Zupełnie inaczej odbierało się swoje zachowanie, kiedy patrzyło się na to z boku. Można dostrzec szczegóły, niuanse, które niekoniecznie się zauważało kiedy dochodziło do wymiany zdań. Szczególnie, że ta rozmowa była dosyć burzliwa, a panna Avery widziała tylko swoją rację. Była tak zaślepiona chęcią obwinienia kogoś, że zupełnie nie przejęła się tym, że ta sama osoba pomogła jej się wydostać z tego całego zamieszania.
Tak naprawdę dopiero kiedy dzisiaj zobaczyła te wspomnienie pojawiła się refleksja. Wcześniej jakoś nie miała ochoty do tego wracać. Zastanawiała się też, dlaczego właściwie nie wrócili do tego tematu, nie wyjaśnili sobie wszystkiego. Właściwie to Stanley ją przeprosił, wziął winę na siebie, starał się naprawić tą całą sytuację, mimo, że Stella była śmiertelnie obrażona. Nie zraziło go to wcale. Zastanawiała się, czym było to spowodowane i dlaczego zależało mu na tym, aby nadal mieli kontakt.
- Tak, to była niczyja wina. Nie wiem dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, żebyś poczuł się winny. - Próbowała jakoś zrozumieć swoje wcześniejsze zamiary, jednak nie potrafiła.
- Nie mów tak nawet, przecież nie Ty byłeś odpowiedzialny za to, że na ulicach pojawili się protestujący ludzie, nie miałeś na to wpływu. - Starała się wyjaśnić dlaczego zmieniła zdanie. - Byłam tak bardzo zaślepiona tym, że utknęłam w tym tłumie, że nie dostrzegłam całej reszty. - Może właśnie tu był pies pogrzebany. Widziała tylko to, co chciała zobaczyć, przynajmniej wtedy. Dzisiaj otworzyła oczy i dostrzegła trochę więcej.
Stella odwróciła wzrok. Nie sprawiało jej przyjemności spogladanie na to, jak wyżywała się na Borginie. Nie wiedziała dlaczego była wtedy rąk bardzo zirytowana. Pewne bylo, że zależało jej na tym, aby się z nim wtedy spotkać, poczuła się rozczarowana, to jednak nie usprawiedliwiało jej podłego zachowania. - Potrafię być straszna, nie sądziłam, że aż tak. - Skomentowała jeszcze jego słowa na temat tego, że się jej bał. Najlepiej by było, gdyby więcej do tego nie wracali. Dla każdego z nich był to chyba dosyć niewygodny temat.
- Nawet nie wiesz ile mnie to kosztowało, żeby Cię ignorować. - To wcale nie było takie proste, szczególnie, że naprawdę chciała się z nim spotkać ponownie, zależało jej na tej znajomości. Postanowiła sobie jednak, że będzie go trzymać na dystans i mimo tego, że było to trudne to się tego trzymała. Jakby jej wcale nie obchodził, choć nie było to prawdą.
Na całe szczęście wszystko zaczęło się rozmywać. Ponownie. Wspomnienie zniknęło, przepadło, ponownie zostało zapomniane. Stella zniosła to jednak o wiele lepiej niż jej towarzysz, Stanley po raz kolejny skulił się z bólu. Avery nie miała pojęcia co się dzieje i dlaczego ich to spotyka. Nie miał być to jeszcze koniec.
Pojawiła się dziewczynka. Ta o której któryś raz z kolei udało jej się zapomnieć. Już miała zapytać, co się z nią stało, kiedy ich nie było, dostrzegła wtedy, że zapala kolejną zapałkę. Borgin, któremu udało się podnieść ponownie złapał się za głowę. Ten ból musiał pojawiać się z jakiegoś powodu, Stella jednak nie potrafiła go znaleźć. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji, nie wiedziała w jaki sposób może temu zaradzić, co ją trochę irytowało. Najchętniej by to wszystko przerwała, przykro jej było, że Stanley się tak przy tym wszystkim męczy.
Ponownie wszystko się rozmyło. Uliczka w której się przed chwilą znajdowali przepadła. Zniknęła po raz kolejny. Tym razem jednak nie miała pojęcia, gdzie się znalazła. Nie znała tego miejsca, w które została przeniesiona.
Rozglądała się uważnie, aby dostrzec jakieś szczegóły, coś co pozwoli jej znaleźć odpowiedź ja to, gdzie się znajdowała. Niestety jednak to nie pomagało. Musiała nigdy jeszcze tutaj nie być. Powodowało to lekki dyskomfort.
Nie miała też pojęcia, co to może być za wspomnienie. Musiało ono należeć tylko do Borgin, zaczęła szukać go wzrokiem, bo była pewna, że też się tutaj znalazł. Może on będzie wiedział coś więcej?
Jako pierwsze jednak zobaczyła wspomnienie, a raczej postać Stanleya przy stole, siedział tam z jakimś znajomym. Zbliżyła się do nich, żeby bardziej się temu przyjrzeć. Avery usłyszała o czym rozmawiali. Dostrzegła też wtedy Borgina, który znalazł się niedaleko niej, tego prawdziwego. Przyglądała mu się uważnie, zastanawiała się nad odpowiedzią, której udzielił Samuelowi. Czy rzeczywiście mu na niej zależało? Czy powinna się go o to zapytać, może tak byłoby prościej? Milczała jednak obserwując go uważnie. Bała się zapytać, chociaż może po prostu bała soe usłyszeć odpowiedź, która mogłaby jej nie zadowolić.
Chwilę później Stanley wstał od stołu i ruszył w kierunku wyjścia. Wyglądał jej na trochę pijanego, ale były to tylko przypuszczenia. Chyba, że... Wtedy do niej dotarło, że to musiało być wspomnienie dotyczące tej nocy, kiedy pojawił się u niej w domu. Od tego się zaczęło.
Mieli możliwość obserwować całą jego drogę do kamienicy, w której mieszkała. Kiedy spoglądała na to, jak to wyglądało... Cóż dziwiła się, że dotarł do niej w jednym kawałku. Pojawił się i kwiatek, jak się okazało ukradziony, którego jej przyniósł, zgubił, a później z ogromnym entuzjazmem poszukiwał.
- Kto by się spodziewał, że pan brygadzista tak chętnie łamie prawo. - Rzekła zbliżając się do niego. - Tego to się nie spodziewałam. - Rzekła, chociaż tak naprawdę to wszystko co im się dzisiaj przydarzyło również nie było planowane. - Będzie tylko gorzej, ale ja już to widziałam, nie musisz się denerwować, wiesz? - Może i łatwo jej było to mówić, jednak chciała go w jakiś sposób uspokoić, w końcu miała świadomość, że on pewnie niewiele pamiętał z tego spotkania.