19.05.2026, 23:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2026, 00:17 przez Helloise Rowle.)
— Rzeczywiście słyszę czasem o jakimś bloku wschodnim. — Próżno byłoby jednak pytać Helloise, jakie kraje się do niego zaliczały i jakie panowały między nimi relacje. — Może tak. Może to tam. Tak jak Dolohov. Dolohov są ze wschodu, Lestrange z Francji. — Te drobne łańcuchy skojarzeń splotły się i swobodnie wypłynęły z jej ust w nieocenzurowanym strumieniu świadomości. Czarownica zaczęła myśleć o kontynencie w jednym z niewielu kontekstów, jakie znała, czyli skąd która rodzina przywędrowała do Anglii.
W kontraście do Ginny Helloise w transmutacjach odznaczała się nudną przeciętnością. Tyle tylko w tej dziedzinie potrafiła, ile było jej potrzeba do codziennych zadań. Nigdy nie szukała niczego więcej, mimo że Leviathanowi zdarzało się ją czasem pytać, czemu nie wystara się o zgłębienie arkan przemian i nie podąży jego śladem, zostając animagiem. Lecz nie chciała tego dla siebie. Nie czuła, aby jej tych zwierzęcych perspektyw brakowało — czy to ptaka, czy czworonoga, czy innej bestii. Wystarczało jej poznawać świat wyłącznie poprzez wnikliwość własnego spojrzenia. Nie zmieniało to faktu, że animagia była dla czarownicy jedną ze sztuk fascynujących, jak wszystkie te, które pozwalały eksplorować punkty widzenia dla niej niedostępne. Takie jak wróżbiarstwo, o które również zamierzała Guinevre zagadnąć.
— Oby to był przypadek, bo chochlik to utrapienie, a z tą runą już macie niełatwo. Jakby się jeszcze szkodnik dostał do środka, do zwierząt… Nie trzeba nikomu więcej problemów — westchnęła, podnosząc się z miejsca. — Chętnie wejdę. Kuchnia twojej babci to błogosławieństwo. Ach, ona wie, jak wykorzystać dary od Matki i zrobić coś wspaniałego. — Zabrała kosz i powoli zaczęła zmierzać ku domowi McGonagallów. Błądziła spojrzeniem po podwórzu, przelotnie spojrzała na szopę, gdzie pracował pan McGonagall, lecz widocznie coś innego niż wyborna tarta dyniowa zaprzątało głowę Helloise. Na odpowiedź, co też za temat zagnieździł się w jej myślach, nie trzeba było długo czekać, bowiem jeszcze przed przekroczeniem progu domu czarownica wypaliła: — Chciałabym, żebyś mi wróżyła. Szukam odpowiedzi na pytanie, jakie intencje ma wobec mnie moja chata.
Pytanie było co najmniej tajemnicze, lecz początkowo nie zostało rozwinięte w żaden sposób, zupełnie jakby wpisywało się w kanon najnormalniejszych pytań kierowanych do wróżbitów. Takie tuż obok: czy mój mąż mnie zdradza? Oraz: czy czeka mnie finansowa pomyślność? A jakie intencje ma wobec mnie moja chata?
W kontraście do Ginny Helloise w transmutacjach odznaczała się nudną przeciętnością. Tyle tylko w tej dziedzinie potrafiła, ile było jej potrzeba do codziennych zadań. Nigdy nie szukała niczego więcej, mimo że Leviathanowi zdarzało się ją czasem pytać, czemu nie wystara się o zgłębienie arkan przemian i nie podąży jego śladem, zostając animagiem. Lecz nie chciała tego dla siebie. Nie czuła, aby jej tych zwierzęcych perspektyw brakowało — czy to ptaka, czy czworonoga, czy innej bestii. Wystarczało jej poznawać świat wyłącznie poprzez wnikliwość własnego spojrzenia. Nie zmieniało to faktu, że animagia była dla czarownicy jedną ze sztuk fascynujących, jak wszystkie te, które pozwalały eksplorować punkty widzenia dla niej niedostępne. Takie jak wróżbiarstwo, o które również zamierzała Guinevre zagadnąć.
— Oby to był przypadek, bo chochlik to utrapienie, a z tą runą już macie niełatwo. Jakby się jeszcze szkodnik dostał do środka, do zwierząt… Nie trzeba nikomu więcej problemów — westchnęła, podnosząc się z miejsca. — Chętnie wejdę. Kuchnia twojej babci to błogosławieństwo. Ach, ona wie, jak wykorzystać dary od Matki i zrobić coś wspaniałego. — Zabrała kosz i powoli zaczęła zmierzać ku domowi McGonagallów. Błądziła spojrzeniem po podwórzu, przelotnie spojrzała na szopę, gdzie pracował pan McGonagall, lecz widocznie coś innego niż wyborna tarta dyniowa zaprzątało głowę Helloise. Na odpowiedź, co też za temat zagnieździł się w jej myślach, nie trzeba było długo czekać, bowiem jeszcze przed przekroczeniem progu domu czarownica wypaliła: — Chciałabym, żebyś mi wróżyła. Szukam odpowiedzi na pytanie, jakie intencje ma wobec mnie moja chata.
Pytanie było co najmniej tajemnicze, lecz początkowo nie zostało rozwinięte w żaden sposób, zupełnie jakby wpisywało się w kanon najnormalniejszych pytań kierowanych do wróżbitów. Takie tuż obok: czy mój mąż mnie zdradza? Oraz: czy czeka mnie finansowa pomyślność? A jakie intencje ma wobec mnie moja chata?
dotknij trawy