Poganianie w niczym nigdy nie pomagało w takich sytuacjach, ale może i los zwyczajnie się nad Atreusem ulitował i zadziałał swoją magię. Kot uskoczył, ale kiedy Bulstrode natarł na niego ponownie, jego wykręcanie się nie było już tak efektowne i oto futrzak znalazł się w objęciach aurora. Szarpał się przez chwilę jak opętany, ale nikt nie miał zamiaru go wypuścić i ten wreszcie poddał się jakoś całej sytuacji. Całe szczęście. Dziewczynka zapiszczała szczęśliwa i klasnęła w dłonie wesoło, zaraz wyciągając ręce po swoją zgubę. Dostała ją, bo taki chuj że Atreus by tego siersciucha nosił pod pachą, szczególnie że Rosier zamiast dać sobie spokój, chciał czynić dobro i to dziecko odprowadzać. Jego przyjaciel westchnął tylko ciężko i wywrócił oczami, ale co innego miał zrobić.
- Pić sok - oznajmił niemal w tym samym momencie, co Rosier o tym mleku. Ciekawy wybór, z tym mlekiem. Niby rozumiał, że bo to odpowiedź dla dziecka i kości mocne, sranie w banie, ale jak dorosły facet miał pić mleko to jakoś tak dziwnie. Jakoś krzyczało to o nieprzepracowanych problemach z własną matką i dzieciństwem. Odstawili dziewczynkę do domu, a potem mogli już wrócić do poprzedniego zajęcia, czyli spaceru do kolejnej lokacji pijalnej.
- Oj stary, opowiem ci, ale najpierw do tego się trzeba odpowiednio zaprawić - poinformował grzecznie. Potem, oczywiście, dotrzymał obietnicy. I wszystko była wina Cressidy, żeby nie było.