24.05.2026, 09:28 ✶
Niunia. Tak by powiedziała do niego starsza siostra. Henry myślał sobie czasem, co by było, gdyby miał rodzeństwo. Może by nie został sam w tak trudnej chwili. Mógłby z kimś współpracować, wynająć razem mieszkanie. Przeżyć żałobę nie samotnie, lecz z czyjąś ręką na ramieniu. Ktoś by go przytulił. Powiedziałby, że wszystko się ułoży. Że życie się jeszcze przecież nie skończyło. Wiele osób miało oparcie w takich momentach. Henio czuł się natomiast, jakby balansował na cienkiej linie. Był tak blisko opadnięcia w mroczną toń, w której nie czekałby nikt, by go złapać.
Rozmyślania przerwał mu on. Posiłek tak tłusty, tak pożywny, tak pachnący, że chłopak nie potrafił się powstrzymać. Zaczął jeść, ledwo chwycił za plastikowy widelec.
– Dziękuję – wydusił bez poszanowania zasad, które mu wpoili dziadkowie. Przecież mówienie z pełną buzią było niegrzeczne. A jednak ich tu nie było. A on… czuł straszliwy głód. Być może jadł więc zbyt szybko, zbyt łapczywie. A jednak dorsz rozpływał się mu w ustach, a frytki wydawały się tak doskonale słone…
Niemal więc zakrztusił się, gdy nieznajoma rozpoznała oceny na jego liście. Czyli była czarownicą… Co więc robiła, pracując tu, w mugolskiej budce z żarciem?
– Chciałem się dostać na staż w Proroku. Z takimi ocenami na bank mnie nie przyjmą – rzekł, zawieszając na chwilę frytkę nad papierem. – Zostałem sam. Zupełnie sam, bez nikogo. Mam tylko ten papier poświadczający, że jestem życiową porażką. Ostatnie pieniądze oddałem na tego dorsza, bo i na co innego? Tę noc pewnie spędzę na ławce, następną też. Aż mnie wygonią. – zacisnął powieki, by powstrzymać kolejne łzy. Co za głupi moment szczerości… Przecież ta dziewczyna na pewno nie chciała tego słuchać. – Moja rodzina… zabrała mi dom dziadków. Zabrali mi pieniądze po nich. Zostawili mnie bez grosza. Wszystko działo się przed Wizengamotem. Oni wynajęli prawnika, podobno z kancelarii Crouchów. I mnie oskubali, kompletnie. Nie umiałem nic im powiedzieć. Jeden sędzia powiedział mi, że mogę złożyć apelację. Nie wiem jednak, co i jak, i kiedy, i czy w ogóle warto to robić, skoro mogę znowu przegrać i popaść w długi.
Schował twarz w dłoniach pachnących frytkami. Za dużo gadał, nie powinien był w ogóle nic mówić tej zapracowanej kobiecie, bo nie stała tu, by rozwiązywać jego problemy życiowe. Budziła jednak jego zaufanie. Nie miał pojęcia, dlaczego. Może to słowo, to "niunia", sprawiło, że przez chwilę miał wrażenie, że rozmawiał ze starszą siostrą, a nie obcą osobą.
Rozmyślania przerwał mu on. Posiłek tak tłusty, tak pożywny, tak pachnący, że chłopak nie potrafił się powstrzymać. Zaczął jeść, ledwo chwycił za plastikowy widelec.
– Dziękuję – wydusił bez poszanowania zasad, które mu wpoili dziadkowie. Przecież mówienie z pełną buzią było niegrzeczne. A jednak ich tu nie było. A on… czuł straszliwy głód. Być może jadł więc zbyt szybko, zbyt łapczywie. A jednak dorsz rozpływał się mu w ustach, a frytki wydawały się tak doskonale słone…
Niemal więc zakrztusił się, gdy nieznajoma rozpoznała oceny na jego liście. Czyli była czarownicą… Co więc robiła, pracując tu, w mugolskiej budce z żarciem?
– Chciałem się dostać na staż w Proroku. Z takimi ocenami na bank mnie nie przyjmą – rzekł, zawieszając na chwilę frytkę nad papierem. – Zostałem sam. Zupełnie sam, bez nikogo. Mam tylko ten papier poświadczający, że jestem życiową porażką. Ostatnie pieniądze oddałem na tego dorsza, bo i na co innego? Tę noc pewnie spędzę na ławce, następną też. Aż mnie wygonią. – zacisnął powieki, by powstrzymać kolejne łzy. Co za głupi moment szczerości… Przecież ta dziewczyna na pewno nie chciała tego słuchać. – Moja rodzina… zabrała mi dom dziadków. Zabrali mi pieniądze po nich. Zostawili mnie bez grosza. Wszystko działo się przed Wizengamotem. Oni wynajęli prawnika, podobno z kancelarii Crouchów. I mnie oskubali, kompletnie. Nie umiałem nic im powiedzieć. Jeden sędzia powiedział mi, że mogę złożyć apelację. Nie wiem jednak, co i jak, i kiedy, i czy w ogóle warto to robić, skoro mogę znowu przegrać i popaść w długi.
Schował twarz w dłoniach pachnących frytkami. Za dużo gadał, nie powinien był w ogóle nic mówić tej zapracowanej kobiecie, bo nie stała tu, by rozwiązywać jego problemy życiowe. Budziła jednak jego zaufanie. Nie miał pojęcia, dlaczego. Może to słowo, to "niunia", sprawiło, że przez chwilę miał wrażenie, że rozmawiał ze starszą siostrą, a nie obcą osobą.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.