Victoria nie pytała o szczegóły tego, co Lukas tamtej nocy musiał zrobić z prostego powodu: sama była wtedy na ulicach Londynu i widziała dokładnie do czego ludzie są zdolni w imię swoich przekonań. Wiedziała, że tak jak na celowniku byli mugolacy, tak również czarodzieje czystokrwiści byli atakowani, jak chociażby jej własny kuzyn, który tamtego feralnego dnia nie był w mundurze, bo gdy to wszystko się zaczęło, to korzystał z czasu wolnego. Jej nikt nie zaatakował ze względu na jej nazwisko, prawdopodobnie charakterystyczne czarne szaty i symbole Ministerstwa wzbudzały chociaż to minimum zastanowienia, czy aby na pewno warto na kogoś takiego rzucać się z pięściami. Ale to nie znaczy, że tamtej nocy z nikim nie walczyła. Widziała na własne oczy mężczyznę, który przeprowadzał jakiś czarnomagiczny rytuał i na szczęście udało się go przerwać i aresztować. Widziała i inne rzeczy; pomagała wtedy komu mogła, ryzykując własnym życiem gdy wbiegała do płonących budynków, by wyciągać stamtąd ludzi.
Teraz zaś, gdy Lukas mówił o tej kobiecie, po prostu zapisywała sobie informacje – nie analizowała tego przesadnie, ale na pierwszy rzut oka wysuwało się właśnie to: dobrze ubrana, nosząca biżuterię, więc prawdopodobnie była majętna, albo z dobrego domu. Być może był to atak na tle rabunkowym. A może kobieta była czarownicą czystej krwi i mugolacy postanowili ją ukarać dla przykładu.
– Ten rosły brodacz Billy… Znasz go jakoś lepiej? – imię to było już coś, dlatego przyszło jej do głowy, że już musieli się kiedyś przeciąć. A może po prostu Nott miał zadziwiająco dobrą pamięć do szczegółów – z czego być może warto było skorzystać. – Cokolwiek więcej jesteś w stanie powiedzieć? – bo jeśli nie, to być może będzie musiała poszukać sama, żeby chociaż złapać motyw tego wszystkiego, co tutaj się działo. Może było to powiązane. A może nie było wcale.
Uniosła na niego spojrzenie, gdy wyczuła, że temat, który poruszyła, dotknął jakiejś czułej struny. Oczywiście, że miała na ten temat opinię. Oczywiście, że była kompletną odwrotnością od postawy, jaką prezentował Lukas. On skupiał się na swoich treningach, a ona od dziewięciu dni sprzątała ten burdel; spotykała się z ludźmi, którzy zostali z niczym, codziennie patrzyła w zmęczone, pozbawione nadziei twarze, cholera, była nawet na pogrzebie nie bliskiej osobie osoby, a osoby bliskiej innym, którzy byli dla niej ważni. Ba, nawet jej najbliższą rodzinę dosięgnęło nieszczęście i gdyby nie to, że Lestrange dysponowali ogromnym bogactwem, to te dni wyglądałyby kompletnie inaczej dla jej rodziców i sióstr. Może i normalność była dla ludzi ważna, ale było trochę za szybko. Ludzie wciąż próbowali się odnaleźć w obecnej sytuacji, wydawali ostatnie pieniądze na najpotrzebniejsze do życia rzeczy, na remont domów, który mógł nastąpić na przykład dopiero za miesiąc – tak wielkie to były kolejki. Ludzi nie było stać na jedzenie czy ubrania, a co dopiero na bilet na mecz… Mogła powiedzieć, co myśli, Lukasowi, ale to była sytuacja profesjonalna, zawodowa, a nie prywatna, a Nott nie był jej przyjacielem, nie był nawet jej… znajomym. Ale ciągle, gdy na niego patrzyła, jej mózg miał wrażenie, że skądś się znajdą, tylko nie potrafiła dopasować twarzy, imienia i nazwiska do odpowiedniej sytuacji. Ale też dlatego milczała. Dlatego tylko mierzyła Lukasa spojrzeniem swoich ciemnych oczu, może nawet oceniająco, w końcu jakoś zapracowała sobie na miano zdystansowanej i chłodnej w obyciu sztywniary z kijem w dupsku, i nie miało to nic wspólnego z lodowatym zimnem, które dosłownie od niej biło i które Lukas mógł wyczuć, gdy stał obok, choć oczywiście jedno z drugim dopełniało się aż za dobrze.
– No cóż… Miejmy w takim razie nadzieję, że masz rację i trybuny będą pełne – prawdę mówiąc, to życzyła sobie tego. Tak by to wyglądało pewnie w idealnym świecie. W świecie, w którym ten paskudny atak nigdy nie nastąpił. Tak, odpowiedziała w sposób bardzo… dyplomatyczny, ale uważała, że nie wypada jej w tak oficjalnej sytuacji wyrażać swoje zdanie na całą tę sprawę. Tak, była przemęczona. Była być może przez to nastawiona mocno pesymistycznie do rzeczy. Może wpływ miało na to to, że nie wyszła z tego bez szwanku, a ciągły, uporczywy kaszel męczył ją do teraz i nie przechodził, przez co mówiła raczej mało, a gdy już zdarzało jej się dłużej, to łapała zadyszkę, albo miała serię paskudnego kaszlu, który brzmiał, jakby coś jej się w gardle i płucach rwało… tak jak zresztą chwilę temu. Herbatki, syropki i inhalacje pomagały tylko doraźnie i na chwilę.
Znowu zanotowała sobie coś w swoim notatniku. Z jej twarzy niewiele można było wyczytać, jakiekolwiek miała myśl i opinie, czy emocje, Victoria najwyraźniej potrafiła nad sobą bardzo dobrze panować i w istocie tak właśnie było: gdy uczyła się oklumencji, przechodziła przez trening panowania nad emocjami, by te nie wpływały na jej głowę, by nie otwierały w niej metaforycznych drzwi, przez które mógł dostać się jakiś niechciany gość, i tak mocno weszło jej to w krew, że teraz już, po latach, gdy nie musiała się specjalnie skupiać na tym, by utrzymywać woal oklumencji, i emocje miała na wodzy. A myślała sobie teraz właśnie o tych krokach i o wrażeniu bycia obserwowanym, bo wciąż nie złapano mężczyzny, który atakuje ludzi we snach, co każdorazowo było poprzedzone właśnie przez podobne wrażenia na jawie… ale tutaj nie zgadzał się Victorii czas, więc wykreśliła tę hipotezę po kolejnych słowach Lukasa i tylko lekko kiwnęła głową na znak, ze słucha go uważnie.
– Nie ma w tym nic głupiego – odparła na jego komentarz, nie patrząc na niego jednak. – Bardzo bym chciała, by to były tylko nietrafne przeczucia i zapomniany bidon. Czy jakiekolwiek z opisanych wrażeń i przeczuć miały miejsce dzisiaj? Gdziekolwiek? – dopytała jeszcze, ale bardziej dla formalności i swojego spokoju ducha, a nie dlatego, że uważała, że faktycznie był na celowniku wariata ze snów. Szukający nie doczekał się też komentarza, by cokolwiek robił, było przesadą i paranoją. – Czy po Spalonej Nocy z twoim mieszkaniem jest coś nie tak? Sadza? Nie wiem, dziwne znikające runy, albo inne rzeczy? – mieli doniesienia o różnych przedziwnych rzeczach, jakie działy się w tych domach czy mieszkaniach, które uniknęły spalenia lub zawalenia się, dlatego wolała wiedzieć od razu, jeśli działo się tam coś takiego… Bo nie wykluczała, że to, że Lukas tak uporczywie sprawdzał swoje lokum, mogło mieć swój efekt właśnie przez cokolwiek, co zrobił Voldemort. Co nie zmieniało faktu, że prawdopodobnie powinna to obejrzeć.
– Nie ma potrzeby, Jeśli trzeba będzie rozebrać pół szatni, to po prostu powiem mu, że należy to zrobić ze względów bezpieczeństwa – uśmiechnęła się krótko, lekko wykrzywiając pełne usta, po czym wyciągnęła różdżkę z kieszeni spodni. – Spokojnie, nie mam w zwyczaju ukrywać przed ludźmi tego, co się dzieje – to nie było w jej stylu. Nie bez powodu, gdy jeszcze miała partnera w pracy, to gdy trzeba było odgrywać dobrego i złego glinę, tym złym była właśnie ona. – No dobrze, zobaczmy co my tutaj mamy.
Przysunęła się do wystawionych ka ławce przedmiotów i z wprawą i skupieniem machnęła różdżką, chcąc rozproszyć jakąkolwiek magię, jaką były obłożone. O ile jakąś były, rzecz jasna. I o ile była do tego zdolna – bo jeśli nie była w stanie jej rozproszyć, to powinna chociaż wyczuć, czy czymś są obłożone i jeśli tak, to czym.
// Rozproszenie ◉◉◉◉○
Akcja nieudana
Na nieszczęście w momencie, w którym rzucała zaklęcie, dostała nagłego, mocnego ataku kaszlu i magia zamiast rozproszyć, to rozproszyła się. Victoria potrzebowała chwili, by dojść do siebie i teraz oddychała ciężko przez usta. Spróbowała jeszcze raz.
// Rozproszenie ◉◉◉◉○
Sukces!