24.05.2026, 10:42 ✶
Poszli wzdłuż niskiego murku, ścieżką otaczającą sad. Henry żałował, że nie mógł po prostu zabrać sobie jednej z pomarańczy. Wiedział jednak, że te same potem dostanie na śniadanie w hotelu. Nie ma to jak luksus…
– Zacznijmy może od spaceru. Rozeznamy się po okolicy i wtedy będziemy wiedzieli, co warto narysować lub czemu można zrobić zdjęcie – zasugerował.
Henry przypomniał sobie, że właściwie mało opowiadał Hestii o Dunwich. Artykuł wciąż pozostawał w przygotowaniu przez to, że dopiero niedawno dostał odpowiedź od aurorów. Jako, że sprawa okazała się poważniejsza niż się wcześniej zdawało, pozwolono mu trochę dłużej popracować nad reportażem. Całe szczęście, po przeprowadzonym samodzielnie śledztwie, nikt nie pokusił się, by zabrać mu ten temat i opatrzyć własnym nazwiskiem.
– Teraz tak, udało się go naprawić. Ale zalał się, bo wpadłem razem z nim do morza. No i miałem go podczas wielkiej ulewy. I wisiał na mojej szyi, gdy walczyłem z morską wiedźmą. Nie sam, oczywiście, ale razem z… innymi osobami. Miałem wsparcie. Gdyby nie one, to bym na pewno nie przeżył – powiedział to tonem, jakby opowiadał historyjkę z pracy. A może zabrzmiał na sztucznie wyluzowanego? – Wysłałem list do biura aurorów na ten temat. Prorok beztrosko wysłał mnie do Dunwich, a ja byłem strasznie zadowolony, że wreszcie mam własne dziennikarskie śledztwo. Przyjechałem więc tam i sprawa okazała się o wiele grubsza niż myślałem. Nawiedzone domy, latarnie widmo… No i morska wiedźma, która na pewno nie była człowiekiem. Kiedy ją pokonaliśmy, morze wyrzuciło nas po prostu na brzeg. Wszyscy przeżyli, nikt z nas nie ucierpiał, najedliśmy się strachu, ale… uratowaliśmy to miasteczko. Zdjęliśmy klątwę. Myślę, że zrobiliśmy dla świata coś dobrego. Też tak masz jako brygadzistka? Że są te momenty, dla których warto przetrwać każdy trud? Byle zobaczyć, że miało się jakiś pozytywny wpływ na świat.
Otoczenie zupełnie nie pasowało do wspomnień o Dunwich. Tamto mroczne, nawiedzone miasteczko było całkowitym przeciwieństwem włoskiej idylli, po której przyszło się im przechadzać. Spojrzał na Hestię. Słońce ładnie padało na jej policzki, rozświetlało brązowe oczy. Gdyby tylko jego aparat potrafił uchwycić kolory, mógłby zrobić jej zdjęcie. Oczywiście za pełną zgodą. Niektórzy nie lubili być fotografowani, oko aparatu ich onieśmielało. Henry sam zdecydowanie wolał stać za aparatem niż przed nim. Ale jednocześnie żałowałby, gdyby nie mógł zrobić czasem zdjęcia przyjaciółce, zachować nawet kilku chwil na kliszy.
– Zacznijmy może od spaceru. Rozeznamy się po okolicy i wtedy będziemy wiedzieli, co warto narysować lub czemu można zrobić zdjęcie – zasugerował.
Henry przypomniał sobie, że właściwie mało opowiadał Hestii o Dunwich. Artykuł wciąż pozostawał w przygotowaniu przez to, że dopiero niedawno dostał odpowiedź od aurorów. Jako, że sprawa okazała się poważniejsza niż się wcześniej zdawało, pozwolono mu trochę dłużej popracować nad reportażem. Całe szczęście, po przeprowadzonym samodzielnie śledztwie, nikt nie pokusił się, by zabrać mu ten temat i opatrzyć własnym nazwiskiem.
– Teraz tak, udało się go naprawić. Ale zalał się, bo wpadłem razem z nim do morza. No i miałem go podczas wielkiej ulewy. I wisiał na mojej szyi, gdy walczyłem z morską wiedźmą. Nie sam, oczywiście, ale razem z… innymi osobami. Miałem wsparcie. Gdyby nie one, to bym na pewno nie przeżył – powiedział to tonem, jakby opowiadał historyjkę z pracy. A może zabrzmiał na sztucznie wyluzowanego? – Wysłałem list do biura aurorów na ten temat. Prorok beztrosko wysłał mnie do Dunwich, a ja byłem strasznie zadowolony, że wreszcie mam własne dziennikarskie śledztwo. Przyjechałem więc tam i sprawa okazała się o wiele grubsza niż myślałem. Nawiedzone domy, latarnie widmo… No i morska wiedźma, która na pewno nie była człowiekiem. Kiedy ją pokonaliśmy, morze wyrzuciło nas po prostu na brzeg. Wszyscy przeżyli, nikt z nas nie ucierpiał, najedliśmy się strachu, ale… uratowaliśmy to miasteczko. Zdjęliśmy klątwę. Myślę, że zrobiliśmy dla świata coś dobrego. Też tak masz jako brygadzistka? Że są te momenty, dla których warto przetrwać każdy trud? Byle zobaczyć, że miało się jakiś pozytywny wpływ na świat.
Otoczenie zupełnie nie pasowało do wspomnień o Dunwich. Tamto mroczne, nawiedzone miasteczko było całkowitym przeciwieństwem włoskiej idylli, po której przyszło się im przechadzać. Spojrzał na Hestię. Słońce ładnie padało na jej policzki, rozświetlało brązowe oczy. Gdyby tylko jego aparat potrafił uchwycić kolory, mógłby zrobić jej zdjęcie. Oczywiście za pełną zgodą. Niektórzy nie lubili być fotografowani, oko aparatu ich onieśmielało. Henry sam zdecydowanie wolał stać za aparatem niż przed nim. Ale jednocześnie żałowałby, gdyby nie mógł zrobić czasem zdjęcia przyjaciółce, zachować nawet kilku chwil na kliszy.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.