21.05.2026, 18:07 ✶
Czuła się zmęczona strachem. Zmęczona gniewem, który palił ją od środka za każdym razem, gdy dowiadywała się o czymś ostatnia. Wiedziała, że będzie potrzebowała czasu zanim zdoła pojąć cały ogrom tego, co Icarus jej wyznał.
— Dla mnie nigdy nie miało znaczenia kim była twoja matka. W jednym jednak przyznam ci rację. Nic więcej już dla nich nie zrobisz. Dopilnuję tego.
Jednocześnie patrząc na niego, Mona zaczynała dostrzegać coś smutnego. Był to wyjątkowo okrutny wzorzec, który zmuszał Prewetta do życia pod ciężarem cudzych oczekiwań, w tym ojcowskiej surowości, rodzinnego nazwiska oraz kapryśnej łaski tych, których uznanie pragnął zdobyć za wszelką cenę. Czy od zawsze wpajano mu, że nie posiadał wartości sam przez się, ponieważ musiał ją nieustannie wypraszać posłuszeństwem? Czy przez ostatnią dekadę nic się nie zmieniło?
„Póki nie sypnę’’. Przez jej twarz przemknął grymas. Problem polegał na tym, że Mona była przerażona, a takie hasła zdecydowanie jej nie pomagały.
— Nie, nigdy nie będzie w porządku, jeśli będzie groziło ci niebezpieczeństwo — powiedziała natychmiast. Kobieta opadła powoli obok niego na kolana. — Pamiętasz, kiedy koło północy trafiliście z Ellie do mojego mieszkania? Byłeś cały w czerwonej farbie. Sądziłam, że to krew. Myślałam, że ktoś cię skrzywdził — ponownie przypomniała sobie widok krwi na kuchennej podłodze i twarz człowieka konającego pod ciężarem znaku wypalonego przez ideologię Czarnego Pana. — Icarusie, jeśli ta klątwa w barze ma jakikolwiek związek z tym, o czym mi opowiedziałeś…
Jeśli groziło mu niebezpieczeństwo, należało je usunąć. Tak postępowano ze smokami. Zabezpieczało się teren. Oddzielało zagrożenie od stada. Tylko jak na bogów miała walczyć z czymś takim? Jak miała chronić go przed czymś, czego nawet nie potrafiła dostrzec? Co jeśli pozwalając mu się do siebie zbliżyć, nieświadomie wciągnęła go w sam środek cudzego polowania? Brenna powiedziała przecież, że sprawcą mógł być ktoś, kogo znała.
— Tak bardzo boję się, że coś ci się stanie. Co mam zrobić? — zapytała płaczliwie.
— Dla mnie nigdy nie miało znaczenia kim była twoja matka. W jednym jednak przyznam ci rację. Nic więcej już dla nich nie zrobisz. Dopilnuję tego.
Jednocześnie patrząc na niego, Mona zaczynała dostrzegać coś smutnego. Był to wyjątkowo okrutny wzorzec, który zmuszał Prewetta do życia pod ciężarem cudzych oczekiwań, w tym ojcowskiej surowości, rodzinnego nazwiska oraz kapryśnej łaski tych, których uznanie pragnął zdobyć za wszelką cenę. Czy od zawsze wpajano mu, że nie posiadał wartości sam przez się, ponieważ musiał ją nieustannie wypraszać posłuszeństwem? Czy przez ostatnią dekadę nic się nie zmieniło?
„Póki nie sypnę’’. Przez jej twarz przemknął grymas. Problem polegał na tym, że Mona była przerażona, a takie hasła zdecydowanie jej nie pomagały.
— Nie, nigdy nie będzie w porządku, jeśli będzie groziło ci niebezpieczeństwo — powiedziała natychmiast. Kobieta opadła powoli obok niego na kolana. — Pamiętasz, kiedy koło północy trafiliście z Ellie do mojego mieszkania? Byłeś cały w czerwonej farbie. Sądziłam, że to krew. Myślałam, że ktoś cię skrzywdził — ponownie przypomniała sobie widok krwi na kuchennej podłodze i twarz człowieka konającego pod ciężarem znaku wypalonego przez ideologię Czarnego Pana. — Icarusie, jeśli ta klątwa w barze ma jakikolwiek związek z tym, o czym mi opowiedziałeś…
Jeśli groziło mu niebezpieczeństwo, należało je usunąć. Tak postępowano ze smokami. Zabezpieczało się teren. Oddzielało zagrożenie od stada. Tylko jak na bogów miała walczyć z czymś takim? Jak miała chronić go przed czymś, czego nawet nie potrafiła dostrzec? Co jeśli pozwalając mu się do siebie zbliżyć, nieświadomie wciągnęła go w sam środek cudzego polowania? Brenna powiedziała przecież, że sprawcą mógł być ktoś, kogo znała.
— Tak bardzo boję się, że coś ci się stanie. Co mam zrobić? — zapytała płaczliwie.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception