Było jej wszystko jedno, gdzie odbędą tę rozmowę: mogło być w świeżutkim gabineciku, mogło być w obskurnej szatni, mogło być na trybunach, albo nawet w męskim kiblu – wszystko jedno gdzie, byle by mieli spokój od wścibskich oczu i uszu, a także ludzi, którzy mogliby przeszkadzać. Lukas wybrał jednak szatnie: widać potrzebował się poczuć bezpiecznie na znanym mu terenie, dobrze. Lestrane zanotowała imię i nazwisko Notta i na moment się zawiesiła, mrużąc przy tym brwi. Miała całkiem dobrą pamięć, ale wbrew obiegowej opinii nie pamiętała wszystkiego i wszystkich, a zwłaszcza każdego imienia i nazwiska uczniów z Hogwartu, nawet jeśli należeli do tego samego domu. Jednak „Lukas Nott” coś jej mówiło, dzwoniło i dzwoniło, chociaż nie umiała dopasować sobie w którym dokładnie kościele. To musiało być z Hogwartu, bo jak inaczej. Nie mogli być na tym samym roku, to odpadało, wtedy by na pewno pamiętała, więc… Więc co?
Ale ta zagadka musiała chwilę poczekać. Za papierosa podziękowała, chociaż nie dlatego, że nigdy nie zdarzało jej się palić, a dlatego, że od czasu Spalonej Nocy miała poważne problemy z kaszlem i gardłem. Napisano o tym nawet w Czarownicy – o tajemniczej chorobie osób, które tamtej nocy zbyt długo przebyeały na zewnątrz i nawdychały się pyłu, który unosił się w powietrzu, a Victoria zdecydowanie do tych osób należała, bo była w terenie od momentu rozpoczęcia ataków, do… grubo po tym, jak się zakończyły.
Nott zaczął opowiadać. Victoria była całkiem wdzięcznym słuchaczem, choć w tej chwili trudno było powiedzieć, czy z natury, czy po prostu nauczyła się tego w pracy, czy dlatego, że tak trudno jej się mówiło, ale nie przerywała mu. Kilka razy kiwnęła głową, notując sobie coś szybciutko w notesie, chociaż były to raczej hasła, a nie słowo-w-słowo, bo nie miała przy sobie samopiszącego pióra (nie ufała im do końca, wiele razy już udowodniono, że te lubiły dodawać od siebie rzeczy, których w opowieści wcale nie było): Spalona Noc, trzech gości, w tym Billy-brodacz, kobieta i tak dalej.
– Powiedziała jak ma na imię? Ta kobieta – zapytała gdzieś w trakcie kiedy Lukas nie mówił, a szukał czegoś w swojej szafce. Chrząknęła, po czym kaszlnęła dość nieprzyjemnie, zakrywając sobie przy tym usta. – Przepraszam – dodała ciszej i odwróciła się na moment by nie kaszleć Lukasowi w twarz. Te ataki kaszlu… Nie były przesadnie częste, ale nie były też rzadkie i były rzeczywiście upierdliwe.
Doskonale pamiętała chaos Spalonej Nocy. Ilość rannych, płonących budynków, ludzi, zamieszanie… Nie dziwiło ją, że nikt nie zadawał wtedy pytań – bo nikomu nie było to w głowie. Kobieta mogła być ranna nie w wyniku katowania jej, a dlatego, że była wyciągnięta spod gruzów…
– Czyli mamy list, o ile można to nazwać listem – wskazała kiwnięciem głowy na kopertę z wypalonym napisem i wiadomość, która była do niego wciśnięta. – Sznurek – który mógł być wieloma rzeczami, ale Nott sugerował klątwę. – Ludzi, których nie ma – to akurat rozumiała aż za dobrze: wrażenie, że jest się obserwowanym, a gdy się odwrócisz: pusto. Pamiętała to doskonale, jak towarzyszyło jej to przez cały dzień, aż… nastąpił finał. Krwawy. – I… fragment znicza – podsumowała bardzo krótko i uniosła spojrzenie na Notta. – I mecz za dwa dni – powtórzyła za nim głucho po czym westchnęła bardzo ciężko. – Czy władze klubu nie myślały, żeby go odwołać? Jesteśmy… Półtorej tygodnia po tym, jak połowa Anglii spłonęła, ludzie nie mają dachów nad głową, stracili dobytki życia, wielu jest rannych… martwych… – nie wierzyła, że wśród graczy (po obu stronach) nie ma ofiar mniejszych czy większych. To chyba nie był czas na zmagania sportowe. – Nie mówiąc o tym, że Ministerstwo pracuje teraz w zupełnie innym trybie niż normalnie – westchnęła, myśląc o tyhc „ludziach z Ministerstwa”, którzy mieli być na meczu. O ile faktycznie na nim będą, bo miała co do tego pewne wątpliwości.
– Pamiętasz dokąd zaprowadziłeś tę kobietę? Gdzie ją zostawiłeś? – może trzeba było sprawdzić tam i popytać o nią. – I jak wyglądała, rzecz jasna – chociaż nie liczyła na zbyt wiele, bo musiało się wtedy przewinąć przez różne miejsca tyle poszkodowanych osób, że weź to zapamiętaj… – Druga sprawa, mówiłeś, że miałeś wrażenie, że jesteś śledzony. Czy to ciągle trwa? Kiedy to się zaczęło? Czy… gdziekolwiek zostajesz na noc, zauważyłeś dziwne rzeczy jak otworzone okna, chociaż przysiągłbyś, że były zamknięte, albo to samo z drzwiami…? – może i było to dziwnie specyficzne pytanie, ale nie wzięło się znikąd. – Mogę sprawdzić te rzeczy pod kątem magii, czy nie są zaklęte… Ale jeśli ktoś rzeczywiście rzucił klątwę, to będzie trzeba poprosić o pomoc jakiegoś klątwołamacza – którym ona, niestety, nie była, ale to już któryś raz z koeli w ostatnim tygodniu, kiedy zastanawiała się, czy nie powinna się tego nauczyć.