Stella dostrzegła, że coś jest nie tak kiedy Borgin padł na kolana. Nie spodziewała się tego - zupełnie. Coś musiało mu się stać. Podbiegła do niego i się nachyliła, aby zobaczyć, czy wszystko w porządku, pewnie nie, bo nie wyglądało to zbyt dobrze. - Stanley, Stanley... - Powiedziała podniesionym głosem. Nie wiedziała, czy powinna go dotknąć, jeśli coś go bolało, to mogło to tylko zaszkodzić. Niestety jeśli chodzi o pierwszą pomoc panna Avery zdecydowanie nie miała potrzebnej wiedzy. Nie miała pojęcia w jaki sposób może mu pomóc. - Co się dzieje? - Zapytała, chociaż wątpiła, że uzyska odpowiedź na to pytanie. Nie wyglądał jakby chciał teraz rozmawiać. Może lepiej by bo, gdyby poszli do niej do domu, tylko czy będzie w stanie się ruszyć? Podnieść z tej ziemi. Ona raczej będzie miała problem z tym, aby pomóc mu się tam dostać. Był od niej dwa razy cięższy na spokojnie.
Dopiero po chwili przypomniała sobie o dziewczynce, która przecież przed chwilą tutaj była, gdzie ona się właściwie podziała?
Nagle wszystko się rozmyło. Avery nie miała pojęcia, co się dzieje. Może to jakaś przypadkowa teleportacja związana ze stresem? Nie, to nie mogło być to. Miała wrażenie, że pora roku jest inna. Ludzie wokół byli zdecydowanie lżej ubrani i co istotne tam wcale nie zbliżał się noc. Nie zaczęło się ściemniać.
Znała jednak to miejsce. Była tam wiele razy. Tylko o co w tym wszystkim chodziło i gdzie właściwie był Borgin?
Rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Tyle, że zobaczyła go w mundurze, nie był sam, a z innymi członkami brygady, zmierzali w stronę głównej ulicy. Ruszyła za nimi. Dopiero wtedy zobaczyła, że był to marsz. Nie wydawało jej się. Już tu kiedyś była. Nie było to specjalnie przyjemne wspomnienie, nie miała pojęcia dlaczego do niego wróciła. Wolała jednak póki co nie rozmyślać nad tym za bardzo, szczególnie, że zauważyła Stanleya. Podeszła do niego, póki jej nie przepadł, wolała być obok - czuła się wtedy bezpieczniej.
Dopiero, gdy podeszła do mężczyzny zauważyła, że w tłumie może odnaleźć siebie samą. - Tak, to ja. - Komentarz, który powiedział Borgin dotarł do jej uszu i w sumie spowodował, że udało jej się dostrzec swoją postać. Wcześniej nawet jej nie szukała. Uśmiechnęła się do siebie kiedy usłyszała ten komplement, jednak zupełnie tego nie skomentowała. Czasem milczenie jest złotem.
Przyglądała się uważnie temu wszystkiemu. Nie pamiętała, że tłum, w którym się wtedy znalazła był aż tak ogromny. W środku aż tak się tego nie odczuwało, w końcu widziało się ledwie te osoby, które były obok, szczególnie z jej wzrostem. Zabawne było, jak bardzo nie pasowała do tego marszu, nie dało się nie zauważyć, że nie pasowała do otaczających ją ludzi i znalazła się tam przypadkowo. Ciekawe, czy wiele osób miało podobnie.
Widziała w tym wspomnieniu również Stanleya, który był skupiony na swojej pracy. Wykonywał polecenia, jakie mu zlecono, jednak w pewnym momencie przestał - bo usłyszał ją w tłumie. Dotarło do niej, że gdyby nie on, to pewnie nie udało by się jej stamtąd wyjść. Z perspektywy trzeciej osoby widziała, jak trudno było ją stamtąd wydostać. Pewnie nikt inny by się nią nie przejął.
- Mam dreszcze, kiedy to oglądam, wiesz. - Postanowiła się wreszcie odezwać. Wspomnienie w którym się znaleźli nie należało do przyjemnych. Wróciło do niej to dziwne uczucie, mimo, że nie była już w tłumie, który nie chciał jej wypuścić. - Dopiero teraz widzę, jak trudno było Ci mnie wtedy wyciągnąć - Wcześniej wydawało jej się , że było to zdecydowanie prostsze. Borgin oderwał się od obowiązków natychmiastowo, zrobił to, żeby wydostać JĄ z tłumu. Nie wahał się ani chwili, gdy tylko usłyszał jej wołanie - zareagował. Może jednak wtedy trochę przesadziła? Była za bardzo krytyczna?
Obserwowała dalszą sytuację. Niezbyt przyjemnie się patrzyło na to, jak nagle zaatakowała go swoimi pretensjami. Wtedy jej się wydawało jednak, że istotne było, aby kogoś obwinić za tą sytuację. Teraz spoglądała na to z nieco innej perspektywy. W końcu mogła się znaleźć tam zupełnie przypadkiem, mogła iść gdziekolwiek, a też by się to wydarzyło.
Borgin nie był odpowiedzialny za to, że ludzie wyszli na ulicę i zaczęli protestować. Przesadziła wtedy i dopiero to do niej dotarło. Niepotrzebnie zachowała się wtedy, jakby zrobił jej krzywdę - przecież to tylko dzieki niemu udało jej się wydostać z tego tłumu.
Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego wróciło do nich właśnie to wspomnienie, ale czuła, że powinna go przeprosić. - Strasznie się wtedy zachowałam. - Powiedziała cicho. Trochę głupio jej było, gdy musiała to wszystko oglądać.
To jakiś cud, że Stanley po tym wszystkim postanowił się jeszcze do niej odezwać, w końcu jej reakcja była zdecydowanie przesadzona, dopiero to do niej dotarło, gdy mogła to obserwować z perspektywy osoby trzeciej. - Przepraszam, nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. - Nie umiała tego wytłumaczyć. Na pewno była zestresowana, w końcu znalazła się w sytuacji bez wyjścia, kiedy zaś Stanley postanowił ją wyciągnąć, zamiast podziękować za to, to wspominała mu to, że musiał zostać w pracy. Nie było to specjalnie przemyślane zachowanie. - Przepraszam. - Rzekła jeszcze, bo czuła się winna. Niepotrzebnie zareagowała tak emocjonalnie.