ✶
Chris czuł się przy tej alejce aż trochę nieswojo i dopiero po chwili uświadomił sobie dlaczego: w świetle lamp cienie zdawały się jakby takie trochę zbyt głębokie i przypomniał sobie, że wczoraj, gdy wrócił do siebie, przed wejściem do kamienicy widział dziwaczny cień. Zdawało mu się nawet przez moment że ktoś się w nim kryje (a choć Rosier miał bogatą wyobraźnię, to nie miał skłonności do przejmowania się czy paranoi i takie rzeczy przestały mu się zdarzać mniej więcej na drugim roku w Hogwarcie, gdy już zrozumiał, że zamek na pewno nie jest pełen potworów). Ba, przyglądał mu się dość długo, ale cień okazał się tylko cieniem…
Odruchowo sięgnął dłonią do kieszeni i zacisnął ją na różdżce. Tak na wszelki wypadek. Jakby ktoś chciał go napadać, to czy to nie byłaby idealna okazja, stoi na uboczu, zdaje się, że samotny, znaczy się tylko z jakąś gówniarą? A nie pojedynkował się na magię właściwie od siódmego roku: i obiecał sobie, że naprawi to niedopatrzenie jak najszybciej.
– Pośpiesz się, Bulstrode – wymamrotał, ale pod nosem, tak że Atreus nie miał większych szans go usłyszeć, a potem obejrzał się przez ramię, jakby chcąc się upewnić, że dziś na pewno nikt za nim nie idzie.
Tak mu przyszło do głowy, że może to jednak nie Cressida Avery łaziła za nim cały dzień wczoraj. I chciał znaleźć się już w barze, gdzie będzie jasno, dużo ludzi i po drinku, dwóch albo pięciu na pewno zapomni o nieprzyjemnych rzeczach jak włamania albo kobiety z rodziny Averych.
– Widzisz? Pan wielki bohater złapał twojego kota – ucieszył się Christopher, gdy Atreus triumfalnie dorwał futrzaka, i wyzwolił z uścisku młodej. – Dawaj go jej, odprowadzimy dzieciaka pod drzwi i idziemy pić…
– Pić? Mama mówi, że nieładnie pić.
– Pić mleko – oświadczył Rosier bez mrugnięcia okiem, czekając aż Atreus odda kota dzieciakowi, a potem pchnął ją w stronę drzwi, które wskazała. – Hej, właściwie to nigdy nie opowiadałeś mi, jak wyście zerwali? – rzucił jeszcze, pierwszy odmaszerowując w stronę baru.
Odruchowo sięgnął dłonią do kieszeni i zacisnął ją na różdżce. Tak na wszelki wypadek. Jakby ktoś chciał go napadać, to czy to nie byłaby idealna okazja, stoi na uboczu, zdaje się, że samotny, znaczy się tylko z jakąś gówniarą? A nie pojedynkował się na magię właściwie od siódmego roku: i obiecał sobie, że naprawi to niedopatrzenie jak najszybciej.
– Pośpiesz się, Bulstrode – wymamrotał, ale pod nosem, tak że Atreus nie miał większych szans go usłyszeć, a potem obejrzał się przez ramię, jakby chcąc się upewnić, że dziś na pewno nikt za nim nie idzie.
Tak mu przyszło do głowy, że może to jednak nie Cressida Avery łaziła za nim cały dzień wczoraj. I chciał znaleźć się już w barze, gdzie będzie jasno, dużo ludzi i po drinku, dwóch albo pięciu na pewno zapomni o nieprzyjemnych rzeczach jak włamania albo kobiety z rodziny Averych.
– Widzisz? Pan wielki bohater złapał twojego kota – ucieszył się Christopher, gdy Atreus triumfalnie dorwał futrzaka, i wyzwolił z uścisku młodej. – Dawaj go jej, odprowadzimy dzieciaka pod drzwi i idziemy pić…
– Pić? Mama mówi, że nieładnie pić.
– Pić mleko – oświadczył Rosier bez mrugnięcia okiem, czekając aż Atreus odda kota dzieciakowi, a potem pchnął ją w stronę drzwi, które wskazała. – Hej, właściwie to nigdy nie opowiadałeś mi, jak wyście zerwali? – rzucił jeszcze, pierwszy odmaszerowując w stronę baru.