20.05.2026, 10:52 ✶
Kopnąłem czubkiem buta leżący najbliżej mnie fałszywy galeon, odprowadzając go wzrokiem, aż wpadł prosto do ścieku, po czym energicznym krokiem ruszyłem w kierunku unieruchomionej szkarady - goblin leżał na ziemi, zaplątawszy się w resztkach tego, co jeszcze przed chwilą stanowiło elementy markizy, teraz wystawały mu spod niej wyłącznie jedna noga i czubek spiczastego, brudnego ucha. Byłem tak cholernie dumny ze swojej akcji i tak zajęty napawaniem się widokiem powalonego wroga, że zupełnie straciłem czujność, nie zarejestrowawszy, że ta potulna pannica z burzą loków, która przed chwilą tak uroczo niemal płakała mi w mankiet, zdążyła już bezszelestnie przydreptać za mną w głąb zaułka. Chciałem tylko złapać gnoja…
-Hej… Przepraszam… - Do moich uszu dobiegł nagle ten sam znajomy, płaczliwy, cholernie nieśmiały głos, który usłyszałem zaledwie kilka minut temu pod wystawą sklepu z miotłami - brzmiał tak kuriozalnie, że aż zmarszczyłem brwi, przez jeszcze kilka sekund gapiąc się na stękającego goblina, zdezorientowany, po czym wyrywając się z transu. - Czy orientujesz się może w przeliczniku? - Kontynuowała szeptem dziewczyna, najwyraźniej nie dostrzegając momentu, w którym obróciłem ku niej głowę, w jej tonie nie było już paniki, tylko idealnie wyreżyserowana, chłodna precyzja w odgrywaniu roli nieśmiałej idiotki. - Muszę to pilnie wymienić na mugolskie funty, bo… Nieważne. Pomożesz mi? - Rzekoma „ofiara losu” stała pochylona nad małą, zdezorientowaną dziewczynką w różowej sukieneczce, której obecność wcześniej zignorowałem. Miętosiła w łapach dokładnie ten sam skórzany mieszek, odstawiając identyczne, chwytające za serce przedstawienie z „zagubioną czarownicą”, podczas gdy jej wolna ręka - zręczna jak u pieprzonego kuglarza - już wślizgiwała się do otwartej, cukierkowo różowej torebeczki zwisającej z chudego ramienia dzieciaka.
W ułamku sekundy wszystkie puzzle w mojej głowie wskoczyły na właściwe miejsce, sprawiając, że zacząłem gotować się od narastającej złości - ta mała suka wcale nie była ofiarą, cała ta szopka, fałszywe złoto, pokazywanie palcem na „złego goblina”… Wszystko było idealnie wyreżyserowaną ściemą. Kurdupel robił za przynętę i odwracał uwagę, podczas gdy ona czyściła kieszenie gapiów. A ja, wielki, dumny czarodziej czystej krwi, dałem się rozegrać jak totalny, podręcznikowy frajer.
-Hej… Przepraszam… - Do moich uszu dobiegł nagle ten sam znajomy, płaczliwy, cholernie nieśmiały głos, który usłyszałem zaledwie kilka minut temu pod wystawą sklepu z miotłami - brzmiał tak kuriozalnie, że aż zmarszczyłem brwi, przez jeszcze kilka sekund gapiąc się na stękającego goblina, zdezorientowany, po czym wyrywając się z transu. - Czy orientujesz się może w przeliczniku? - Kontynuowała szeptem dziewczyna, najwyraźniej nie dostrzegając momentu, w którym obróciłem ku niej głowę, w jej tonie nie było już paniki, tylko idealnie wyreżyserowana, chłodna precyzja w odgrywaniu roli nieśmiałej idiotki. - Muszę to pilnie wymienić na mugolskie funty, bo… Nieważne. Pomożesz mi? - Rzekoma „ofiara losu” stała pochylona nad małą, zdezorientowaną dziewczynką w różowej sukieneczce, której obecność wcześniej zignorowałem. Miętosiła w łapach dokładnie ten sam skórzany mieszek, odstawiając identyczne, chwytające za serce przedstawienie z „zagubioną czarownicą”, podczas gdy jej wolna ręka - zręczna jak u pieprzonego kuglarza - już wślizgiwała się do otwartej, cukierkowo różowej torebeczki zwisającej z chudego ramienia dzieciaka.
W ułamku sekundy wszystkie puzzle w mojej głowie wskoczyły na właściwe miejsce, sprawiając, że zacząłem gotować się od narastającej złości - ta mała suka wcale nie była ofiarą, cała ta szopka, fałszywe złoto, pokazywanie palcem na „złego goblina”… Wszystko było idealnie wyreżyserowaną ściemą. Kurdupel robił za przynętę i odwracał uwagę, podczas gdy ona czyściła kieszenie gapiów. A ja, wielki, dumny czarodziej czystej krwi, dałem się rozegrać jak totalny, podręcznikowy frajer.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)