16.03.2023, 00:41 ✶
Sarah przywitała się z Theodorem i Cameronem jedynie ciepłym uśmiechem. Liczyła w tej kwestii na odrobinę zrozumienia, bo w środku i okolicy zaczęło robić się naprawdę tłoczno. Nic dziwnego w sumie - zaraz pewnie zacznie zmierzchać, schodziło się tu bardzo dużo ludzi i to było piękne, ale... jak ich wszystkich obsłużyć? Nie mrugnęła więc nawet, chociaż Theo nalał sobie herbaty sam.
I co?
- No można tam mieć... - tutaj już zwątpiła w to, czy wypadało to mówić pięknej, wysokiej pani na głos - ...swój intymny moment.
A to całe pochylenie się... Co za dziwna sprawa.
- Schlebia ci to? - Że ją zawstydził? Że tak namieszał jednym gestem? Była ciekawa odpowiedzi, jaką udzieli ten cały Gio, bo ciekawili ją ludzie tak łatwo rozpalający w innych silne emocje.
Wciąż czerwona, ale teraz nieco szerzej uśmiechnięta, przyjaźnie objęła Charlesa w pasie, przysuwając go do siebie. Potarła też jego włosy w ramach powitania.
- Jasne, że mogę, jestem kapłanką Pani Księżyca, niech Matka będzie wam pszewodniczką na nowej dlodze życia - potwierdziła to, nie miała jednak zamiaru spełnić tej prośby. Macmillan nie była głupia. Bardzo dobrze wiedziała, że połowa tutejszych imprezowiczów była upojona amortencją (halo - sama dodawała ją do swoich herbat), pijana lub naćpana, a niektórzy mogli odebrać odznaki za wszystko. Poza tym nie mogła udzielić im ślubu tak po prostu, bo musieli przecież podpisać papierek. - Ślubów udzielamy jednak w nocy... Jeżeli wlócicie tu w nocy, to mogę połączyć was węzłem małżeńskim... - W takim razie pójdą się gździć? Czy miała im teraz życzyć powodzenia?
- Toć czy nie jest wspięcie się na majowy pal z wiankiem wyblanki o wiele lepsze niż jakiś tam wieczól kawalelski? - Rzuciła do Theodore'a, słysząc jego pytanie. Ale tak, też mu się nie dziwiła. Blondynki... były blondynkami.
- Julek, zobacz ile osób - skinęła głową w stronę budującego się w pobliżu tłumu - pomóż mi nalać kilka helbatek, ploszę. Dobsze się dzisiaj bawisz? - Obniżyła głos do konspiracyjnego szeptu. - Ej, to jest chyba Eunice Malfoy. J-ja jej naleję... - I tak też zrobiła. Panna Malfoy mogła podziwiać zaczerwienioną twarz kapłanki, kiedy ta wręczała jej filiżankę.
(sorry, że dłuższy :*)
I co?
- No można tam mieć... - tutaj już zwątpiła w to, czy wypadało to mówić pięknej, wysokiej pani na głos - ...swój intymny moment.
A to całe pochylenie się... Co za dziwna sprawa.
- Schlebia ci to? - Że ją zawstydził? Że tak namieszał jednym gestem? Była ciekawa odpowiedzi, jaką udzieli ten cały Gio, bo ciekawili ją ludzie tak łatwo rozpalający w innych silne emocje.
Wciąż czerwona, ale teraz nieco szerzej uśmiechnięta, przyjaźnie objęła Charlesa w pasie, przysuwając go do siebie. Potarła też jego włosy w ramach powitania.
- Jasne, że mogę, jestem kapłanką Pani Księżyca, niech Matka będzie wam pszewodniczką na nowej dlodze życia - potwierdziła to, nie miała jednak zamiaru spełnić tej prośby. Macmillan nie była głupia. Bardzo dobrze wiedziała, że połowa tutejszych imprezowiczów była upojona amortencją (halo - sama dodawała ją do swoich herbat), pijana lub naćpana, a niektórzy mogli odebrać odznaki za wszystko. Poza tym nie mogła udzielić im ślubu tak po prostu, bo musieli przecież podpisać papierek. - Ślubów udzielamy jednak w nocy... Jeżeli wlócicie tu w nocy, to mogę połączyć was węzłem małżeńskim... - W takim razie pójdą się gździć? Czy miała im teraz życzyć powodzenia?
- Toć czy nie jest wspięcie się na majowy pal z wiankiem wyblanki o wiele lepsze niż jakiś tam wieczól kawalelski? - Rzuciła do Theodore'a, słysząc jego pytanie. Ale tak, też mu się nie dziwiła. Blondynki... były blondynkami.
- Julek, zobacz ile osób - skinęła głową w stronę budującego się w pobliżu tłumu - pomóż mi nalać kilka helbatek, ploszę. Dobsze się dzisiaj bawisz? - Obniżyła głos do konspiracyjnego szeptu. - Ej, to jest chyba Eunice Malfoy. J-ja jej naleję... - I tak też zrobiła. Panna Malfoy mogła podziwiać zaczerwienioną twarz kapłanki, kiedy ta wręczała jej filiżankę.
(sorry, że dłuższy :*)
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.