– Flipendo tylko je nokautuje. Bahanocyd paraliżuje i zabija, jest znacznie skuteczniejszy. Problem z bahankami jest taki, że nie można dać się ugryźć, bo ich jad jest bardzo trujący i trzeba szybko podać antidotum, a nie noszę takiego na bahanki w kieszeni również – odparła, nie spuszczając wzroku ze szkodników, które próbowały dojść do siebie. I tak, dokładnie to zrobiła: nawiązała do tego sarkastycznego stwierdzenia Chrisa. – Więc… Ja bym je zostawiła w spokoju. Tym bardziej że czemu masz robić z nimi porządek, skoro nawet nie wiesz, czy chcesz brać ten dom? – po co miał robić tę pracę za darmo, jeśli istniała szansa, że się nie zdecyduje tego domu kupić? Gdyby był pewien i umówiony – wtedy czemu nie… – Ogólnie z Bahanocydem pozbycie się ich jest dość proste… Mogę ci taki uwarzyć, gdybyś się zdecydował – zaoferowała się, bo co to dla niej za problem? Może by nawet coś z tego miała, chociażby martwe bahanki, z których można wyciągnąć jad – ten przydawał się przy niektórych eliksirach. – Chodź, zostawmy je na razie w spokoju. Pewnie schowają się znowu w zasłonie i nie wylecą za szybko – choćby dlatego, że już poobrywały zaklęciami i całkiem możliwe, że skryją się skołowane, żeby dojść do siebie. Ale i tak nie schowała różdżki i obserwowała je czujnie… tak w razie czego. Nie oponowała jednak, jeśli Chris uznał, że woli je wrzucić do pokrowca.
– To może kuchnia? – zaproponowała, gdy Chris już otworzył okno i świeże powietrze wlało się do wnętrza. Zaduch nie zniknął od razu, ale zrobiło to i tak sporą różnicę i gdyby tylko dało się zapomnieć o bankach, to i dom zyskiwał na uroku. – Haha, jesteś pewien? Większość takich szkodników jest łatwo usunąć, a bryła domu wydaje się niczego sobie – zaśmiała się cicho, bo owszem, wymagało to odrobinę więcej czasu i pewnego wysiłku, ale efekty były natychmiastowe. Ale dlatego mówiła mi, by tego domu nie skreślał, tylko może warto było wynegocjować obniżenie za niego ceny… o ile będzie pasował Chrisowi bardziej niż ten drugi, rzecz jasna.