— Tak? Mam nadzieję że nie od… — ugryzła się w język, bo zaczęła to mówić zanim w ogóle pomyślała. Jakby był to odruch i w międzyczasie zapodziała jej się w głowie informacja, że mimo wszystko to mówiła o swoim rodzonym ojcu (nie to żeby jej to aż tak tutaj przeszkadzało w sumie), a po drugie to jednak Woody nie zasługiwał na aż takie zamiatanie nim podłogi przy młodzieży. W sumie to dobry był z niego facet i nie było co, więc mu tym razem darowała wystawianie się na ciosy. — Wiesz co, nie ważne. Z której strony byś go nie znał to pewnie i tak za dobrze — dokończyła ugodowo, popijając swojego cienkiego grzańca. — Aj tam od razu zakała. Nawet i zakalec czasem dobrze wchodzi.
Senka spojrzała w bok, na to całe przemycanie i transmutowanie, łapiac wszystko bardziej kątem oka i jako ogół. Pomysł Lewisa wydawał się bardzo dobry i po wysłuchaniu go, a także pokiwaniu głową z mądrą miną, stwierdziła że jest wręcz fe-no-me-nal-ny. Oczywiście wszystko ściszonym głosem, żeby przypadkiem ktoś nie poznał sie na tym, co tutaj właśnie szykowali.
— Tylko nie wpadnij do kociołka jak będziesz to wrzucać, bo wyłowienie cię może nie być łatwe. Co jak po tym już na zawsze będziesz pijana tym okropnym grzańcem? — przestrzegła ją, ale ogólnie to życzyła szczęścia, bo dokopanie innej knajpie jak Rejwach to był zwyczajny obowiązek obywatelski.
Blood is rare and sweet as cherry wine