Uśmiechnął się do Cynthii lekko, w odpowiedzi na jej słowa. Dobrze było ją widzieć w Walii i w tej kwestii nie było w Levim jakiegokolwiek fałszu. Ba, można by nawet powiedzieć, że gdyby nie sama forma spotkania - czyli siedzenie przy stole nad kotletem - to pewnie czułby się o wiele swobodniej. Ale zamiast rzucić jakąś uwagą, wpisującą się doskonale w tematykę prowadzonych konwersacji, zaczął wodzić tylko spojrzeniem od jednej twarzy do drugiej. Helena chciała wysyłać do rodzeństwa listy, Cynthia rozwodziła się dalej nad tym gdzie jej ojciec pojechał, a Mona i Helloise rozprawiały nad mieszkaniem tej pierwszej i faktowi, że nic mu się nie stało. Może blondynka miała rację - gdyby spłonęło, Mona wróciłaby do domu. Tam gdzie było jej miejsce. Leviathan przez chwilę faktycznie obracał tę ideę w głowie, zastanawiając się nad prostym faktem, czy nie popełnił błędu dbając o to, by dom kuzynki w Londynie nie spotkał się z przesadnymi stratami ze strony płomieni.
- Zachodnia część wysp została nietknięta - odpowiedział na jej pytanie, nie przejmując się tym, ze w sumie zdążył to już zrobić w wymienionych z nią listach. - I chyba można powiedzieć, że raczej dobrze. Przynajmniej ja, biorąc pod uwagę fakt, że żadne z naszych zwierząt nie ucierpiało - to chyba było nawet bardziej istotne niż to że dom stał jak wcześniej i żadne z nich nie zostało przez ogień potraktowane nazbyt dotkliwie.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast