21.05.2026, 10:03 ✶
– Za mało, ale czy jest w Ministerstwie ktoś, kto sypia wystarczająco? – spytała tylko retorycznie, wciąż uśmiechając się do Victorii. Nie było sensu zapewniać, że dba o wypoczynek, posiłki i sen, bo to już byłoby nazbyt oczywiste kłamstwo, ale też Brenna doskonale wiedziała, że nie jest w tym odosobniona. Jeżeli nie wszyscy, to niemal wszyscy działali teraz na pełnych obrotach, czy tego chcieli, czy nie, i obojętnie, jaki mieli stosunek do spraw mugolaków i ataków Voldemorta. Nawet jeśli ktoś uważał, że w sumie to eksterminacja takich jest przydatna, i pracował na zwykłym, urzędniczym stanowisku, nagle miał bardzo, bardzo dużo pracy.
Chętnie pogłaskała Lunę, podrapała pod brodą i nawet pozwoliła, aby ta złapała łapkami jej palce w zabawie, ale nie mogła teraz poświęcić kociakowi tyle uwagi, ile chciała. Potrzebowała niestety i obu rąk, i pełnego skupienia, jeżeli miała z tych dokumentów cokolwiek wyciągnąć.
– Uch. Uważasz, że te czarne kwiaty mogą mieć coś wspólnego z madragorą? – zastanowiła się, rozkładając dokumenty. – Jeżeli… jeśli faktycznie w tych zakopanych tam fiolkach była krew i jakaś czarna magia, to by chyba bardziej wskazywało na to, że użyto tego zjawiska rozrostu roślin w dwóch różnych sprawach, potencjalnie używając czarnej magii? Bo chyba pod tą madragorą nie mogliby zakopać czegoś takiego? – spytała, przesuwając palcami po skroniach, bo głowa bolała ją i na myśl o tym ogniu, który ledwo co widziała w ścianach, i zapewne od ciągłego stresu, i teraz od prób znalezienia sensu w tych wszystkich papierach. – Powinnam była bardziej przykładać się do zielarstwa – westchnęła jeszcze Brenna, spoglądając na zdjęcie tuby, w której podobno znajdowała się madragora. Czarne róże, madragory, ostatnio natykała się na tego typu rzeczy trochę za często i widziała wyraźnie braki w swojej wiedzy, ale jednocześnie nie było większych szans, aby znalazła czas na podszkolenie się naprawdę porządnie w tej dziedzinie.
– Czyli wyniesiono o b i e tuby. Z tego co mówisz, to za duże, aby się z tym teleportować… Musieli je jakoś wynieść, przetransportować, załadować do czegoś. Nawet jak panowało tam zamieszanie, to chyba trzeba założyć, że najmniej ktoś ze środka mógł dostarczył informacji, świadomie albo nieświadomie – stwierdziła, przygryzając kciuk i przypatrując się zdjęciom oraz innym dokumentom. – Kto w ogóle wiedział o tych mandragorach? Tylko osoby, które tam wtedy były, czy całe towarzystwo? Cały OSMH czy tylko osoby powiązane z tym transportem? Czy spotkania towarzystwa się odbywają? Albo mogłabyś nie wiem, umówić się z jakimiś osobami stamtąd? Wiesz, chodzi mi nie o przesłuchanie najpierw, tylko próbę wyciągnięcia z nich czegoś przy… niezobowiązującej rozmowie.
Może i szanse na powodzenie takiej strategii były niewielkie, ale zgrywać dobrego i złego glinę to jeszcze zdążą.
– Okay, czyli… przeglądamy to do końca i próbujesz załatwić na możliwość wbicia na to miejsce zbrodni?
Chętnie pogłaskała Lunę, podrapała pod brodą i nawet pozwoliła, aby ta złapała łapkami jej palce w zabawie, ale nie mogła teraz poświęcić kociakowi tyle uwagi, ile chciała. Potrzebowała niestety i obu rąk, i pełnego skupienia, jeżeli miała z tych dokumentów cokolwiek wyciągnąć.
– Uch. Uważasz, że te czarne kwiaty mogą mieć coś wspólnego z madragorą? – zastanowiła się, rozkładając dokumenty. – Jeżeli… jeśli faktycznie w tych zakopanych tam fiolkach była krew i jakaś czarna magia, to by chyba bardziej wskazywało na to, że użyto tego zjawiska rozrostu roślin w dwóch różnych sprawach, potencjalnie używając czarnej magii? Bo chyba pod tą madragorą nie mogliby zakopać czegoś takiego? – spytała, przesuwając palcami po skroniach, bo głowa bolała ją i na myśl o tym ogniu, który ledwo co widziała w ścianach, i zapewne od ciągłego stresu, i teraz od prób znalezienia sensu w tych wszystkich papierach. – Powinnam była bardziej przykładać się do zielarstwa – westchnęła jeszcze Brenna, spoglądając na zdjęcie tuby, w której podobno znajdowała się madragora. Czarne róże, madragory, ostatnio natykała się na tego typu rzeczy trochę za często i widziała wyraźnie braki w swojej wiedzy, ale jednocześnie nie było większych szans, aby znalazła czas na podszkolenie się naprawdę porządnie w tej dziedzinie.
– Czyli wyniesiono o b i e tuby. Z tego co mówisz, to za duże, aby się z tym teleportować… Musieli je jakoś wynieść, przetransportować, załadować do czegoś. Nawet jak panowało tam zamieszanie, to chyba trzeba założyć, że najmniej ktoś ze środka mógł dostarczył informacji, świadomie albo nieświadomie – stwierdziła, przygryzając kciuk i przypatrując się zdjęciom oraz innym dokumentom. – Kto w ogóle wiedział o tych mandragorach? Tylko osoby, które tam wtedy były, czy całe towarzystwo? Cały OSMH czy tylko osoby powiązane z tym transportem? Czy spotkania towarzystwa się odbywają? Albo mogłabyś nie wiem, umówić się z jakimiś osobami stamtąd? Wiesz, chodzi mi nie o przesłuchanie najpierw, tylko próbę wyciągnięcia z nich czegoś przy… niezobowiązującej rozmowie.
Może i szanse na powodzenie takiej strategii były niewielkie, ale zgrywać dobrego i złego glinę to jeszcze zdążą.
– Okay, czyli… przeglądamy to do końca i próbujesz załatwić na możliwość wbicia na to miejsce zbrodni?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.