20.05.2026, 08:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2026, 08:27 przez Brenna Longbottom.)
– A to doskonale, chociaż jak planujesz to wesele w najbliższych dwóch tygodniach, sugerowałabym jednak wizytę u uzdrowiciela. Na twarzy wylezie siniak – oceniła Brenna, patrząc na niego krótko. W kwestii wyłażenia siniaków i procesu ich leczenia oraz zmiany kolorów była ekspertem. Takim, jakim zostajesz, gdy w ogóle nie znasz się na leczeniu, ale doświadczasz pewnych rzeczy empirycznie.
– Ja już chyba nie chcę blond Niemca, Brennie – zdecydowała Kitty, podpierając się o Brennę, gdy ta wstała i ją ciągnąć do pozycji stojącej. Była podchmielona, poobijana i wyraźnie zestresowana, ale jako że nie był to pierwszy upadek z miotły w jej życiu, już zaczynała powoli dochodzić do siebie.
– Co, teraz wolisz brunetów? – spytała Brenna, spoglądając jednak nie na nią, a pana niemieckiego pałkarza, który powoli dźwigał się z poduszki. W porządku, ruszał się, czyli nie musiała do niego biec sprawdzać, czy potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej.
– Nie, takich bez mioteł. A na razie to żadnych chłopaków, robię przy nich głupie rzeczy. Pojedziemy na przejażdżkę tymi powozami? Prooooszę.
– Jak odstawimy Marę do hotelu – westchnęła Brenna, z jakąś mieszaniną rezygnacji i rozbawienia.
– Dunk się nią zajmie. Ooo, ty jesteś Anglikiem, tak? Dzięki za pomoc.
Nie zdążyły ustalić, kiedy i pod jakimi warunkami pojeżdżą sobie powozami, ani w jaki sposób Kitty powinna odwdzięczyć się Nottowi, bowiem pałkarz zaczął mówić coś w tym barbarzyńskim języku. W uszach Brenny brzmiało to trochę tak, jakby chciał się dowiedzieć, kogo może postawić pod ścianą i rozstrzelać, a jeszcze Nott, zdrajca narodowy, nie dość, że grał dla niemieckiej drużyny, to jeszcze jako ofiarę wskazał Angielkę. Brenna puściła Kitty, gdy zawodnik ruszył w jej stronę, całkiem pewna, że zaraz będzie musiała go obezwładniać, ale tym co nastąpiło było…
Zamrugała, kiedy nagle złapał ją za ręce, a potem jeszcze się pochylił i rękę ucałował. Spojrzała ku Nottowi trochę bezradnie, i jak ten przetłumaczył na jakieś święte patronki, to zaczęła się zastanawiać, czy Lukas z niej nie kpi.
– Em, to chyba dobrze, bo myślałam, że właśnie ogłasza, że przeze mnie stracił honor i musi mnie udusić czy coś takiego… eee… jak to szło? Danek? Danke? – spróbowała, machając uwolnioną ręką i próbując w uniwersalnym języku gestów zasugerować, że wszystko w porządku, nie ma sprawy i w ogóle. – Możesz mu powiedzieć, że to drobiazg albo coś? – spytała, trochę spanikowana, kiedy zaczęło wyglądać na to, że ten Wilhelm, Hans czy Joseph, bo zdaniem Brenny pewnie każdy Niemiec był Wilhelmem albo Hansem, zaraz padnie przed nią na kolana.
– Ja już chyba nie chcę blond Niemca, Brennie – zdecydowała Kitty, podpierając się o Brennę, gdy ta wstała i ją ciągnąć do pozycji stojącej. Była podchmielona, poobijana i wyraźnie zestresowana, ale jako że nie był to pierwszy upadek z miotły w jej życiu, już zaczynała powoli dochodzić do siebie.
– Co, teraz wolisz brunetów? – spytała Brenna, spoglądając jednak nie na nią, a pana niemieckiego pałkarza, który powoli dźwigał się z poduszki. W porządku, ruszał się, czyli nie musiała do niego biec sprawdzać, czy potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej.
– Nie, takich bez mioteł. A na razie to żadnych chłopaków, robię przy nich głupie rzeczy. Pojedziemy na przejażdżkę tymi powozami? Prooooszę.
– Jak odstawimy Marę do hotelu – westchnęła Brenna, z jakąś mieszaniną rezygnacji i rozbawienia.
– Dunk się nią zajmie. Ooo, ty jesteś Anglikiem, tak? Dzięki za pomoc.
Nie zdążyły ustalić, kiedy i pod jakimi warunkami pojeżdżą sobie powozami, ani w jaki sposób Kitty powinna odwdzięczyć się Nottowi, bowiem pałkarz zaczął mówić coś w tym barbarzyńskim języku. W uszach Brenny brzmiało to trochę tak, jakby chciał się dowiedzieć, kogo może postawić pod ścianą i rozstrzelać, a jeszcze Nott, zdrajca narodowy, nie dość, że grał dla niemieckiej drużyny, to jeszcze jako ofiarę wskazał Angielkę. Brenna puściła Kitty, gdy zawodnik ruszył w jej stronę, całkiem pewna, że zaraz będzie musiała go obezwładniać, ale tym co nastąpiło było…
Zamrugała, kiedy nagle złapał ją za ręce, a potem jeszcze się pochylił i rękę ucałował. Spojrzała ku Nottowi trochę bezradnie, i jak ten przetłumaczył na jakieś święte patronki, to zaczęła się zastanawiać, czy Lukas z niej nie kpi.
– Em, to chyba dobrze, bo myślałam, że właśnie ogłasza, że przeze mnie stracił honor i musi mnie udusić czy coś takiego… eee… jak to szło? Danek? Danke? – spróbowała, machając uwolnioną ręką i próbując w uniwersalnym języku gestów zasugerować, że wszystko w porządku, nie ma sprawy i w ogóle. – Możesz mu powiedzieć, że to drobiazg albo coś? – spytała, trochę spanikowana, kiedy zaczęło wyglądać na to, że ten Wilhelm, Hans czy Joseph, bo zdaniem Brenny pewnie każdy Niemiec był Wilhelmem albo Hansem, zaraz padnie przed nią na kolana.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.