26.05.2026, 20:14 ✶
Jego drżące dłonie wciąż trzymały rękę Mony, strach raz to się wzmagał, raz opuszczał. Obawy, że kobieta jego życia opuści go, plątały się gdzieś pomiędzy skandowaniem tłumu "napij się, napij się, napij się". Jego własny umysł z niego kpił, tak jakby opętał go jakiś wredny poltergeist.
Bolały go kolana, ale nie przestawał klęczeć. Nie wyobrażał sobie, jak inaczej mógłby błagać Monę o wybaczenie. Ona się o niego troszczyła. Bała się o niego. Już sama wzmianka o Spalonej Nocy wywołała w nim dreszcz, przypomniała upodlenie, którego doznał, gdy tylko sięgnął wtedy po piersiówkę i złamał swoje postanowienie.
— A wtedy, gdy powiedziałaś, że Śmierciożerca był w twoim mieszkaniu… chciałem zwrócić się do rodziny. Poprosić, żeby znaleźli tamtego drania — rzekł głosem zachrypniętym od płaczu. — Nie potrafiłem. Nie chciałem już więcej przemocy. Nie mogę już na to wszystko patrzeć. Przypominam sobie tych wściekłych ludzi, te klątwy, to cierpienie… nie chcę żyć w takim świecie. W takim miejscu. Nie chcę przychodzić do ciebie w czerwonej farbie, która reprezentuje krew. Nie chcę Śmierciożerców nigdzie blisko ciebie. Nie chcę tej całej nienawiści, tego poczucia zagrożenia.
Podniósł na nią wzrok. Może istniała pewna droga? Wiodła gdzieś pomiędzy zielonymi pagórkami, gdzieś nad klify kraju, w którym nigdy nie był.
— Mo… Wyjedźmy stąd. Nie wiem, na ile, ale daleko. Do Walii. Do maleńkiej chatki, w której poczujemy się bezpieczni — uśmiechnął się do niej przez łzy. — Pokażesz mi góry. Możemy… możemy teleportować się do Londynu, do pracy, a potem wracać tam. I… błagam cię, nie opuszczaj mnie. Już raz musiałem bez ciebie żyć, ledwo wytrzymałem. Jesteś moim powietrzem. Bez ciebie… bez ciebie się duszę. Popełniam same złe decyzje.
Bolały go kolana, ale nie przestawał klęczeć. Nie wyobrażał sobie, jak inaczej mógłby błagać Monę o wybaczenie. Ona się o niego troszczyła. Bała się o niego. Już sama wzmianka o Spalonej Nocy wywołała w nim dreszcz, przypomniała upodlenie, którego doznał, gdy tylko sięgnął wtedy po piersiówkę i złamał swoje postanowienie.
— A wtedy, gdy powiedziałaś, że Śmierciożerca był w twoim mieszkaniu… chciałem zwrócić się do rodziny. Poprosić, żeby znaleźli tamtego drania — rzekł głosem zachrypniętym od płaczu. — Nie potrafiłem. Nie chciałem już więcej przemocy. Nie mogę już na to wszystko patrzeć. Przypominam sobie tych wściekłych ludzi, te klątwy, to cierpienie… nie chcę żyć w takim świecie. W takim miejscu. Nie chcę przychodzić do ciebie w czerwonej farbie, która reprezentuje krew. Nie chcę Śmierciożerców nigdzie blisko ciebie. Nie chcę tej całej nienawiści, tego poczucia zagrożenia.
Podniósł na nią wzrok. Może istniała pewna droga? Wiodła gdzieś pomiędzy zielonymi pagórkami, gdzieś nad klify kraju, w którym nigdy nie był.
— Mo… Wyjedźmy stąd. Nie wiem, na ile, ale daleko. Do Walii. Do maleńkiej chatki, w której poczujemy się bezpieczni — uśmiechnął się do niej przez łzy. — Pokażesz mi góry. Możemy… możemy teleportować się do Londynu, do pracy, a potem wracać tam. I… błagam cię, nie opuszczaj mnie. Już raz musiałem bez ciebie żyć, ledwo wytrzymałem. Jesteś moim powietrzem. Bez ciebie… bez ciebie się duszę. Popełniam same złe decyzje.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.