23.05.2026, 02:05 ✶
Jej spojrzenie mimowolnie przesunęło się po czerwonej plamie pozostawionej na jasnym pluszu. Dopiero wtedy zauważyła rozciętą dłoń. Krew kontrastowała z marmurami niemal agresywnie; odruchowo zmarszczyła lekko brwi, bardziej zirytowana samym faktem bałaganu niż widokiem rany. Najlepiej byłoby, gdyby po prostu wrócił tam, skąd przyszedł.
- Jest pan ranny - zauważyła spokojnie, co mogło wyglądać jak wyraz troski, a w rzeczywistości było to bardziej stwierdzenie problemu organizacyjnego. - Proszę uważać na szkło. Nie chciałabym, żeby lobby zaczęło przypominać szpital.
Julian musiał teraz przewracać się w grobie, że galeria rodzinna została zbrukana krwią szlamy. Czuła obrzydzenie na ten widok, ale jej twarz zastygła w uprzejmym uśmiechu.
Kiedy podniósł na nią wzrok i wypowiedział ten kompletnie niespodziewany komplement, przez ułamek sekundy naprawdę nie wiedziała, co odpowiedzieć.
- Dziękuję - uśmiechnęła się delikatnie, choć tak naprawdę odbierała to bardziej jako obelgę. Jeśli ktoś ubiera się w taki sposób, jak ten mężczyzna… cóż, nie podejrzewała go o dobry gust.
Uniosła wzrok i gestem przywołała kilku dodatkowych kelnerów, którzy zaczęli sprzątać i porządkować przestrzeń, by już nikomu nie zakłócała odbioru.
- Przyślij mi kogoś do uleczenia rany - mruknęła do pracownika. Odwróciła się powoli i ruszyła przez lobby. Materiał jasnej szaty przesuwał się miękko po marmurze, srebrne hafty migotały subtelnie przy każdym kroku. Minęła fortepian, białe kolumny i parę czarodziejów, którzy natychmiast ucichli, gdy przechodziła obok. Nie obejrzała się od razu. Zakładała, że pójdzie za nią. Szła z wyprostowaną sylwetką i tą charakterystyczną elegancją kobiet czystej krwi, które od dziecka uczono poruszać się tak, jakby cały świat był sceną obserwowaną przez tysiące oczu.
Poprowadziła go dalej, w stronę mniej reprezentacyjnej części galerii. Marmury ustąpiły miejsca ciemniejszemu drewnu i węższym korytarzom, gdzie echo kroków było już mniej dostojne, bardziej przyziemne. Powietrze pachniało farbą olejną, terpentyną i kurzem płócien. Na zapleczu nie było nic imponującego - kilka rzędów prostych szaf z zapasowymi szatami dla pracowników i gości, wysokie sztalugi ustawione pod ścianami, zwinięte płótna oraz drewniane skrzynie z materiałami do transportu dzieł. Wszystko uporządkowane z obsesyjną dokładnością. Astoria zatrzymała się przy jednej z szaf i otworzyła ją lekkim ruchem dłoni. W środku wisiały ciemne, eleganckie szaty, które dużo bardziej pasowały do klimatu tego miejsca. Odwróciła się ku niemu powoli. Na jej twarzy nadal gościła ta sama uprzejma, niemal przyjemna maska, choć w myślach wciąż nie mogła pojąć, po co w ogóle przylazł w tak wykwintne miejsce, do którego pasował jak kwiatek do kożucha.
- Czy ta będzie dla pana odpowiednia? - zaprezentowała mu elegancką szatę czarodziejów, niezbyt bogatą, ale schludną. Nie dałaby mu niczego wartościowego, nie zasługiwał, by tak całkowicie wmieszać się w tłum dostojnych gości. Ale przynajmniej nie będzie odstraszać tymi mugolskimi łachami.
Do pomieszczenia weszła Alice, która po krótkiej instrukcji, zabrała się do roboty i zasklepiła ranę zaklęciem. Wyszła po paru minutach, a Avery przybrała maskę zatroskanej właścicielki.
- Czy już lepiej?
- Jest pan ranny - zauważyła spokojnie, co mogło wyglądać jak wyraz troski, a w rzeczywistości było to bardziej stwierdzenie problemu organizacyjnego. - Proszę uważać na szkło. Nie chciałabym, żeby lobby zaczęło przypominać szpital.
Julian musiał teraz przewracać się w grobie, że galeria rodzinna została zbrukana krwią szlamy. Czuła obrzydzenie na ten widok, ale jej twarz zastygła w uprzejmym uśmiechu.
Kiedy podniósł na nią wzrok i wypowiedział ten kompletnie niespodziewany komplement, przez ułamek sekundy naprawdę nie wiedziała, co odpowiedzieć.
- Dziękuję - uśmiechnęła się delikatnie, choć tak naprawdę odbierała to bardziej jako obelgę. Jeśli ktoś ubiera się w taki sposób, jak ten mężczyzna… cóż, nie podejrzewała go o dobry gust.
Uniosła wzrok i gestem przywołała kilku dodatkowych kelnerów, którzy zaczęli sprzątać i porządkować przestrzeń, by już nikomu nie zakłócała odbioru.
- Przyślij mi kogoś do uleczenia rany - mruknęła do pracownika. Odwróciła się powoli i ruszyła przez lobby. Materiał jasnej szaty przesuwał się miękko po marmurze, srebrne hafty migotały subtelnie przy każdym kroku. Minęła fortepian, białe kolumny i parę czarodziejów, którzy natychmiast ucichli, gdy przechodziła obok. Nie obejrzała się od razu. Zakładała, że pójdzie za nią. Szła z wyprostowaną sylwetką i tą charakterystyczną elegancją kobiet czystej krwi, które od dziecka uczono poruszać się tak, jakby cały świat był sceną obserwowaną przez tysiące oczu.
Poprowadziła go dalej, w stronę mniej reprezentacyjnej części galerii. Marmury ustąpiły miejsca ciemniejszemu drewnu i węższym korytarzom, gdzie echo kroków było już mniej dostojne, bardziej przyziemne. Powietrze pachniało farbą olejną, terpentyną i kurzem płócien. Na zapleczu nie było nic imponującego - kilka rzędów prostych szaf z zapasowymi szatami dla pracowników i gości, wysokie sztalugi ustawione pod ścianami, zwinięte płótna oraz drewniane skrzynie z materiałami do transportu dzieł. Wszystko uporządkowane z obsesyjną dokładnością. Astoria zatrzymała się przy jednej z szaf i otworzyła ją lekkim ruchem dłoni. W środku wisiały ciemne, eleganckie szaty, które dużo bardziej pasowały do klimatu tego miejsca. Odwróciła się ku niemu powoli. Na jej twarzy nadal gościła ta sama uprzejma, niemal przyjemna maska, choć w myślach wciąż nie mogła pojąć, po co w ogóle przylazł w tak wykwintne miejsce, do którego pasował jak kwiatek do kożucha.
- Czy ta będzie dla pana odpowiednia? - zaprezentowała mu elegancką szatę czarodziejów, niezbyt bogatą, ale schludną. Nie dałaby mu niczego wartościowego, nie zasługiwał, by tak całkowicie wmieszać się w tłum dostojnych gości. Ale przynajmniej nie będzie odstraszać tymi mugolskimi łachami.
Do pomieszczenia weszła Alice, która po krótkiej instrukcji, zabrała się do roboty i zasklepiła ranę zaklęciem. Wyszła po paru minutach, a Avery przybrała maskę zatroskanej właścicielki.
- Czy już lepiej?
learn the rules
then break some
then break some