15.03.2023, 23:26 ✶
Pojawienie się Daisy na Beltane nie było niczym zaskakującym. Jako dziennikarka, po prostu musiała wziąć udział w tym święcie. Choćby po to by zrobić parę zdjęć, obejrzeć zawody wspinaczki na pal i przy okazji nakupić trochę głupot.
Wyglądała… zwyczajnie. Co prawda, trochę ją nawet korciło, żeby na Beltane nałożyć jakąś sukienkę. Najlepiej zwiewną i w ogóle, ale gdy pomyślała, że miałaby biegać w sukience za jakąś chowającą się po krzakach parą, to dała sobie spokój z takimi ekscesami. Do tego potrzebowała wygodnych butów i takich ciuchów, których nie byłoby szkoda pobrudzić. Miała na sobie szerokie dżinsy, dżinsową kurtkę i białą luźną koszulkę. Poza tym wzięła torbę a z szyi zwisał jej aparat fotograficzny.
- Zanim stracę resztkę dobrego światła… - wymamrotała, sięgając po aparat.
Chwilę przy nim majstrowała, ustawiając właściwe parametry.
- No dobra… - wyszeptała, a potem jej wzrok przykuł Martin Crouch.
Przystanęła, patrząc na niego. Właściwie to dlaczego nie? On był doskonałym modelem. Spokojny. Mało mimiczny. O ciekawej twarzy. Ale zanim zdołała mu zrobić zdjęcie, ten założył na rękę pierścionek i jego włosy zaczęły się mienić kolorami tęczy.
Na twarz Daisy wykwitł szeroki uśmiech.
- Nie ściągaj go! – zawołała do Martina, a potem podniosła aparat by zrobić mu szybkie zdjęcie. – Ojej, będzie niesamowite. Znowu ci je prześlę – zagadała do niego.
Zerknęła ukradkiem na Lyssę Mulciber, jakby oceniając czy nadawała się do zdjęcia. Wreszcie, po tym jak już uznała, że tak, jej również zrobiła zdjęcie.
Wyglądała… zwyczajnie. Co prawda, trochę ją nawet korciło, żeby na Beltane nałożyć jakąś sukienkę. Najlepiej zwiewną i w ogóle, ale gdy pomyślała, że miałaby biegać w sukience za jakąś chowającą się po krzakach parą, to dała sobie spokój z takimi ekscesami. Do tego potrzebowała wygodnych butów i takich ciuchów, których nie byłoby szkoda pobrudzić. Miała na sobie szerokie dżinsy, dżinsową kurtkę i białą luźną koszulkę. Poza tym wzięła torbę a z szyi zwisał jej aparat fotograficzny.
- Zanim stracę resztkę dobrego światła… - wymamrotała, sięgając po aparat.
Chwilę przy nim majstrowała, ustawiając właściwe parametry.
- No dobra… - wyszeptała, a potem jej wzrok przykuł Martin Crouch.
Przystanęła, patrząc na niego. Właściwie to dlaczego nie? On był doskonałym modelem. Spokojny. Mało mimiczny. O ciekawej twarzy. Ale zanim zdołała mu zrobić zdjęcie, ten założył na rękę pierścionek i jego włosy zaczęły się mienić kolorami tęczy.
Na twarz Daisy wykwitł szeroki uśmiech.
- Nie ściągaj go! – zawołała do Martina, a potem podniosła aparat by zrobić mu szybkie zdjęcie. – Ojej, będzie niesamowite. Znowu ci je prześlę – zagadała do niego.
Zerknęła ukradkiem na Lyssę Mulciber, jakby oceniając czy nadawała się do zdjęcia. Wreszcie, po tym jak już uznała, że tak, jej również zrobiła zdjęcie.