24.05.2026, 16:06 ✶
Podejrzewał, że kłamała. Która kobieta nie dałaby się przekupić krzakiem poziomek? Uśmiechnął się więc lekko, kącikiem ust, nie komentując w żaden sposób ani tego nieeleganckiego przewrócenia oczami, ani słów tak brutalnych, że nie pasowały w ogóle do tak drobnej i kruchej istoty jak Astoria. A może przeciwnie - pasowały, ponieważ nie pasowały z pozoru w ogóle?
- Zapamiętam - odpowiedział tylko, idąc za nią. O czym myślał i co rozważał, to już miało pozostać w jego głowie. Teraz skupiał się na tym, co mieli zrobić: bo nie zamierzał kobiety zostawić z tym samej.
Dlaczego Avery odwróciła się, będąc tak zdziwioną? Czyż nie po to tu przyszli? Odpowiedział na jej pytające spojrzenie swoim, spokojnym, a jednocześnie na tyle pewnym słów, które wypowiadał, że nie było tu zbyt dużo miejsca na interpretacje. Dlaczego? Sam nie wiedział, ale pewnie znalazłoby się kilka powodów. Ubrudzić się nie bał: nie po to istniały zaklęcia czyszczące, żeby miał się przestraszyć drobiny kurzu. Poza tym sam doskonale radził sobie ze sprzątaniem, zarówno przy pomocy magii, jak i własnych rąk. Staruszka w całości zajęła się Astorią, on więc naturalnie przyjął rolę, którą mu narzucono - był z tyłu, w cieniu, a gdy zaprowadziła ich do pokoju, rozejrzał się uważnie.
- Nie wątpię, że byś sobie poradziła - powiedział spokojnie, odkładając jej pakunki w kąt, który był w miarę czysty. - We dwójkę pójdzie jednak szybciej, nie sądzisz?
Zapytał, zerkając na nią z uwagą. Tak bardzo wzbraniała się z pomocą, że zaczynało to się robić upierdliwe. Nie nudne, a upierdliwe.
- Dobrze wychowane czarownice po prostu by podziękowały - mruknął nieco zaczepnie, wyciągając różdżkę. - Nie wiem. Sprawdźmy, chociaż w czyszczeniu pewnie sprawdzę się lepiej, niż w naprawie.
O naprawie wiedział tyle, że coś co było pęknięte, powinno być całe. Zdecydowanie Astoria powinna tutaj wiedzieć więcej, bo jak naprawiała obrazy czy uszkodzone ramy, to przecież powinna poradzić sobie z tapetą na ścianie czy z pękniętą deską, prawda? Te same materiały, tylko różniła się wielkość. Chyba. Machnął różdżką, chcąc po prostu zabrać się za czyszczeine brudu tak, jak na czarodzieja przystało.
Rzucam na kształowanie bo Vika na chłoczyścia rzucała kiedyś właśnie na tę statę
- Zapamiętam - odpowiedział tylko, idąc za nią. O czym myślał i co rozważał, to już miało pozostać w jego głowie. Teraz skupiał się na tym, co mieli zrobić: bo nie zamierzał kobiety zostawić z tym samej.
Dlaczego Avery odwróciła się, będąc tak zdziwioną? Czyż nie po to tu przyszli? Odpowiedział na jej pytające spojrzenie swoim, spokojnym, a jednocześnie na tyle pewnym słów, które wypowiadał, że nie było tu zbyt dużo miejsca na interpretacje. Dlaczego? Sam nie wiedział, ale pewnie znalazłoby się kilka powodów. Ubrudzić się nie bał: nie po to istniały zaklęcia czyszczące, żeby miał się przestraszyć drobiny kurzu. Poza tym sam doskonale radził sobie ze sprzątaniem, zarówno przy pomocy magii, jak i własnych rąk. Staruszka w całości zajęła się Astorią, on więc naturalnie przyjął rolę, którą mu narzucono - był z tyłu, w cieniu, a gdy zaprowadziła ich do pokoju, rozejrzał się uważnie.
- Nie wątpię, że byś sobie poradziła - powiedział spokojnie, odkładając jej pakunki w kąt, który był w miarę czysty. - We dwójkę pójdzie jednak szybciej, nie sądzisz?
Zapytał, zerkając na nią z uwagą. Tak bardzo wzbraniała się z pomocą, że zaczynało to się robić upierdliwe. Nie nudne, a upierdliwe.
- Dobrze wychowane czarownice po prostu by podziękowały - mruknął nieco zaczepnie, wyciągając różdżkę. - Nie wiem. Sprawdźmy, chociaż w czyszczeniu pewnie sprawdzę się lepiej, niż w naprawie.
O naprawie wiedział tyle, że coś co było pęknięte, powinno być całe. Zdecydowanie Astoria powinna tutaj wiedzieć więcej, bo jak naprawiała obrazy czy uszkodzone ramy, to przecież powinna poradzić sobie z tapetą na ścianie czy z pękniętą deską, prawda? Te same materiały, tylko różniła się wielkość. Chyba. Machnął różdżką, chcąc po prostu zabrać się za czyszczeine brudu tak, jak na czarodzieja przystało.
Rzucam na kształowanie bo Vika na chłoczyścia rzucała kiedyś właśnie na tę statę
Rzut N 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!