– Myślę, że póki nie zbliżymy się do zasłony, to nie… Podejrzewam, że schowają się teraz, żeby odpocząć po tym Flipendo i uderzeniach w okno – nie miała stuprocentowej pewności, ale na ile znała i rozumiała zachowania zwierząt, czy magicznych bestii, zwykle taki był ich instynkt.
Też sto razy bardziej wolałaby iść z Christopherem na plażę (nawet jeśli morze będzie teraz lodowate), niż zawracać do Munga i tam się awanturować o pilną pomoc przez ugryzienia bahanek. Ogólnie… wolała spędzić miłe popołudnie z Chrisem niż to niemiłe. Były też jednak rzeczy ważne, jak choćby obejrzenie tego domu i podjęcie właściwej decyzji, biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku domowo mieszkaniowym, i ogólnie na nastroje w Anglii…
– Z mojego doświadczenia… – zaczęła i zastanowiła się lekko, bo mówiła tutaj o doświadczeniu kilkuletnim, odkąd zaczęła swoje życie zawodowe, najpierw w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym, później w BUM-ie, teraz jako auror – widziała tak dużo naprawdę dziwnych zgłoszeń, odwiedziła wiele domów, w tym takie, w których coś się zalęgło, w większości nie było tak źle. To strach miał największe oczy. – Większość klasycznych domowych szkodników wprowadza się do niezamieszkałych domów, bo mają tam względny spokój. Wiesz, żadnych mieszkańców, którzy tylko przeszkadzają, żadnych wydzierających się dzieci, żadnych polujących na nie zwierząt i tak dalej. Wiadomo, czasami zalęgną się w domach jak najbardziej zamieszkanych, ale to rzadkość. Zmierzam w każdym razie do tego, że większość takich lokatorów na gapę dość łatwo się pozbyć, nawet jeśli ich obecność jest zwyczajnie uciążliwa i upierdliwa – mówiła dalej, gdy szli do kuchni i w końcu do niej weszli. Było to co prawda dopiero drugie (poza wejściem i korytarzem, rzecz jasna) pomieszczenie, które tutaj oglądała, ale jej ogólne wrażenie było takie, że ten dom wyglądał całkiem nieźle. Owszem, był odrobinę (ekhem) zaniedbany, ale nie było to nic, z czym nie poradziłaby sobie magia. W każdym razie podstawy były solidne. – Wiesz, tak długo jak to nie jest klątwa… Bo te bywają skomplikowane… Albo poltergeist… to nie jest tak źle – zakończyła swój wywód i patrzyła jak zaczęły otwierać się szafki, poruszone magią Chrisa. – Czy mówiłam ci, dlaczego tak nagle wyprowadziłam się z Londynu? – zapytała, zaglądając teraz do szafek, które stały otworem.
I wyprostowała się nagle, gdy coś zagrzechotało, i zaczęła się rozglądać, próbując ustalić, czy po prostu jedna z szuflad była zamknięta na jakiś zamek i dlatego nie tak od razu zareagowała na zaklęcie Christophera, czy może chodziło o coś zupełnie innego… Różdżki nie schowała i teraz marszczyła brwi.
– Co to było? – rzuciła.
// Persepszyn ◉◉◉○○ – szukam źródła grzechotania, a co mi tam
Krytyczna porażka