19.05.2026, 12:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2026, 18:25 przez Ceolsige Burke.)
Głos, który nagle przeciął jednostajny szum wiatru na pustkowiu, nie sprawił, że drgnęła. Ceolsige była zbyt przyzwyczajona do niespodzianek, by dać się łatwo spłoszyć. Obejrzała się jedynie przez ramię, nie przerywając równego, zdecydowanego kroku. Na jej twarzy na ułamek sekundy zagościł wyraz zaskoczonej dezaprobaty i lekkiej przygany – uniosła wymownie brwi, a jej usta wykrzywiły się w półuśmiechu, jakby chciała zapytać, kto przy zdrowych zmysłach próbuje jej przeszkodzić. Wyraz ten rozpłynął się jednak natychmiast, ustępując miejsca ciepłemu, uprzejmemu uśmiechowi, gdy tylko w gęstniejącym fioletowym mroku rozpoznała charakterystyczną sylwetkę Helloise.
Zatrzymała się płynnie, obracając bokiem do nadchodzącej czarownicy. Poły jej szarego płaszcza i ciężka czarna spódnica szaty zafalowały jeszcze od nagłego hamowania, po czym poddały się delikatnym podmuchom chłodnego, jesiennego zefiru. Skinęła oszczędnie głową w geście powitania, a w jej błękitnych oczach błysnęły wesołe iskierki.
— Ministerstwo? — rzuciła z lekką, kpiącą nutą w melodyjnym głosie. — Moja droga, żeby urzędnicy Jenkins mogli kogokolwiek wytropić na tych wrzosowiskach, musieliby wcześniej znaleźć odrobinę determinacji, żeby chociaż spróbować. - Dodała to z taką lekkością, jakby patrole i oficjalne zakazy wstępu były jedynie drobną niedogodnością, a nie realnym zagrożeniem. Dopiero po chwili jej twarz nieco spoważniała, choć wciąż biła z niej pewność siebie. — A mówiąc zupełnie szczerze... spodziewałam się, że akurat tego wieczoru nie zastanę tu żywej ni martwej duszy.
Lekki, niedbały ruch dłoni, którym machnęła w stronę majaczącej na horyzoncie granicy Kniei, musiał posłużyć za całe wyjaśnienie, dlaczego tak bezczelnie i pewnie maszerowała w stronę zakazanego lasu. Zbliżyła się o krok do wiedźmy, a jej głos złagodniał, przechodząc w nastrojowy, głęboki ton, właściwy dla ich rzadkich, lecz zawsze niezwykle ciekawych spotkań.
— Dobry wieczór, Helloise. Cieszę się, że cię widzę. Choć muszę przyznać, że pewna ukradkowość leży w naturze moich poszukiwań. Zwłaszcza gdy nie mam przy sobie odpowiedniej ofiary, którą mogłabym obłaskawić wymagającą wiedźmę z lasu. — wzruszyła delikatnie ramionami z nieco rozbawionym uśmieszkiem. Jakby to była zupełnie naturalna wymówka. — W istocie miałam zamiar cię odwiedzić, ale dopiero po tym, jak sprawdzę czy rzeczywiście istnieje powód do zagłębienia się w las.
Przeniosła spojrzenie na ciemną ścianę lasu, a jej ramiona lekko opadły, gdy pozwoliła sobie na chwilę odprężenia w towarzystwie znajomej twarzy. — Twój widok wnosi tu jednak dziwnie uspokajający nastrój, który zdaje się też udzielać otoczeniu. Z przyjemnością przyjmę twoje niespodziewane towarzystwo.
Zrobiła dłuższą pauzę. Jej spojrzenie wyostrzyło się, błądząc po splątanych, sękatych gałęziach dębów i gęstwinie zarośli, które w tym świetle wydawały się nienaturalnie nieruchome. Wydawało się jej, że na najbliższym konarze pojawiał się kształt, ale z drugiej strony na wszystkich drzewach pojawiały się jakieś kształty.
— Powiedz mi, moja droga... czy ty także widzisz coś niezwykłego w tej migoczącej przed nami ścianie lasu? Symbol lub znak bezpiecznej ścieżki. Widoczny, choć jego kształt może być nieuchwytny dla pamięci. - przesunęła spojrzenie w stronę wiedźmy obserwując jej twarz w poszukiwaniu zaintrygowania i skupienia. - Jeżeli jest wejście to chętnie przybliżę Ci jego historię gdybyś chciała się ze mną udać na przechadzkę po kniei. - Zapytała już całkiem poważnym tonem nie zostawiającym wątpliwości, że bezpieczne wejście do kniei jest realną opcją.
Zatrzymała się płynnie, obracając bokiem do nadchodzącej czarownicy. Poły jej szarego płaszcza i ciężka czarna spódnica szaty zafalowały jeszcze od nagłego hamowania, po czym poddały się delikatnym podmuchom chłodnego, jesiennego zefiru. Skinęła oszczędnie głową w geście powitania, a w jej błękitnych oczach błysnęły wesołe iskierki.
— Ministerstwo? — rzuciła z lekką, kpiącą nutą w melodyjnym głosie. — Moja droga, żeby urzędnicy Jenkins mogli kogokolwiek wytropić na tych wrzosowiskach, musieliby wcześniej znaleźć odrobinę determinacji, żeby chociaż spróbować. - Dodała to z taką lekkością, jakby patrole i oficjalne zakazy wstępu były jedynie drobną niedogodnością, a nie realnym zagrożeniem. Dopiero po chwili jej twarz nieco spoważniała, choć wciąż biła z niej pewność siebie. — A mówiąc zupełnie szczerze... spodziewałam się, że akurat tego wieczoru nie zastanę tu żywej ni martwej duszy.
Lekki, niedbały ruch dłoni, którym machnęła w stronę majaczącej na horyzoncie granicy Kniei, musiał posłużyć za całe wyjaśnienie, dlaczego tak bezczelnie i pewnie maszerowała w stronę zakazanego lasu. Zbliżyła się o krok do wiedźmy, a jej głos złagodniał, przechodząc w nastrojowy, głęboki ton, właściwy dla ich rzadkich, lecz zawsze niezwykle ciekawych spotkań.
— Dobry wieczór, Helloise. Cieszę się, że cię widzę. Choć muszę przyznać, że pewna ukradkowość leży w naturze moich poszukiwań. Zwłaszcza gdy nie mam przy sobie odpowiedniej ofiary, którą mogłabym obłaskawić wymagającą wiedźmę z lasu. — wzruszyła delikatnie ramionami z nieco rozbawionym uśmieszkiem. Jakby to była zupełnie naturalna wymówka. — W istocie miałam zamiar cię odwiedzić, ale dopiero po tym, jak sprawdzę czy rzeczywiście istnieje powód do zagłębienia się w las.
Przeniosła spojrzenie na ciemną ścianę lasu, a jej ramiona lekko opadły, gdy pozwoliła sobie na chwilę odprężenia w towarzystwie znajomej twarzy. — Twój widok wnosi tu jednak dziwnie uspokajający nastrój, który zdaje się też udzielać otoczeniu. Z przyjemnością przyjmę twoje niespodziewane towarzystwo.
Zrobiła dłuższą pauzę. Jej spojrzenie wyostrzyło się, błądząc po splątanych, sękatych gałęziach dębów i gęstwinie zarośli, które w tym świetle wydawały się nienaturalnie nieruchome. Wydawało się jej, że na najbliższym konarze pojawiał się kształt, ale z drugiej strony na wszystkich drzewach pojawiały się jakieś kształty.
— Powiedz mi, moja droga... czy ty także widzisz coś niezwykłego w tej migoczącej przed nami ścianie lasu? Symbol lub znak bezpiecznej ścieżki. Widoczny, choć jego kształt może być nieuchwytny dla pamięci. - przesunęła spojrzenie w stronę wiedźmy obserwując jej twarz w poszukiwaniu zaintrygowania i skupienia. - Jeżeli jest wejście to chętnie przybliżę Ci jego historię gdybyś chciała się ze mną udać na przechadzkę po kniei. - Zapytała już całkiem poważnym tonem nie zostawiającym wątpliwości, że bezpieczne wejście do kniei jest realną opcją.